25.05.2025, 00:21 ✶
Hannibal krótko zamyślił się o tym, co działo się tej nocy, szalonej, jak myśli kokainisty. Nigdy nie był szczególnie odważny, a jego zaangażowanie polityczne dotąd ograniczało się właściwie do salonowych dyskusji, wypowiedzi dla prasy i - rzadko, bo włodarze teatru zwykle okazywali się zbyt konserwatywni - poruszających kontrowersyjne kwestie występów. Ale teraz - podobnie, jak wcześniej w towarzystwie Guinevere - Hannibal odnajdywał w sobie z zaskoczeniem całkiem nowe pokłady bohaterstwa. Ile było w tym potrzeby działania, podparcia czynami głoszonych przez siebie poglądów, a ile troski o swój wizerunek i chęci zaimponowania publiczności, wiedział tylko on sam. A może i to nie.
- Dobry plan - kiwnął głową, uspokojony nieco względnym spokojem kolegi - Hestia? Hestia Bletchley? - zapytał słysząc znajome imię - Byliśmy razem w Hufflepuffie, co u niej?
Spojrzenia jego i Henry’ego spotkały się i fotograf, z nieodgadnionym wyrazem na twarzy, zaczął ściągać kurtkę. Zawahał się dopiero, gdy wyciągnął drugą rękę z rękawa i zorientował się, że ma nie jednego, ale dwóch obdartusów do obdzielenia. Hannibal uśmiechnął się lekko, gdy Henry zdecydował się przekazać okrycie dziewczynie i puścił do niego oko ponad jej głową. Rozumiał decyzję, ale z rozbawieniem pomyślał, że rozumie też dylemat. Rozdarta sukienka nie dość, że nie chroniła przed chłodem, to w każdej chwili groziła, że pokaże światu więcej, niż wypadało. Hannibal nie pozwolił sobie nawet na jedno spojrzenie więcej, niż to było konieczne, by upewnić się, że Penelopa jest cała i zdrowa. Nie, żeby grzeszył pruderyjnością, ale w obecnej sytuacji to wydawało się ze wszechmiar niewłaściwe.
Na pociechę dostał możliwość podziwiania idealnie szerokich, choć nie niedźwiedziowatych ramion Lockharta w kraciastej koszuli. Uczciwa wymiana. I - pomyślał, całkowicie bezinteresownie - może nawet owocna, bo dziewczyna jakby więcej uwagi zaczęła poświęcać blondynowi, zamiast tylko wpatrywać się w celebrytę.
W ostatniej chwili powstrzymał się przed otwarciem ust w odpowiedzi na zmyśloną historię o swoim bohaterstwie. Wlepił wzrok w Henry’ego z całkiem innych powodów, niż jeszcze przed chwilą. To mogło się dobrze sprzedać, ale było ryzykowne, a na pewno niespodziewane. Poza tym… Czy ten facet… n i e c h c e zainteresowania tej małej?
Poczuł na sobie spojrzenie dwóch par oczu i, nie bardzo wiedząc, jak zareagować, spuścił wzrok z zakłopotaniem. W ułamku sekundy zdecydował, że ani nie nakarmi tej plotki, ani jej nie zdementuje.
- Henry… - wymamrotał, wchodząc w rolę do tego stopnia, że poczuł ciepło pod warstwą popiołu i kurzu na policzkach.
Ostatecznie, kimże był, by stawać na drodze własnej rodzącej się legendy?
Oczy Penelopy z powrotem urosły do rozmiarów złotych galeonów w podziwie dla jego bohaterstwa. Hannibal wzruszył lekko ramionami, jakby chciał umniejszyć swoją rolę, powiedzieć, że to nic takiego.
- Cóż… nie umiem się bić tak dobrze, jak Henry. Dopiero planuję wziąć parę lekcji szermierki… - dodał przepraszająco, uosobienie skromności. Technicznie rzecz biorąc, nie skłamał, prawda?
Kontakty Henry’ego i Hannibala dotąd nie wykraczały poza typowe rozmowy ludzi znających się z miejsca pracy. Henry, zawsze wysyłany z ramienia redakcji “Proroka” na premiery, był częstym gościem backstage’u. Hannibal cenił go za to, że nigdy nie usiłował z niego wyciągnąć nic kompromitującego (nie, żeby łatwo było skompromitować latorośl Selwynów, w końcu zbudował kawał swojej kariery na skandalizujących występach i pogłoskach), robił świetne zdjęcia i jeszcze dało się z nim normalnie porozmawiać, ale… to było tyle. Powierzchowna relacja.
To się chyba właśnie zmieniało.
Pierwszy raz Hannibal nazwał go przyjacielem w ferworze walki, nie myśląc o tym zbyt wiele, ale w tej chwili czuł do Lockharta tyle sympatii i podziwu, że ogrzany tymi emocjami niemal przestał zazdrościć Penelopie kurtki.
// Odgrywam: Brak przewagi Kłamstwo
, zawadę Wysoka stawka - Hanni dba o image, gdyby nie to, że ma świadków, pewnie zamiast rumakować spędzałby noc z głową pod kocem, zawadę Wyuzdany - świat się wali, a Hanni myśli o tym, że może Henry'emu uda się umoczyć
- Dobry plan - kiwnął głową, uspokojony nieco względnym spokojem kolegi - Hestia? Hestia Bletchley? - zapytał słysząc znajome imię - Byliśmy razem w Hufflepuffie, co u niej?
Spojrzenia jego i Henry’ego spotkały się i fotograf, z nieodgadnionym wyrazem na twarzy, zaczął ściągać kurtkę. Zawahał się dopiero, gdy wyciągnął drugą rękę z rękawa i zorientował się, że ma nie jednego, ale dwóch obdartusów do obdzielenia. Hannibal uśmiechnął się lekko, gdy Henry zdecydował się przekazać okrycie dziewczynie i puścił do niego oko ponad jej głową. Rozumiał decyzję, ale z rozbawieniem pomyślał, że rozumie też dylemat. Rozdarta sukienka nie dość, że nie chroniła przed chłodem, to w każdej chwili groziła, że pokaże światu więcej, niż wypadało. Hannibal nie pozwolił sobie nawet na jedno spojrzenie więcej, niż to było konieczne, by upewnić się, że Penelopa jest cała i zdrowa. Nie, żeby grzeszył pruderyjnością, ale w obecnej sytuacji to wydawało się ze wszechmiar niewłaściwe.
Na pociechę dostał możliwość podziwiania idealnie szerokich, choć nie niedźwiedziowatych ramion Lockharta w kraciastej koszuli. Uczciwa wymiana. I - pomyślał, całkowicie bezinteresownie - może nawet owocna, bo dziewczyna jakby więcej uwagi zaczęła poświęcać blondynowi, zamiast tylko wpatrywać się w celebrytę.
W ostatniej chwili powstrzymał się przed otwarciem ust w odpowiedzi na zmyśloną historię o swoim bohaterstwie. Wlepił wzrok w Henry’ego z całkiem innych powodów, niż jeszcze przed chwilą. To mogło się dobrze sprzedać, ale było ryzykowne, a na pewno niespodziewane. Poza tym… Czy ten facet… n i e c h c e zainteresowania tej małej?
Poczuł na sobie spojrzenie dwóch par oczu i, nie bardzo wiedząc, jak zareagować, spuścił wzrok z zakłopotaniem. W ułamku sekundy zdecydował, że ani nie nakarmi tej plotki, ani jej nie zdementuje.
- Henry… - wymamrotał, wchodząc w rolę do tego stopnia, że poczuł ciepło pod warstwą popiołu i kurzu na policzkach.
Ostatecznie, kimże był, by stawać na drodze własnej rodzącej się legendy?
Oczy Penelopy z powrotem urosły do rozmiarów złotych galeonów w podziwie dla jego bohaterstwa. Hannibal wzruszył lekko ramionami, jakby chciał umniejszyć swoją rolę, powiedzieć, że to nic takiego.
- Cóż… nie umiem się bić tak dobrze, jak Henry. Dopiero planuję wziąć parę lekcji szermierki… - dodał przepraszająco, uosobienie skromności. Technicznie rzecz biorąc, nie skłamał, prawda?
Kontakty Henry’ego i Hannibala dotąd nie wykraczały poza typowe rozmowy ludzi znających się z miejsca pracy. Henry, zawsze wysyłany z ramienia redakcji “Proroka” na premiery, był częstym gościem backstage’u. Hannibal cenił go za to, że nigdy nie usiłował z niego wyciągnąć nic kompromitującego (nie, żeby łatwo było skompromitować latorośl Selwynów, w końcu zbudował kawał swojej kariery na skandalizujących występach i pogłoskach), robił świetne zdjęcia i jeszcze dało się z nim normalnie porozmawiać, ale… to było tyle. Powierzchowna relacja.
To się chyba właśnie zmieniało.
Pierwszy raz Hannibal nazwał go przyjacielem w ferworze walki, nie myśląc o tym zbyt wiele, ale w tej chwili czuł do Lockharta tyle sympatii i podziwu, że ogrzany tymi emocjami niemal przestał zazdrościć Penelopie kurtki.
// Odgrywam: Brak przewagi Kłamstwo
, zawadę Wysoka stawka - Hanni dba o image, gdyby nie to, że ma świadków, pewnie zamiast rumakować spędzałby noc z głową pod kocem, zawadę Wyuzdany - świat się wali, a Hanni myśli o tym, że może Henry'emu uda się umoczyć