• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
RE: [Jesień 72, 8-9.09 Spalona Noc, Morpheus & Antonius] Pieśń ptaków i węży

RE: [Jesień 72, 8-9.09 Spalona Noc, Morpheus & Antonius] Pieśń ptaków i węży
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#2
27.05.2025, 14:16  ✶  

Szedł niezauważony, przepychając się między tłumem uciekającym w różne strony. Mówił, ale nikt go nie słuchał. Jego kroki nie wydają już dźwięku, a serce nie może dłużej bić, zastanawiał się, czy on też to czuł, czy wyjął ze swojego żołądka astrolabium i ściskał je w dłoni cały czas, zamierając za każdym razem, gdy traciło rytm. Tak to sobie wyobrażał, te wszystkie tykające zegary i nierówne oddechy mieszkańców Praw Czasu, huk pożarów i paniki w oddali, okraszone cichutkim tętnem kogoś, kogo tam nie było. Marzycielska wersja wydarzeń, którą wolał pielęgnować, zamiast pogodzić się z tym, że tak nie było.

Jednak nie szedł sam. Przeszłość kroczy obok niego, dotrzymując mu towarzystwa, choć błagał ją, by go zostawiła. Jedyny cień, jaki rzucał, należał do jego bólu, przylegający do każdego jego ruchu. Był już stary, tak potwornie stary, nawet jeżeli ledwie osiągnął pół swojego przewidywanego życia, nawet nie. Gdyby tylko mógł sprawić, by ktoś na niego spojrzał, naprawdę na niego spojrzał, może wtedy mógłby być wolny. Morpheus zaczynał się obawiać, że może być przeklęty, by krzyczeć wiecznie.

Ten wewnętrzny krzyk zamarł w połowie dźwięku, gdy nastąpiła kolizja, kolejna tego dnia, na ułamek spalająca duszę w jedną całość. Krótki rezonans chwili, dostrzeżenie czerwieni na twarzy, lecz nieprawidłowy zapach, chemiczny, uspokoił go. Farba, nie krew. Farba nie krew.

Farba. Krew. Farba. Krew. Nie krew. Nie krew.

Spanikowany oddech urwał się, przerwany atakiem kaszlu, oddech oddany w ramię przyjaciela. Nie byli jedynymi takimi, którzy odnajdowali się w ramionach znajomych i przyjaciół, uciekających w popłochu w stronę domów rodzinnych. Biegła kobieta z trzema kotami wciśniętymi w sowią klatkę, uciekająca przed pożarem i trzymająca fioletową tiarę na głowie, jakby to była jej ostatnia deska ratunku, była rodzina z dzieciakami, szukająca miejsca do teleportacji, losowe imiona, wykrzykiwane przez kakofonię głosów, a to wszystko okraszone migotaniem zaklęć, wzmocnionymi głosami pracowników BUM-u. Nie chciał myśleć o Brennie, o Eriku, o swoich braciach, o Woodym zamkniętym w najgorszej dzielnicy, która prawdopodobnie płonęła jak pudełko zapałek. Ilu będą musieli pochować?

— Spójrz w lustro. Później będziesz się tłumaczył — charknął. Pył osadzał mu się w gardle już od wielu godzin, od większej ilości godzin, niż wszystkim dookoła, jego ciało drżało. — Kukułki zwiastują śmierć, oczywiście, że musiałem tutaj zostać.

Patrzą prosto na niego, ale go nie znają, przechodnie, znajomi, nawet rodzina. Widzą to, co spodziewają się zobaczyć i pod pewnymi względami mają rację, ale nie wiedzą, co czai się tuż pod powierzchnią. Każdego dnia czuł się coraz mniej związany z tymi częściami siebie, których się od niego oczekiwało. Jest przemoc, która wbija się w jego serce, błagając o uwolnienie. Anthony o niej wie, on wie o ogniu, który go trawił od zawsze. Jednak doskonale zdawali sobie sprawę, oboje, że kiedy ten pożar zdecyduje się przejąć kontrolę, nie będzie potrzebne pozwolenie. Zrobi, co zechce. Część, która najbardziej przerażała Morpheusa? W głębi duszy chciał wypuścić. Pragnął wolności, którą to może mu zapewnić.

Nie zamierzał zatrzymywać Anthony'ego, nie tracił czasu, aby go przekonywać, że to głupie. Zapłacze, dopiero gdy pod jego pieczą, śmierć wygłosi sentencję kary. Zapłaczą, gdy już nigdy nie będzie rano.

— Musimy iść do Nory, tamtą stroną, tę już sprawdziłem, muszę coś zjeść i... — kolejny napad kaszlu. Oderwał się od przyjaciela, odgonił jego troskę na sposób typowo Longbottomowy, jak natrętną muchę i zza przypalonej pazuchy wyjął magiczny pergamin z piórem. Historię piszą zwycięzcy. Uniósł go w powietrze, aby ten rozpoczął zapisywanie tego, co zobaczy Morpheus, co powie, co dzieje się dookoła. Wierny pergamin, który towarzyszył mu przez lata pracy w Departamencie, gdzie często miał zajęte dłonie, aby jednocześnie pisać, pióro, oddające jego charakter pisma i notujący wszystko w starożytnych runach, nieodgadnione dla przeciętnego czarodzieja.

Jakiś odległy dźwięk zwrócił uwagę Morpheusa, spojrzał na zegarek na nadgarstku, którego szkiełko tarczy było pęknięte, uniósł głowę na zasłane nocą i łuną pożarów, jakby pomagało mu to coś obliczyć, nawet jeżeli gwiazdy skryły się za ciemnym dymem i chmurami popiołu. Złapał Anthony'ego za ramię, jakby w nagłym pośpiechu, jakby coś miało się wydarzyć; zapewne tak się działo i nie mogło ich być przy tym.

Ulica Horyzontalna płonęła. Ogień nie przychodził tylko z budynków, jego źródłem były także serca ludzi. Czerwone języki tańczyły jak dusze niecierpliwe, jak sny, które ktoś zbyt długo ignorował. Dym unosił się ku niebu jak modlitwa, jak pytanie, nad którym zastanawiał się też Morpheus, dlaczego właśnie teraz. Nie było jeszcze jesieni. O Dolinie nie chciał nawet myśleć.

Wśród popiołu widział ludzi, a każde spojrzenie mówiło to samo: Nie wiem, dokąd iść, ale wiem, że muszę iść. A on notował, każdy budynek, każde wybite okno, aż jego oczy nie umiały się skupić na niczym innym tylko określaniu zniszczeń i nadpalonych numerów budynków. Notował twarze i znane mu imiona.


Zwady:
Słabe płuca (I)
Choroba przewlekła (I): Cukrzyca

Przewaga:
Starożytne Runy (I)


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (2348), Morpheus Longbottom (1534)




Wiadomości w tym wątku
RE: [Jesień 72, 8-9.09 Spalona Noc, Morpheus & Antonius] Pieśń ptaków i węży - przez Anthony Shafiq - 14.05.2025, 12:07
RE: RE: [Jesień 72, 8-9.09 Spalona Noc, Morpheus & Antonius] Pieśń ptaków i węży - przez Morpheus Longbottom - 27.05.2025, 14:16
RE: RE: [Jesień 72, 8-9.09 Spalona Noc, Morpheus & Antonius] Pieśń ptaków i węży - przez Anthony Shafiq - 27.05.2025, 17:47
RE: RE: [Jesień 72, 8-9.09 Spalona Noc, Morpheus & Antonius] Pieśń ptaków i węży - przez Morpheus Longbottom - 03.06.2025, 12:50
RE: RE: [Jesień 72, 8-9.09 Spalona Noc, Morpheus & Antonius] Pieśń ptaków i węży - przez Anthony Shafiq - 03.06.2025, 13:45
RE: RE: [Jesień 72, 8-9.09 Spalona Noc, Morpheus & Antonius] Pieśń ptaków i węży - przez Morpheus Longbottom - 04.06.2025, 14:54

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa