26.05.2025, 23:29 ✶
Bardzo, naprawdę bardzo starała się niczego nie mówić, kiedy Millie lekką ręką rozporządzała jej całym, zbieranym przez lata meblowym anturażem. Zaciskała tylko usta w cienką linię i podnosiła powoli dłoń z wyciągniętym palcem wskazującym, ale równie prędko ją opuszczała. Starała się tym nie przejmować. To były w końcu tylko meble. Mogła sobie kupić nowe. A ludzkiego życia nie można było odzyskać z pomocą żadnych pieniędzy.
Skupiła się zatem sama na przesuwaniu regałów, ściąganiu większym eksponatów; tych bardziej kruchych, które mogłyby zawadzać przy przyjmowaniu ludzi do środka. Wyciągnęła również zza blatu malutki, obity granatową skórą kajecik, w którym prędko zaczęła zapisywać rzeczy, których potrzebowali, a także skreślała zaraz te, które były już w antykwariacie. Podpatrzyła to trochę od Woody’ego — miała okazję podglądać go kilka razy w pracy jako brygadzistę, kiedy zajmował się sprawami wewnętrznymi w Ministerstwie. Zawsze łaził z notesem pod ręką, nawet jeśli nie zamierzał go użyć. A nuż by się przydał.
Tym samym starała się nie obgryzać paznokci ze stresu. Ze strachu o tego starego idiotę. Co dokładnie działo się w mieście? Czy zarzekał się najpierw, że ma wszystko w dupie, a potem i tak wypiął pierś i bez słowa ruszył w ogień? To brzmiało jak on. I to właśnie przerażało Tessę.
Musiała zapalić.
Stukała nerwowo srebrną stalówką w papeterię notesu i odłożyła go na moment, aby zabrać z zaplecza pudło ze starymi, trochę zakurzonymi kocami. Potem wygrzebała apteczkę, schowaną tuż pod kontuarem, a także inną, którę trzymała w swojej pracowni. Nigdy nie można było mieć pewności, że stary układ runiczny nie krył za sobą magicznej pułapki, która mogła wybuchnąć ci w twarz.
— Millie! — rzuciła machinalnie, krzywiąc się na dźwięk małego sekretarzyka ryjącego dziury w parkiecie. Zaraz potem jednak westchnęła i pokiwała głową, oceniając skutki jej dzieła. Choć może bardziej powinna powiedzieć szkody… — Cóż, dziękuję… Posłuchaj, nie mam u mnie żadnych leków. Mam tylko kilka bandaży, plastrów i proszki na ból głowy. Wiem, że mamy zaklęcia, ale one na nic się zdadzą, jeśli wszyscy będą wykończeni. Musimy powołać się na mugolskie praktyki. Pan Mitchell dwa sklepy ode mnie prowadzi całodobową aptekę, trzeba najpierw sprawdzić jak on się trzyma i czy nie może nam pomóc. Potem wypadałoby zapukać do Mii w sklepie z tekstyliami, powinna oddać nam więcej koców. Mieszka nad sklepem, czasami pracuje do późna. Na koniec… wszyscy starsi ludzie z pobliskich kamienic, którzy nie mogą sami o siebie zadbać. Państwo Heid, Elsie, która prowadzi piekarnię obok i potem Cameronowie obok apteki. Jeśli będą mieli kłopot z opuszczeniem mieszkań albo pomocą — powiedz, że Cię przysłałam. Ty, albo ktokolwiek, kto po nich pójdzie. Powinni posłuchać, jeśli mnie wspomnisz.
Pomasowała skronie, próbując przypomnieć sobie kogo jeszcze powinni poprosić o pomoc. Kogo zgarnąć z ulicy, bądź mieszkania w pierwszej kolejności. Westchnęła, czując nadchodzący ból głowy i machinalnie przesunęła palcami po znamieniu na karku.
— Merlinie, dobrze, damy radę — powiedziała bardziej do siebie. Mówiąc to pokazała Millie listę z wypisanymi nazwiskami i adresami. — Zaklęciami obronnymi zajmiemy się zaraz, tak, to zaraz.
Skupiła się zatem sama na przesuwaniu regałów, ściąganiu większym eksponatów; tych bardziej kruchych, które mogłyby zawadzać przy przyjmowaniu ludzi do środka. Wyciągnęła również zza blatu malutki, obity granatową skórą kajecik, w którym prędko zaczęła zapisywać rzeczy, których potrzebowali, a także skreślała zaraz te, które były już w antykwariacie. Podpatrzyła to trochę od Woody’ego — miała okazję podglądać go kilka razy w pracy jako brygadzistę, kiedy zajmował się sprawami wewnętrznymi w Ministerstwie. Zawsze łaził z notesem pod ręką, nawet jeśli nie zamierzał go użyć. A nuż by się przydał.
Tym samym starała się nie obgryzać paznokci ze stresu. Ze strachu o tego starego idiotę. Co dokładnie działo się w mieście? Czy zarzekał się najpierw, że ma wszystko w dupie, a potem i tak wypiął pierś i bez słowa ruszył w ogień? To brzmiało jak on. I to właśnie przerażało Tessę.
Musiała zapalić.
Stukała nerwowo srebrną stalówką w papeterię notesu i odłożyła go na moment, aby zabrać z zaplecza pudło ze starymi, trochę zakurzonymi kocami. Potem wygrzebała apteczkę, schowaną tuż pod kontuarem, a także inną, którę trzymała w swojej pracowni. Nigdy nie można było mieć pewności, że stary układ runiczny nie krył za sobą magicznej pułapki, która mogła wybuchnąć ci w twarz.
— Millie! — rzuciła machinalnie, krzywiąc się na dźwięk małego sekretarzyka ryjącego dziury w parkiecie. Zaraz potem jednak westchnęła i pokiwała głową, oceniając skutki jej dzieła. Choć może bardziej powinna powiedzieć szkody… — Cóż, dziękuję… Posłuchaj, nie mam u mnie żadnych leków. Mam tylko kilka bandaży, plastrów i proszki na ból głowy. Wiem, że mamy zaklęcia, ale one na nic się zdadzą, jeśli wszyscy będą wykończeni. Musimy powołać się na mugolskie praktyki. Pan Mitchell dwa sklepy ode mnie prowadzi całodobową aptekę, trzeba najpierw sprawdzić jak on się trzyma i czy nie może nam pomóc. Potem wypadałoby zapukać do Mii w sklepie z tekstyliami, powinna oddać nam więcej koców. Mieszka nad sklepem, czasami pracuje do późna. Na koniec… wszyscy starsi ludzie z pobliskich kamienic, którzy nie mogą sami o siebie zadbać. Państwo Heid, Elsie, która prowadzi piekarnię obok i potem Cameronowie obok apteki. Jeśli będą mieli kłopot z opuszczeniem mieszkań albo pomocą — powiedz, że Cię przysłałam. Ty, albo ktokolwiek, kto po nich pójdzie. Powinni posłuchać, jeśli mnie wspomnisz.
Pomasowała skronie, próbując przypomnieć sobie kogo jeszcze powinni poprosić o pomoc. Kogo zgarnąć z ulicy, bądź mieszkania w pierwszej kolejności. Westchnęła, czując nadchodzący ból głowy i machinalnie przesunęła palcami po znamieniu na karku.
— Merlinie, dobrze, damy radę — powiedziała bardziej do siebie. Mówiąc to pokazała Millie listę z wypisanymi nazwiskami i adresami. — Zaklęciami obronnymi zajmiemy się zaraz, tak, to zaraz.
Wykorzystanie przewagi Popularność — interpretuję to w ten sposób, że Tessa po prostu zna ludzi na Horyzontalnej i będą bardziej skłonni pomóc albo przyjść do antykwariatu, jeśli będą wiedzieć, że Longbottomowa tam jest!
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you