27.05.2025, 13:53 ✶
Zapewne gdyby nie pomoc Millie i Olivii to na zebraniu by się nie stawił. Nie chodziło nawet o to, że nie chciał, ale najzwyczajniej w świecie nie trafiłby do tego pomieszczenia. No może by trafił, jakby wrzeszczał na cały dom, gdzie się oni podzieli, ale jaki w tym sens. A tak? doprowadzono go jak niedołężne kocie do stołu i nawet usadzono. to dopiero by było, jakby siadając się wyjebał na podłogę.
Przez fakt, jak wiele się działo tej nocy miał wrażenie, że sam nie ma nic do wniesienia podczas tego zebrania, ale posłuchać zawsze warto, może dowie się czegoś przydatnego i będzie mógł coś powiedzieć sam.Dlatego z początku cprzysłuchwiłą się temu co opowiadają. Szczególnie o zachowaniu płomieni i co obierały za cel.
- Myślę, że nie ma co się palić z powrotem do lasu, najpierw musimy poradzić sobie z tym co się dzisiaj stało - zwrócił się do Millie i westchnął. odwracając się w stronę głosu Brenny, która powiedziała jego imię. Zdecydowanie te bandaże i brak wzroku nie pomagało mu w porozumiewaniu się z innymi, ile Basilius mówił, że musi tak siedzieć? Nie pamiętał, skupił się na tym, że to nie będzie na stałe i odzyska wzrok, szkoda, tylko, że nie pamiętał po jakim czasie.
- Pewnie, chętnie rzucę okiem na to wszystko co udało ci się zebrać - odpowiedział Brennie - Tylko wiesz nie dzisiaj, wypadałoby najpierw odpocząć żeby nie przeoczyć najmniejszego szkopułu - dodał jakby to, że oczy miał ukryte za bandażem było najmniejszym kłopotem.
- Wiecie, jak dym do was mówi, to chyba niezbyt dobry znak - rzucił żartobliwie, co jak co, ale stanowczo tutaj trzeba było wnieść nieco humoru, bo zaraz będzie tu posępniej niż w Azkabanie w otoczeniu wszystkich dementorów.
Pytanie Brenny sprawiło, że uśmiechnął się bardzo szeroko.
- Mi by się przydała sprawna para oczu, masz jakieś na zbyciu? Mogą być używane, nie pogardzę - zażartował, bawiąc się w najlepsze swoim tymczasowym inwalidztwem.
Wtem przypomniał sobie coś, odchrząknął i sięgnął przy tym do kieszeni, skąd wyciągnął pomięty kawałek pergaminu i rozwinął go, jakby chciał go odczytać.
- Nóż kurwa kto to zapisał, nie mogę się rozczytać - mruknął do siebie obracając pergamin na różne strony, nie wiedząc nawet, że wszelkie napisy są po jego stronie. [b]- Z Pandorą patrolowaliśmy Pokątną i tutaj macie zapisane kilka adresów gdzie zdawało się jakby dym nie chciał ulecieć nawet z wiatrem, a sadza po pożarze była ciemniejsza niż smoła[/b] - dodał kładąc na blacie pergamin, aby każdy mógł go sobie wziąć. Sam zaś ciągnął dalej.
- Z Dorą byliśmy u Waltersów, ale na szczęście nic im się nie stało, są bezpieczni. Byliśmy też w Wiernie, żeby zaczerpnąć języka i dowiedzieliśmy się, że... - urwał i odetchnął nieco głębiej, czują jak zbliża się atak kaszlu, którego niestety nie udało mu, dlatego nie dane mu było dokończyć i zaniósł się okropnym kaszel, zupełnie jakby jego płuca próbowały się wydostać i położyć na stole obok pergaminu.
Przez fakt, jak wiele się działo tej nocy miał wrażenie, że sam nie ma nic do wniesienia podczas tego zebrania, ale posłuchać zawsze warto, może dowie się czegoś przydatnego i będzie mógł coś powiedzieć sam.Dlatego z początku cprzysłuchwiłą się temu co opowiadają. Szczególnie o zachowaniu płomieni i co obierały za cel.
- Myślę, że nie ma co się palić z powrotem do lasu, najpierw musimy poradzić sobie z tym co się dzisiaj stało - zwrócił się do Millie i westchnął. odwracając się w stronę głosu Brenny, która powiedziała jego imię. Zdecydowanie te bandaże i brak wzroku nie pomagało mu w porozumiewaniu się z innymi, ile Basilius mówił, że musi tak siedzieć? Nie pamiętał, skupił się na tym, że to nie będzie na stałe i odzyska wzrok, szkoda, tylko, że nie pamiętał po jakim czasie.
- Pewnie, chętnie rzucę okiem na to wszystko co udało ci się zebrać - odpowiedział Brennie - Tylko wiesz nie dzisiaj, wypadałoby najpierw odpocząć żeby nie przeoczyć najmniejszego szkopułu - dodał jakby to, że oczy miał ukryte za bandażem było najmniejszym kłopotem.
- Wiecie, jak dym do was mówi, to chyba niezbyt dobry znak - rzucił żartobliwie, co jak co, ale stanowczo tutaj trzeba było wnieść nieco humoru, bo zaraz będzie tu posępniej niż w Azkabanie w otoczeniu wszystkich dementorów.
Pytanie Brenny sprawiło, że uśmiechnął się bardzo szeroko.
- Mi by się przydała sprawna para oczu, masz jakieś na zbyciu? Mogą być używane, nie pogardzę - zażartował, bawiąc się w najlepsze swoim tymczasowym inwalidztwem.
Wtem przypomniał sobie coś, odchrząknął i sięgnął przy tym do kieszeni, skąd wyciągnął pomięty kawałek pergaminu i rozwinął go, jakby chciał go odczytać.
- Nóż kurwa kto to zapisał, nie mogę się rozczytać - mruknął do siebie obracając pergamin na różne strony, nie wiedząc nawet, że wszelkie napisy są po jego stronie. [b]- Z Pandorą patrolowaliśmy Pokątną i tutaj macie zapisane kilka adresów gdzie zdawało się jakby dym nie chciał ulecieć nawet z wiatrem, a sadza po pożarze była ciemniejsza niż smoła[/b] - dodał kładąc na blacie pergamin, aby każdy mógł go sobie wziąć. Sam zaś ciągnął dalej.
- Z Dorą byliśmy u Waltersów, ale na szczęście nic im się nie stało, są bezpieczni. Byliśmy też w Wiernie, żeby zaczerpnąć języka i dowiedzieliśmy się, że... - urwał i odetchnął nieco głębiej, czują jak zbliża się atak kaszlu, którego niestety nie udało mu, dlatego nie dane mu było dokończyć i zaniósł się okropnym kaszel, zupełnie jakby jego płuca próbowały się wydostać i położyć na stole obok pergaminu.