Śmierciożerca kroczył pewnie, upojony władzą, jaką dawała mu niemal doskonale opanowana sztuka nekromancji. Mur nie powinien być dla niego żadną przeszkodą – ledwie magicznym pyłem do zdmuchnięcia z materialnego świata. A jednak… Czy to chwila rozproszenia? Może emocje były zbyt silne, by bez wysiłku przerzucić się z wijącego tętniącego życiową energią ciała na chłodny kamień?
Przeszkoda wciąż trwała, wciąż przesłaniała mu widok ofiary, skrywając jej skulone ciało przed drapieżnymi ślepiami lśniącymi pożogą w otworach zdobnej maski. Ale to, że jej nie widział, nie znaczyło, że jej nie słyszał…
Pomimo zadyszki Dory, wysoki dźwięk wdarł się w ich uszy – wystarczyło ledwie wątłe dmuchnięcie, by magia zaklęta w gwizdku rozniosła się przenikliwym wizgiem po całej ulicy. Taka była moc tego paskudnego breloka z pomponem. Mężczyzna nie zawsze nosił maskę – kiedyś był brygadzistą i znał te zabawne gadżety, rozdawane co jakiś czas w ramach akcji promocyjnych Brygady. Akcji tak chętnie wspieranych przez Ministrę. Nawet najlżejszy podmuch uruchamiał alarm, a każdy funkcjonariusz, który go usłyszał, był zobowiązany natychmiast ruszyć z pomocą.
Dookoła szalały płomienie. Londyn się walił. Brygadziści i aurorzy mieli swoją robotę, ale nie mógł wykluczyć, że najbliższy patrol – próbujący ocalić jeszcze kogoś z obywateli – ruszy w stronę źródła dźwięku. Albo się teleportuje...
Tymczasem dziewczyna była umęczona torturującym zaklęciem. Jej ciało to wpadało w niekontrolowane drgawki, to znów uspokajało się, tylko po to by kolejny wstrząs przeszedł po członkach i tułowiu. Uderzenia gorąca i zimny pot oblewający skórę potęgowały wrażenie odrealnienia, jakby była zamrażana i przypalana jednocześnie. Czuła, że jej fizyczna i psychiczna wytrzymałość wisi na włosku, że trzecia fala tortury może okazać się dla niej ostatnią.
Przeszkoda wciąż trwała, wciąż przesłaniała mu widok ofiary, skrywając jej skulone ciało przed drapieżnymi ślepiami lśniącymi pożogą w otworach zdobnej maski. Ale to, że jej nie widział, nie znaczyło, że jej nie słyszał…
Pomimo zadyszki Dory, wysoki dźwięk wdarł się w ich uszy – wystarczyło ledwie wątłe dmuchnięcie, by magia zaklęta w gwizdku rozniosła się przenikliwym wizgiem po całej ulicy. Taka była moc tego paskudnego breloka z pomponem. Mężczyzna nie zawsze nosił maskę – kiedyś był brygadzistą i znał te zabawne gadżety, rozdawane co jakiś czas w ramach akcji promocyjnych Brygady. Akcji tak chętnie wspieranych przez Ministrę. Nawet najlżejszy podmuch uruchamiał alarm, a każdy funkcjonariusz, który go usłyszał, był zobowiązany natychmiast ruszyć z pomocą.
Dookoła szalały płomienie. Londyn się walił. Brygadziści i aurorzy mieli swoją robotę, ale nie mógł wykluczyć, że najbliższy patrol – próbujący ocalić jeszcze kogoś z obywateli – ruszy w stronę źródła dźwięku. Albo się teleportuje...
Tymczasem dziewczyna była umęczona torturującym zaklęciem. Jej ciało to wpadało w niekontrolowane drgawki, to znów uspokajało się, tylko po to by kolejny wstrząs przeszedł po członkach i tułowiu. Uderzenia gorąca i zimny pot oblewający skórę potęgowały wrażenie odrealnienia, jakby była zamrażana i przypalana jednocześnie. Czuła, że jej fizyczna i psychiczna wytrzymałość wisi na włosku, że trzecia fala tortury może okazać się dla niej ostatnią.
Następna tura odbywa się w kolejności: Dora, Stanley
W tej turze Dora może już czarować
W tej turze Dora może już czarować