26.05.2025, 12:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.05.2025, 12:27 przez Cathal Shafiq.)
– Straszysz czy obiecujesz? – odparł Cathal, zgryźliwym tonem, już dopadając iskrzącej bariery pieczęci. Humor miał zaiste paskudny, bo pierwsze, bolał go nos, po drugie, bolało go ego, po trzecie, to całe zamieszanie na pewno zdezorganizuje pracę na wykopaliskach, a w dodatku deszcz już nie kropił, a zaczynał padać coraz mocniej i mocniej, i gdzieś w oddali nawet zagrzmiało.
– Potrzebujesz z nim pomocy? Proszę, powiedz, że nie potrzebujesz z nim pomocy. Trochę boję się podejść. Robi mi się słabo na widok ran – wyjęczał Tim gdzieś za plecami Ginny. Po tym, jak wywlekł pracownika z dziury i upewnił się, że ten żyje, rusza się i ogólnie rzecz biorąc wszystko jest mniej więcej w porządku, podszedł nieco bliżej, ale wyraźnie rozdarty był w tej chwili między chęcią pomocy koledze, a przestrachem na myśl o tym, co zobaczy, jeśli kucnie obok uzdrowicielki.
Cathal tymczasem ukląkł wprost w wilgotnym już piasku i zaklął, raz po angielsku, potem drugi raz po rosyjsku, a potem trzeci, po egipsku. Jakby czuł, że raz nie wystarczył przy tym, co zobaczył. Gdy McGonagall zajmowała się rannym, usztywniając sprawnie nogę i podając mu eliksir – ranny jęknął, nie odzyskując całkiem przytomności – on pośpiesznie usiłował zrobić coś z tymi pieczęciami… tyle że te nie do końca przypominały takie, z jakimi miał dotąd do czynienia w szkole, w Irlandii, w Peru czy w Egipcie, albo nawet na kartach podręczników.
Może to z tego powodu, a może dlatego, że na moment zamarł, próbując porównać jedną z pieczęci do setek tkwiących w jego głowie, niepotrzebnie przecież, że poszło… źle.
Błysnęło i Cathal został odrzucony, uderzając plecami o ścianę dołu. Opadł na ziemię i leżał tak przez chwilę w bezruchu, nawet nie tylko z powodu oszołomienia: wpatrywał się po prostu w szare niebo nad nimi i myślał sobie, że to chyba nie jego dzień, nie jego miesiąc i w ogóle nie jego rok.
Rzucam sobie pod edycję na WOS, jak pójdzie Cathalowi z pieczęciami.
– Potrzebujesz z nim pomocy? Proszę, powiedz, że nie potrzebujesz z nim pomocy. Trochę boję się podejść. Robi mi się słabo na widok ran – wyjęczał Tim gdzieś za plecami Ginny. Po tym, jak wywlekł pracownika z dziury i upewnił się, że ten żyje, rusza się i ogólnie rzecz biorąc wszystko jest mniej więcej w porządku, podszedł nieco bliżej, ale wyraźnie rozdarty był w tej chwili między chęcią pomocy koledze, a przestrachem na myśl o tym, co zobaczy, jeśli kucnie obok uzdrowicielki.
Cathal tymczasem ukląkł wprost w wilgotnym już piasku i zaklął, raz po angielsku, potem drugi raz po rosyjsku, a potem trzeci, po egipsku. Jakby czuł, że raz nie wystarczył przy tym, co zobaczył. Gdy McGonagall zajmowała się rannym, usztywniając sprawnie nogę i podając mu eliksir – ranny jęknął, nie odzyskując całkiem przytomności – on pośpiesznie usiłował zrobić coś z tymi pieczęciami… tyle że te nie do końca przypominały takie, z jakimi miał dotąd do czynienia w szkole, w Irlandii, w Peru czy w Egipcie, albo nawet na kartach podręczników.
Może to z tego powodu, a może dlatego, że na moment zamarł, próbując porównać jedną z pieczęci do setek tkwiących w jego głowie, niepotrzebnie przecież, że poszło… źle.
Błysnęło i Cathal został odrzucony, uderzając plecami o ścianę dołu. Opadł na ziemię i leżał tak przez chwilę w bezruchu, nawet nie tylko z powodu oszołomienia: wpatrywał się po prostu w szare niebo nad nimi i myślał sobie, że to chyba nie jego dzień, nie jego miesiąc i w ogóle nie jego rok.
Rzucam sobie pod edycję na WOS, jak pójdzie Cathalowi z pieczęciami.
Rzut PO 1d100 - 14
Akcja nieudana
Akcja nieudana