27.05.2025, 09:51 ✶
W takich momentach Henry zapominał o tym, że znajomości jego i Hannibala były wspólne. Obaj znali Hestię Bletchley i Electrę Prewett, a i pewnie znalazłoby się jeszcze więcej osób. Dezorientacja jednak sprawiała, że sprawy towarzyskie stawały się mało ważne. Wszystkie te sieci powiązań, które Lockharta zazwyczaj frapowały, teraz przestawały mieć znaczenie. Liczyło się w sumie tylko to, czy u Hesi i Eli wszystko było w porządku. Szczególnie Henry martwił się o Bletchleyównę, która pracując w BUM-ie była jeszcze bardziej narażona na zagrożenie niż zwykli ludzie. Jasne, umiała się bronić. Była jedną z najodważniejszych osób, jakie Henry znał. Tylko w przypadku tej nocy odwaga mogła nie wystarczyć. Stracił już rodziców, a potem dziadków. Nie chciał tracić również przyjaciół. Do tego dochodziła kwestia Juliana, jej ojca. To on pomógł Henry'emu, kiedy chłopak najbardziej tego potrzebował. To była ponoć kwestia dawnej ojcowskiej przyjaźni. Teraz zaś aurorzy nie byli zagrożeni jako jednostki w odosobnieniu. Zwyrodnialcy, jakimi byli Śmierciożercy, na pewno domyślili się, że najbardziej czułym punktem dobrego człowieka jest jego serce. Rodzina.
— No tak... Wybacz, dużo się dzieje — powiedział. Nawet zdarzało mu się przecież w szkole widywać Hannibala wystrojonego w dumne barwy Puchonów. Ciekawe, że dwie najodważniejsze osoby, które Henry teraz znał, wywodziły się właśnie z tego domu.
Kiedy wypowiedział to swoje białe kłamstwo, nie umknęło jego uwadze, że sprawił tym przyjemność Hannibalowi. Miło było zobaczyć tej nocy kogokolwiek choć odrobinę uszczęśliwionego. Uśmiech Selwyna podnosił Henry'ego na duchu, a zdziwienie przynosiło pewną satysfakcję. Już widział te nagłówki w Czarownicy. Bohater Spalonej Nocy. A Henry miał na tę okazję idealne zdjęcie. Czy chciał być tam sam wspominany? Może w jakimś dopisku, jednym zdaniu. Nie chciał chwały, a jednak dobra reputacja mogła pomóc w zaprezentowaniu go jako odpowiedniego kandydata na przyszłego dziennikarza.
— Jeśli chcesz zacząć ćwiczyć szermierkę, polecam kluby uniwersyteckie. Szczególnie przy University of London. Świetni ludzie, dobra atmosfera. A legitymację studencką bardzo łatwo podrobić — wypaplał, po czym spojrzał na lekko zszokowaną Penelopę. — Nie słyszałaś tego, dobra?
Dziewczyna wydawała się nawet odrobinę rozbawiona.
— No tak... Wybacz, dużo się dzieje — powiedział. Nawet zdarzało mu się przecież w szkole widywać Hannibala wystrojonego w dumne barwy Puchonów. Ciekawe, że dwie najodważniejsze osoby, które Henry teraz znał, wywodziły się właśnie z tego domu.
Kiedy wypowiedział to swoje białe kłamstwo, nie umknęło jego uwadze, że sprawił tym przyjemność Hannibalowi. Miło było zobaczyć tej nocy kogokolwiek choć odrobinę uszczęśliwionego. Uśmiech Selwyna podnosił Henry'ego na duchu, a zdziwienie przynosiło pewną satysfakcję. Już widział te nagłówki w Czarownicy. Bohater Spalonej Nocy. A Henry miał na tę okazję idealne zdjęcie. Czy chciał być tam sam wspominany? Może w jakimś dopisku, jednym zdaniu. Nie chciał chwały, a jednak dobra reputacja mogła pomóc w zaprezentowaniu go jako odpowiedniego kandydata na przyszłego dziennikarza.
— Jeśli chcesz zacząć ćwiczyć szermierkę, polecam kluby uniwersyteckie. Szczególnie przy University of London. Świetni ludzie, dobra atmosfera. A legitymację studencką bardzo łatwo podrobić — wypaplał, po czym spojrzał na lekko zszokowaną Penelopę. — Nie słyszałaś tego, dobra?
Dziewczyna wydawała się nawet odrobinę rozbawiona.