28.05.2025, 11:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.05.2025, 11:38 przez Rodolphus Lestrange.)
Brygadzista, którym zajmował się Rodolphus, zawył z bólu. Wrzeszczał tak głośno, że zaraz mógłby ściągnąć na nich kolejny patrol. Ale czy to w sumie byłoby źle? W tej chwili tak miłował chaos, tak bardzo chciał siać zniszczenie, że miał to głęboko gdzieś. W końcu miał "plecy" w postaci Stanleya, który...
- Co jest? - odwrócił się, momentalnie przerywając zaklęcie i zostawiając mężczyznę w spokoju. Widział jak Stanley obrywa zaklęciem, ale widział też jak wyprowadza kontratak. - Masz szczęście, że nic mu się nie stało.
Niemalże wypluł te słowa w kierunku "swojego" brygadzisty, a potem zasadził mu kopa w żebra.
- Mieliśmy inne plany, ale teraz... - Lestrange znowu podniósł różdżkę. - Sprawdzimy czy od bólu można oszaleć.
Uśmiechnął się paskudnie, zanim nie rzucił na mężczyznę crucio po raz kolejny. Chciał słyszeć jego krzyki, chciał doprowadzić go do obłędu - nieważne ile czasu to zajmie.
Rzut Rodolphusa na nekromancję 2k, cruciatus, na Brygadzistę nr 1
Rzut N 1d100 - 9
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Nie udało się, mężczyzna nadal leżał. Strach jednak w jego oczach był wyraźny - wiedział, że był na przegranej pozycji, bo słyszał jak jego towarzysz wyje z bólu. Próbował uciekać, ale był wolny. Jak ślimak, którego należało zgnieść butem.