Vasilij chci być marmurem, ale nie to widział kątem oka Morpheus. Możliwie, że to fakt tego mechanicznego serca, które możliwie, prawdopodobnie, tkwiło teraz w żołądku Vasilija, zrastało się z miękką tkanką, nadawał mu coś, z automatona. Wynikało to ze smukłości ruchów, ruchome rzeźby z natury, nawet jeżeli przedstawiały coś eterycznego, miały poczucie przestrzeni i wyczucia, jak słonie w składzie porcelany. Automaton w porcelanowej powłoce, w kontraście do bardzo fizycznego Morpheusa, który składał się krwi i kości. Pomiędzy zaś to, co boskie, kreacja z ciała i maszyny, której nigdy nie pozwolili zabłysnąć. Morpheus nienawidził tej chwili, bo Dolohov za bardzo przypominał mu jego matkę.
— Jak powinienem się do ciebie zwracać w takim razie?— zapytał, bez kpiny, brzmiało to jak stwierdzenie prostego faktu, dwa dodać dwa, na początku Marca znakiem solarnym są Ryby, gdyby mógł być kobietą, a Vasilija one by nie obrzydzały, mieliby udane małżeństwo wedle ich kompatybilności z matrycy. Nie zamierzał go nazywać jego pseudonimem, karmić egregoryczną formę, magazyn mocy. Interesowało go mówienie bezpośrednio do Vasilija. Zrobię wszystko, aby uczynić z ciebie boga, ale nie za cenę własnej zguby, szeptały jego myśli. Zguby. Tak jakby już się w niej nie taplał.
Tak przynajmniej oszukiwał się, jakby religijnie nie wypowiadał go przy zapalaniu świec intencyjnych czy gdy składał swoje modły do sił wieczystych. Już starożytni Grecy wierzyli, że imiona mają moc. W ich regionie pełne imię dawało władzę nad osobą je noszącą, ale na maleńkich, skalistych wyspach, każde jego wspomnienie dawało potęgę wspominanej osobie.
Splótł palce za plecami. Wcale nie dźwięczało mu w uszach ja i Vasilij wypowiadane z poufną buńczością. On też tak kiedyś mówił, dawno temu, tak dawno, że mógłby się tego wyprzeć i nie skłamać, bo złamany umysł mocno zacierał patyną każde wspomnienie związane z Dolohovem.
Potaknął, splótł za sobą dłonie, utrzymując ten kurtuazyjny dystans. Czyż nie tak zaczynały się książki, które zwoził sobie Jonathan ze Stanów Zjednoczonych? Niezbyt grube kieszonkowe wydania na beznadziejnym papierze, śmierdzące drukiem, z bardzo dziwnymi i brzydkimi okładkami, thrillery o prześladowcach z klejonym grzbietem i blondwłosą ofiarą w czerwonej sukience, która dała się zwieść w zaułek.
Czy to przeczucie czy własna paranoja?
Longbottom zatrzymał się gdy przekroczyli bramkę i bardzo skrupulatnie ją za sobą zamknął, popatrzył na Dolohova po raz pierwszy tak rzeczywiście, w promieniach słońca, nie sztucznych lapm.
Niewymowny umiał kłamać, zawsze, chociaż wypierał się rękoma i nogami, że tak nie jest, że zawsze widać, że kręci. Aktorem jednak był bardzo kiepskim i w tym momencie natura przepięknie malowała za tymi ekspresyjnymi, jelenimi oczami, obsesję. Coś niezdrowego, co badawczo rozkładało każdy element Vasilija i go katalogowało, zaczynając od ogół sylwetki, a kończąc na każdej zmarszczce mimicznej i błękicie żył pod skórą. Morpheus nigdy nie mrugał za często, ale teraz nawet pomimo robienia tego w bardzo naturalnych, prawie naturalnych odstępach, jakby widział jeszcze więcej. Lekkie przechylenie głowy, aby dotrzeć światło układające się na włosach w ładniejszy sposób, nie jego własnych, broń Merlinie.
— Czy to dlatego pisałeś o Shafiqu, który odebrał twoje marzenia? — dotknął dłonią w rękawiczce murku, przynknął na chwilę oczy, wsłuchując się w magiczną przestrzeń. Zastukał trzema palcami w cegłę, środkowym, serdecznym i małym. Przestrzeń była zbyt duża na zwykłą siedzibę mieszkalną i za mało atrakcyjna dla magicznej społeczności, na nową lokalizację Praw Czasu. Z łatwością zaś mógł umieścić w przestrzeni iluzje ludzi, chodzących z notesami, samonotującymi piórami, ożywione dysksuje i dziwacznych gości. Żywy obraz, stworzony, żeby go torturować, bo przecież on ostatecznie wróci w obsydianowe korytarze Departamentu Tajemnic, pozbawiony słonecznego światła na więcej sposób niż jedynie fizyczny.
— Byłem zaskoczony tymi słowami, nawet bardziej niż innymi, ale teraz rozumiem. Pozwolę sobie na drobną korektę, nie mam do odegrania w projekcie Jenkins żadnej roli. Masz tutaj duchy?
Dlaczego tutaj jestem. Dlaczego tutaj jestem. Dlaczego tutaj jestem. Dlaczego chcesz naznaczyć swoje marzenia moją osobą.