25.05.2025, 16:15 ✶
Hestia Bletchley musiała przyjść do łazienki Marty również w celu spotkania z duchem. Henry był ciekawy, co ją ku temu skłoniło. Raczej nie chciała przeprowadzać wywiadu, wtedy by zareagowała na plakaty, które Lockhart rozwiesił po całej szkole. Może chodziło o jakieś samozwańcze śledztwo? Gdyby się dowiedziała, jaka dokładnie była historia Jęczącej Marty, może by wzięto to pod uwagę przy rekrutacji do BUM-u? A może to był tylko sprawdzian własnej odwagi?
Zauważył, że wzrok dziewczyny był wbity prosto w niego, jakby uparcie nie chciała patrzeć gdzie indziej. Czyżby Marta już zaciekawiła się ich rozmową? Henry wiedział, że odwracanie się w tej sytuacji było wykluczone (chociaż bardzo go kusiło). Jeśli spłoszy ducha, na bank straci swoją szansę na wywiad i założenie szkolnej gazetki. Nie bardzo istniał w tym wypadku plan C.
— Święte słowa — przytaknął, śmiejąc się w duchu. Ostatnio na eliksirach niemal doprowadził do wybuchu i konieczna była interwencja nauczyciela (bardzo zrezygnowanego pracą z uczniem, który nie przejawiał najmniejszego talentu, co do warzenia mikstur). — Nawet nie wiesz, ile bym dał, by chociaż ją zobaczyć.
W tej chwili właśnie usłyszał pisk i Marta przeleciała nad nimi. Usiadła na szczycie umywalki, a raczej lewitowała tuż nad jej powierzchnią. Musiała być kiedyś zwyczajną uczennicą Hogwartu. Okulary, włosy związane w dwa kucyki, szkolne szaty... Co mogło zrobić krzywdę tej dziewczynie?
— Nie wyśmiewacie się ze mnie, prawda? — spytała, brzmiąc jakby przed chwilą siedziała w łazience i płakała.
— Dlaczego mielibyśmy? Marto, sami chcieliśmy cię zobaczyć.
Duch zachichotał. Był to śmiech plotkującej nastolatki, która zaraz miała na kogoś nagadać.
— Już się bałam, że jesteście jak jedna parka, która przyszła tu, chyba ze siedem lat temu. Za nic mieli moją obecność i zaczęli się obściskiwać, jak gdyby nigdy nic! Nie mieli za grosz przyzwoitości. Mam nadzieję, że im się ten związek rozpadł!
Zauważył, że wzrok dziewczyny był wbity prosto w niego, jakby uparcie nie chciała patrzeć gdzie indziej. Czyżby Marta już zaciekawiła się ich rozmową? Henry wiedział, że odwracanie się w tej sytuacji było wykluczone (chociaż bardzo go kusiło). Jeśli spłoszy ducha, na bank straci swoją szansę na wywiad i założenie szkolnej gazetki. Nie bardzo istniał w tym wypadku plan C.
— Święte słowa — przytaknął, śmiejąc się w duchu. Ostatnio na eliksirach niemal doprowadził do wybuchu i konieczna była interwencja nauczyciela (bardzo zrezygnowanego pracą z uczniem, który nie przejawiał najmniejszego talentu, co do warzenia mikstur). — Nawet nie wiesz, ile bym dał, by chociaż ją zobaczyć.
W tej chwili właśnie usłyszał pisk i Marta przeleciała nad nimi. Usiadła na szczycie umywalki, a raczej lewitowała tuż nad jej powierzchnią. Musiała być kiedyś zwyczajną uczennicą Hogwartu. Okulary, włosy związane w dwa kucyki, szkolne szaty... Co mogło zrobić krzywdę tej dziewczynie?
— Nie wyśmiewacie się ze mnie, prawda? — spytała, brzmiąc jakby przed chwilą siedziała w łazience i płakała.
— Dlaczego mielibyśmy? Marto, sami chcieliśmy cię zobaczyć.
Duch zachichotał. Był to śmiech plotkującej nastolatki, która zaraz miała na kogoś nagadać.
— Już się bałam, że jesteście jak jedna parka, która przyszła tu, chyba ze siedem lat temu. Za nic mieli moją obecność i zaczęli się obściskiwać, jak gdyby nigdy nic! Nie mieli za grosz przyzwoitości. Mam nadzieję, że im się ten związek rozpadł!