07.02.2023, 00:46 ✶
W odpowiedzi na to, że nazwał ją hipokrytką, po prostu dmuchnęła mu dymem z papierosa prosto w twarz w niemym akcie powiedzenia mu, że „psy szczekają, karawana jedzie dalej”. No bo co, poszczeka, poszczeka – ale co to zmieni. Co innego jarać w domu, gdzie wszystko potem jest przesiąknięte smrodem papierosów, a co innego na łączce… na cmentarzu, gdzie zostanie to co najwyżej we włosach – do czasu rzecz jasna, aż się nie umyje albo nie użyje czarów. Bo taki palacz co pali w domu to potem nawet zapomina i już nie czuje tego smrodu.
Uniosła brwi wysoko i spojrzała na Sauriela wręcz z niedowierzaniem, że w ogóle takie rzeczy z siebie wyrzuciła. O… o… o jej piersiach! Że o to łaskawie NIE poprosi, zboczeniec jeden, co potem jednak stwierdził, że nie myśli o niej jak o obiekcie… i to seksualnym! To, co właśnie odczuwała, kiedy jej mózg łączył wątki to szok. Niedowierzanie.
I znowu ją, kurwajegomać, obraził, no bo – jak ona to niby miała rozumieć?
Ale na tym się nie zatrzymał, nieee. Jechał dalej. Teraz już o jej byłym narzeczonym i macaniu ust. Błysk w jej ciemnych oczach był krótki, tak jak krótkie było uniesienie ręki, która nie trzymała papierosa i wymierzenie wprost w policzek Sauriela, bo na nic innego nie zasłużył przy tak oburzającej paplaninie. Jakież wiec szczęście, że różdżki nie trzymała w ręce, a na kolanach.
- Nie, nie zmacał – fuknęła niczym rozsierdzona kotka i zerwała się na równe nogi, zła jak osa. Złapała za swoją różdżkę i bez słowa po prostu ruszyła przed siebie, pomiędzy grobami, ewidentnie zamierzając się stąd ewakuować, nie czekając na żadne przeprosiny czy inne takie. Zapomniała nawet w tym wszystkim, że może się teleportować.
Uniosła brwi wysoko i spojrzała na Sauriela wręcz z niedowierzaniem, że w ogóle takie rzeczy z siebie wyrzuciła. O… o… o jej piersiach! Że o to łaskawie NIE poprosi, zboczeniec jeden, co potem jednak stwierdził, że nie myśli o niej jak o obiekcie… i to seksualnym! To, co właśnie odczuwała, kiedy jej mózg łączył wątki to szok. Niedowierzanie.
I znowu ją, kurwajegomać, obraził, no bo – jak ona to niby miała rozumieć?
Ale na tym się nie zatrzymał, nieee. Jechał dalej. Teraz już o jej byłym narzeczonym i macaniu ust. Błysk w jej ciemnych oczach był krótki, tak jak krótkie było uniesienie ręki, która nie trzymała papierosa i wymierzenie wprost w policzek Sauriela, bo na nic innego nie zasłużył przy tak oburzającej paplaninie. Jakież wiec szczęście, że różdżki nie trzymała w ręce, a na kolanach.
- Nie, nie zmacał – fuknęła niczym rozsierdzona kotka i zerwała się na równe nogi, zła jak osa. Złapała za swoją różdżkę i bez słowa po prostu ruszyła przed siebie, pomiędzy grobami, ewidentnie zamierzając się stąd ewakuować, nie czekając na żadne przeprosiny czy inne takie. Zapomniała nawet w tym wszystkim, że może się teleportować.