24.05.2025, 23:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.05.2025, 23:25 przez Anthony Shafiq.)
Anthony uśmiechnął się blado słysząc włoszczyznę z ust swojej przyjaciółki, nawet jeśli nazwała go głuptasem, bo jeśli miałby krytycznie przyjrzeć się ostatnim jego poczynaniom, to ów epitet powinien przylgnąć doń na stałe, stać się drugim imieniem noszonym z wątpliwą dumą. Niechętnie odsunął się od niej, rozpaczliwie próbując zapamiętać wszystko - zapach, szelest materiałów, wrażenie drugiego ciała pod napiętą skórą dłoni. Rozhulany podopieczny szarpiący go za kołnierz pogłębił ten uśmiech, rozbawienie w obliczu najgorszego koszmaru przyszło mimowolnie, flirtując z niebezpieczną cienką linią oddzielającą go od histerycznego śmiechu. Albo spazmu. Albo obu.
Londyn płonie
To miało się wydarzyć, ale wydarzyło się za szybko. Zdecydowanie za szybko.
Spoważniał, próbując z pamięci odtworzyć co do niego mówili.
– Perdonami, amore mio. Sono i nervi... – ostatni przelotny całus złożony na kłykciach palców i rzeczywiście odsunął się na zawodowo-poufną odległość tworząc z nimi wspólny front przeciwko światu. Konkrety. Potrzebowali konkretów. Para sędziów czekała, a on musiał podzielić się z nimi tym co miał:
– Niewiele zdążyłem się dowiedzieć. – zaczął w skupieniu, podążając wzrokiem od twarzy jednego do drugiego i z powrotem. – Na pewno sieć kominków Fiu została przerwana, aby utrudnić ucieczki. – A mówił! Mówił Carrowowi, że potrzeba dodatkowych mistrzowskich kursów teleportacyjnych. Ilu ludzi ocaliliby więcej podczas pożarów, gdyby były wprowadzone procedury? Punkty ewakuacyjne, do których rodziny by się teleportowały? Nie... jeżeli Śmierciożercy mają swoich szpiegów w Ministerstwie, znaliby położenie tych punktów. To byłoby zbyt niebezpieczne i dlatego powinno się opracować... Urwał swój ciąg myśli, który zapędzał go w kozi gór. Uniósł dłoń i szczupłymi palcami ujął nasadę nosa, próbując w krótkim masażu przynieść sobie chwilę ulgi i na bogów! koncentracji. O ileż lepiej czułby się, gdyby teraz mógł jednak trzymać kościste palce, wilgowronowe szpony w ludzkim ciele, uziemić się w roli tego, który powinien być tym opanowanym stabilnym. Odetchnął, zbierając fakty dalej:– Jenkins na naszym spotkaniu mówiła coś o wieczornej wycieczce do jakiegoś magicznego SPA, ale nie chciała zdradzić lokacji. Podejrzewam jednak, że jest poza Londynem, ba! może poza Anglią. Samantha... nie wiem. Wracacie z drugiego? Rozumiem, że jej tam nie widzieliście? – Zdał sobie sprawę z tego, że ręce mu się trzęsą. Powinien wspiąć się na wysokość zadania. Być mężczyzną, gdy racja stanu wzywa – jak powiadał jego ojciec. Powinien przejąć opuszczony ster. Powinien. Ale potrafił myśleć tylko o tym, że Morpheus nie cofnął się czasozmieniaczem i nie uprzedził go o ataku. Potrafił myśleć tylko o jego zwęglonym ciele leżącym gdzieś... gdziekolwiek na terenie miasta. Potrafił myśleć tylko o tym, że gdy tylko Jonathan wróci do Ministerstwa, będą musieli wyjść natychmiast rozpocząć poszukiwania... nim będzie za późno. Może jeszcze nie jest za późno?
Stalowe oczy wpatrywały się we własną trzęsącą dłoń, znów uciekł myślami, znów próbował jak fala powrócić do nich. Z opóźnionym refleksem odwrócił się, by dostrzec to co pokazywała Lorien. Mugol. Niesamowite. Czy funkcjonariusze, który pozwolił na to, sami byli mugolakami? Czy miało to znaczenie?
– Nie wiem – odpowiedział, właściwie wyszeptał do niej w odpowiedzi, ale też może trochę mówił teraz do siebie. Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi, tak wiele strachu, strachu, który cal po calu przejmował nad nim kontrole. – Nad Londynem unosi się czarna jak sadza chmura, z której pada czarnomagiczny popiół. – patrzył wciąż na mężczyznę, półżywego pariasa pośród magów. Mówił wciąż cicho, w odrealnieniu, niedowierzaniu, w zagubieniu, które absolutnie nie było dlań naturalnym środowiskiem. – Domy płoną. Radiostacja została usunięta z kadru, jesteśmy odcięci od informacji. Nie wiem czy ktoś atakuje Ministerstwo od środka, na pewno atakowani jesteśmy wszyscy od zewnątrz. Jeśli ktoś będzie cokolwiek wiedział więcej to Moody? Bones? – wymieniał szefów zbrojnego ramienia jednym tchem, powracając wzrokiem do sędziów.– Nie wiem gdzie jest Morpheus – przyznał nagle z zaciśniętym gardłem – Muszę go znaleźć. Longbottomowie mogą stać się dzisiaj celem.
Londyn płonie
To miało się wydarzyć, ale wydarzyło się za szybko. Zdecydowanie za szybko.
Spoważniał, próbując z pamięci odtworzyć co do niego mówili.
– Perdonami, amore mio. Sono i nervi... – ostatni przelotny całus złożony na kłykciach palców i rzeczywiście odsunął się na zawodowo-poufną odległość tworząc z nimi wspólny front przeciwko światu. Konkrety. Potrzebowali konkretów. Para sędziów czekała, a on musiał podzielić się z nimi tym co miał:
– Niewiele zdążyłem się dowiedzieć. – zaczął w skupieniu, podążając wzrokiem od twarzy jednego do drugiego i z powrotem. – Na pewno sieć kominków Fiu została przerwana, aby utrudnić ucieczki. – A mówił! Mówił Carrowowi, że potrzeba dodatkowych mistrzowskich kursów teleportacyjnych. Ilu ludzi ocaliliby więcej podczas pożarów, gdyby były wprowadzone procedury? Punkty ewakuacyjne, do których rodziny by się teleportowały? Nie... jeżeli Śmierciożercy mają swoich szpiegów w Ministerstwie, znaliby położenie tych punktów. To byłoby zbyt niebezpieczne i dlatego powinno się opracować... Urwał swój ciąg myśli, który zapędzał go w kozi gór. Uniósł dłoń i szczupłymi palcami ujął nasadę nosa, próbując w krótkim masażu przynieść sobie chwilę ulgi i na bogów! koncentracji. O ileż lepiej czułby się, gdyby teraz mógł jednak trzymać kościste palce, wilgowronowe szpony w ludzkim ciele, uziemić się w roli tego, który powinien być tym opanowanym stabilnym. Odetchnął, zbierając fakty dalej:– Jenkins na naszym spotkaniu mówiła coś o wieczornej wycieczce do jakiegoś magicznego SPA, ale nie chciała zdradzić lokacji. Podejrzewam jednak, że jest poza Londynem, ba! może poza Anglią. Samantha... nie wiem. Wracacie z drugiego? Rozumiem, że jej tam nie widzieliście? – Zdał sobie sprawę z tego, że ręce mu się trzęsą. Powinien wspiąć się na wysokość zadania. Być mężczyzną, gdy racja stanu wzywa – jak powiadał jego ojciec. Powinien przejąć opuszczony ster. Powinien. Ale potrafił myśleć tylko o tym, że Morpheus nie cofnął się czasozmieniaczem i nie uprzedził go o ataku. Potrafił myśleć tylko o jego zwęglonym ciele leżącym gdzieś... gdziekolwiek na terenie miasta. Potrafił myśleć tylko o tym, że gdy tylko Jonathan wróci do Ministerstwa, będą musieli wyjść natychmiast rozpocząć poszukiwania... nim będzie za późno. Może jeszcze nie jest za późno?
Stalowe oczy wpatrywały się we własną trzęsącą dłoń, znów uciekł myślami, znów próbował jak fala powrócić do nich. Z opóźnionym refleksem odwrócił się, by dostrzec to co pokazywała Lorien. Mugol. Niesamowite. Czy funkcjonariusze, który pozwolił na to, sami byli mugolakami? Czy miało to znaczenie?
– Nie wiem – odpowiedział, właściwie wyszeptał do niej w odpowiedzi, ale też może trochę mówił teraz do siebie. Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi, tak wiele strachu, strachu, który cal po calu przejmował nad nim kontrole. – Nad Londynem unosi się czarna jak sadza chmura, z której pada czarnomagiczny popiół. – patrzył wciąż na mężczyznę, półżywego pariasa pośród magów. Mówił wciąż cicho, w odrealnieniu, niedowierzaniu, w zagubieniu, które absolutnie nie było dlań naturalnym środowiskiem. – Domy płoną. Radiostacja została usunięta z kadru, jesteśmy odcięci od informacji. Nie wiem czy ktoś atakuje Ministerstwo od środka, na pewno atakowani jesteśmy wszyscy od zewnątrz. Jeśli ktoś będzie cokolwiek wiedział więcej to Moody? Bones? – wymieniał szefów zbrojnego ramienia jednym tchem, powracając wzrokiem do sędziów.– Nie wiem gdzie jest Morpheus – przyznał nagle z zaciśniętym gardłem – Muszę go znaleźć. Longbottomowie mogą stać się dzisiaj celem.
zawada: anam cara xD i nerwica natręctw w szerokim pojęciu (nie tylko parzyste zabezpieczenia)