27.05.2025, 20:17 ✶
Inne okoliczności.
Zaklinał o nie świat.
W innych okolicznościach spór kuzynostwa dostarczyłby mu niemałej rozrywki. Usadowiłby się w wygodnym centrum i podsycał oba stanowiska, punktował tego, który lepiej sobie radził, wspierał jak chorągiewka tego, który potrzebowałby przyjacielskiego wsparcia w legislacyjnym sporze.
Wpuszczanie mugoli czyniło niebezpieczny precedens. – chciał jej przytaknąć.
To mogło być odebrane jako słabość. Czyniło ich to jednak ludźmi. Moralny snobizm nakazywał stawiać się wyżej niż terroryści, którzy bezmyślnie mordowali tysiące. Ludzi lubili czuć się [i]tymi dobrymi, poklepywać po ramieniu. Ludzie lubili opowieści o szlachetności. Karmili się tymi kłamstwami od maleńkości.[/i] – chciał zakręcić, by nie zostać oskarżony o mugolofilstwo, ale przyjąć stronę Roberta.
Amnezjatorzy nie takie rzeczy po Grindewaldzie czyścili z głów – rozważał polubowne.
– Nie ma go tam. Nie było go tam. Wyszedł gdy skończył pracę. Nie wiem gdzie jest– wychodziła trwożna litania, człowieka pozbawionego kontroli, który podążył za Lorien bardziej machinalnie niż wolitywnie. Słabość władzy doprowadziła do tego ataku i powinien naostrzyć swoje smocze zęby, powinien sięgnąć po złote jabłko niestrzeżone. Tak banalne do zerwania... – Punktami na pewno zajmują się brygadziści i aurorzy – chciał w to wierzyć, ale cóż... mimo słabości do rosłego detektywa nie miał najlepszej opinii na temat służb. Zaklinał rzeczywistość. Przekazywał energię, zagryzając zęby by powiedzieć cokolwiek bardziej realistycznego. – Powinniście wzmocnić siły i straże zwłaszcza na drugim piętrze gdzie jest duża część dokumentacji– powiedział za plecami Lorien do Roberta, wyrwany na moment z neurotycznego stuporu. Jego flegmatyzm, intelektualna indolencja drażniły go, ale im bardziej wściekły był na siebie za ten paraliżujący strach, tym emocja wzrastała kruszejąc tak jak kruszało na strszliwym kamienicznym grillu społeczne poparcie dla działań Jenkins. – Spalenie jej mogłoby doprowadzić do paraliżu całego państwa, a mam wrażenie, że nasi poprzednicy obwarowali głównie obsydianowe ściany strzegące tajemnic, a nie przyjmujące wszystko pergaminy od których zależne jest... – urwał, bo mignęła mu jasna głowa, gdzieś z boku. Atrium stawało się coraz bardziej zatłoczone. Margerita?! Powinien widzieć obok też i Jonathana, który zwykł górować nad głowami zebranych, ale obok blondynki nie było... nie, to nie była jego chrześnica. Oddech zaświszczał mu między spierzchniętymi wargami, a poczucie winy dociążało barki do ziemi. – Dovremo rimandare la nostra festa serale attorno al falò, mia cara. – wyszeptał, błądząc stalowymi oczyma po ludziach, których pojawienie się wprowadzało coraz większy chaos. Zapach spalenizny zdawał się być wszędzie, choć Anthony zza kilku godzin wracający przed świtem do apartamentu mógłby powiedzieć Anthony'emu z Ministerstwa, że nic nie wiedział na temat zapachu spalenizny. Nie zmieniało to faktu, że z trudem powstrzymał napierające na jego gardło mdłości. Chcąc pokoju powinien szykować się na wojnę. Czemu nie pamiętał tych wyświechtanych słów dwa lata temu?
Zaklinał o nie świat.
W innych okolicznościach spór kuzynostwa dostarczyłby mu niemałej rozrywki. Usadowiłby się w wygodnym centrum i podsycał oba stanowiska, punktował tego, który lepiej sobie radził, wspierał jak chorągiewka tego, który potrzebowałby przyjacielskiego wsparcia w legislacyjnym sporze.
Wpuszczanie mugoli czyniło niebezpieczny precedens. – chciał jej przytaknąć.
To mogło być odebrane jako słabość. Czyniło ich to jednak ludźmi. Moralny snobizm nakazywał stawiać się wyżej niż terroryści, którzy bezmyślnie mordowali tysiące. Ludzi lubili czuć się [i]tymi dobrymi, poklepywać po ramieniu. Ludzie lubili opowieści o szlachetności. Karmili się tymi kłamstwami od maleńkości.[/i] – chciał zakręcić, by nie zostać oskarżony o mugolofilstwo, ale przyjąć stronę Roberta.
Amnezjatorzy nie takie rzeczy po Grindewaldzie czyścili z głów – rozważał polubowne.
– Nie ma go tam. Nie było go tam. Wyszedł gdy skończył pracę. Nie wiem gdzie jest– wychodziła trwożna litania, człowieka pozbawionego kontroli, który podążył za Lorien bardziej machinalnie niż wolitywnie. Słabość władzy doprowadziła do tego ataku i powinien naostrzyć swoje smocze zęby, powinien sięgnąć po złote jabłko niestrzeżone. Tak banalne do zerwania... – Punktami na pewno zajmują się brygadziści i aurorzy – chciał w to wierzyć, ale cóż... mimo słabości do rosłego detektywa nie miał najlepszej opinii na temat służb. Zaklinał rzeczywistość. Przekazywał energię, zagryzając zęby by powiedzieć cokolwiek bardziej realistycznego. – Powinniście wzmocnić siły i straże zwłaszcza na drugim piętrze gdzie jest duża część dokumentacji– powiedział za plecami Lorien do Roberta, wyrwany na moment z neurotycznego stuporu. Jego flegmatyzm, intelektualna indolencja drażniły go, ale im bardziej wściekły był na siebie za ten paraliżujący strach, tym emocja wzrastała kruszejąc tak jak kruszało na strszliwym kamienicznym grillu społeczne poparcie dla działań Jenkins. – Spalenie jej mogłoby doprowadzić do paraliżu całego państwa, a mam wrażenie, że nasi poprzednicy obwarowali głównie obsydianowe ściany strzegące tajemnic, a nie przyjmujące wszystko pergaminy od których zależne jest... – urwał, bo mignęła mu jasna głowa, gdzieś z boku. Atrium stawało się coraz bardziej zatłoczone. Margerita?! Powinien widzieć obok też i Jonathana, który zwykł górować nad głowami zebranych, ale obok blondynki nie było... nie, to nie była jego chrześnica. Oddech zaświszczał mu między spierzchniętymi wargami, a poczucie winy dociążało barki do ziemi. – Dovremo rimandare la nostra festa serale attorno al falò, mia cara. – wyszeptał, błądząc stalowymi oczyma po ludziach, których pojawienie się wprowadzało coraz większy chaos. Zapach spalenizny zdawał się być wszędzie, choć Anthony zza kilku godzin wracający przed świtem do apartamentu mógłby powiedzieć Anthony'emu z Ministerstwa, że nic nie wiedział na temat zapachu spalenizny. Nie zmieniało to faktu, że z trudem powstrzymał napierające na jego gardło mdłości. Chcąc pokoju powinien szykować się na wojnę. Czemu nie pamiętał tych wyświechtanych słów dwa lata temu?