28.05.2025, 10:18 ✶
Adresat: Visenya Malfoy
Dzień nadania: 9.09.1972 - późny wieczór
Sposób nadania: Gołąb pocztowy Fortinbras
Kontekst: List jest odpowiedzią na ten list - rozmowa dotyczy głównie relacji wśród Malfoy'ów, dużo metafizycznego paplania i kwestia Mabon.
Mistrz gry: Dearg Dur
Poezja jest jedynie pustostanem duszy jeśli wypływa z ust znudzonych własną egzystencją bogaczy.
Przekonaj się sama. Przejdź do biblioteki ojca. Odszukaj na półce niewielką, oprawioną w skórę książeczkę. Otwórz tomik poezji pani Avery, każda jedna strona mniej warta od drugiej. Gdybyś wyrwała z książki karty, które służyć by mogły za papier do polerowania srebra, dostrzegłabyś szybko, że jedyne warte uwagi nie są sygnowane jej imieniem - a imieniem trupa. Imieniem mojego stryja.
Poezja jest warta tyle ile ciężar ziemi, którą okraszono jego grób.
Wybacz, że nie żywię żadnego żalu wobec śmierci twoich pracownic. Londyn tej nocy widział wiele tragedii, słyszał zbyt wiele krzyków tych, którym umrzeć nie pozwolono nim nie urągnięto im czci. Nie kłam, że i Tobie nie były obojętne - gdy kłamiesz zawsze wyglądasz starzej, a to może się nie spodobać ojcu.
Chcesz uczcić ich pamięć? Odeślij cały materiał, który według ciebie niezdatny jest do niczego i niegodny noszenia przez bogate panienki do Necronomiconu. Lorraine zna wiele matek, które z pocałowaniem ręki odzieją swoje dzieci w coś co pachnie spalenizną, ale jest cieplejsze niż łachmany, które mogą im teraz zaoferować. Ale oboje wiemy, że tego nie zrobisz, prawda?
Wiedz, że są w moim życiu dwie radości matko. Moja umiłowana siostra i sukienka, którą ofiarowałem ci w naprawę. W nich leży moja lojalność wobec zasad, w których mnie wychowano. Dla nich krwawię na deskach teatru. Dla nich moje palce rozcinają nici tkanych wspomnień. Dla nich nie porzuciłem nazwiska, by przywdziać szaty klauzurowego kowenu.
Tylko dwie, nad którymi w swojej ufności, powierzyłem ci pieczę. Wiem, że wiedziałaś lepiej niż pozwolić którejkolwiek z nich spłonąć w pożarze ideologii buntu i bluźnierstwa.
Po cóż mam pytać Cię o ojca, gdy wiem, że podobni mu wzniecili ogień? Psy nie gryzą ręki, która ich karmi, a żaden zwolennik Czarnego Pana nie splunie na dłoń Malfoy’a, który może ich napoić złotym kruszcem.
Po cóż pytać o sklep - czy ty żeś spytała jak wiele moich dzieł pochłonął ogień? Czy wzniosłaś oczy w stronę The Globe i choć przez ułamek sekundy zastanawiałaś się czy żyję, o stabat mater dolorosa? Poszłaś sprawdzić stan sklepu, który na twoje skinienie odbudują w parę dni. Roztkliwiłaś się nad bezimiennymi pracownicami, niepomna że twój syn mógł podzielić ich los.
Spytałem o Calanthe, bo Calanthe jest moim domem i życiem i prawdą.
Mówisz, że matczyna miłość zawsze wybacza, ale nigdy nie zapomina.
Ta synowa jest miłością ślepą lecz nie głupią. Więc przestań w swoich pięknych słowach mi grozić, bo przyjadę na Mabon jeśli takie jest twoje życzenie. Zawsze to zrobię. Odwiedzę dom rodzinny, skłonię głowę przed portretami przodków, odwiedzę kowen, byś mogła pochwalić się przed koleżankami i rozpowiadać o powrocie syna marnotrawnego.
Jedyne czego żałuję to to, że kiedy ja zapomniałem jak szeptać u twych stóp słowa przeprosin, ty prędzej się udławisz dumą nim wypowiesz proste “proszę”.
Zabawne jak podobni do siebie jesteśmy, nieprawdaż?
Dzień nadania: 9.09.1972 - późny wieczór
Sposób nadania: Gołąb pocztowy Fortinbras
Kontekst: List jest odpowiedzią na ten list - rozmowa dotyczy głównie relacji wśród Malfoy'ów, dużo metafizycznego paplania i kwestia Mabon.
Mistrz gry: Dearg Dur
Londyn, 09.09.1972
Moja Matko, Poezja jest jedynie pustostanem duszy jeśli wypływa z ust znudzonych własną egzystencją bogaczy.
Przekonaj się sama. Przejdź do biblioteki ojca. Odszukaj na półce niewielką, oprawioną w skórę książeczkę. Otwórz tomik poezji pani Avery, każda jedna strona mniej warta od drugiej. Gdybyś wyrwała z książki karty, które służyć by mogły za papier do polerowania srebra, dostrzegłabyś szybko, że jedyne warte uwagi nie są sygnowane jej imieniem - a imieniem trupa. Imieniem mojego stryja.
Poezja jest warta tyle ile ciężar ziemi, którą okraszono jego grób.
Wybacz, że nie żywię żadnego żalu wobec śmierci twoich pracownic. Londyn tej nocy widział wiele tragedii, słyszał zbyt wiele krzyków tych, którym umrzeć nie pozwolono nim nie urągnięto im czci. Nie kłam, że i Tobie nie były obojętne - gdy kłamiesz zawsze wyglądasz starzej, a to może się nie spodobać ojcu.
Chcesz uczcić ich pamięć? Odeślij cały materiał, który według ciebie niezdatny jest do niczego i niegodny noszenia przez bogate panienki do Necronomiconu. Lorraine zna wiele matek, które z pocałowaniem ręki odzieją swoje dzieci w coś co pachnie spalenizną, ale jest cieplejsze niż łachmany, które mogą im teraz zaoferować. Ale oboje wiemy, że tego nie zrobisz, prawda?
Wiedz, że są w moim życiu dwie radości matko. Moja umiłowana siostra i sukienka, którą ofiarowałem ci w naprawę. W nich leży moja lojalność wobec zasad, w których mnie wychowano. Dla nich krwawię na deskach teatru. Dla nich moje palce rozcinają nici tkanych wspomnień. Dla nich nie porzuciłem nazwiska, by przywdziać szaty klauzurowego kowenu.
Tylko dwie, nad którymi w swojej ufności, powierzyłem ci pieczę. Wiem, że wiedziałaś lepiej niż pozwolić którejkolwiek z nich spłonąć w pożarze ideologii buntu i bluźnierstwa.
Po cóż mam pytać Cię o ojca, gdy wiem, że podobni mu wzniecili ogień? Psy nie gryzą ręki, która ich karmi, a żaden zwolennik Czarnego Pana nie splunie na dłoń Malfoy’a, który może ich napoić złotym kruszcem.
Po cóż pytać o sklep - czy ty żeś spytała jak wiele moich dzieł pochłonął ogień? Czy wzniosłaś oczy w stronę The Globe i choć przez ułamek sekundy zastanawiałaś się czy żyję, o stabat mater dolorosa? Poszłaś sprawdzić stan sklepu, który na twoje skinienie odbudują w parę dni. Roztkliwiłaś się nad bezimiennymi pracownicami, niepomna że twój syn mógł podzielić ich los.
Spytałem o Calanthe, bo Calanthe jest moim domem i życiem i prawdą.
Mówisz, że matczyna miłość zawsze wybacza, ale nigdy nie zapomina.
Ta synowa jest miłością ślepą lecz nie głupią. Więc przestań w swoich pięknych słowach mi grozić, bo przyjadę na Mabon jeśli takie jest twoje życzenie. Zawsze to zrobię. Odwiedzę dom rodzinny, skłonię głowę przed portretami przodków, odwiedzę kowen, byś mogła pochwalić się przed koleżankami i rozpowiadać o powrocie syna marnotrawnego.
Jedyne czego żałuję to to, że kiedy ja zapomniałem jak szeptać u twych stóp słowa przeprosin, ty prędzej się udławisz dumą nim wypowiesz proste “proszę”.
Zabawne jak podobni do siebie jesteśmy, nieprawdaż?
Twój syn,
Baldwin