29.05.2025, 09:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.05.2025, 08:13 przez Anthony Shafiq.)
Bardzo odważne założenie, że zamierzał się w biurze pojawić kiedykolwiek.
Urzędniczy honor zobowiązywał do przygotowania swojego następcy, szczęśliwie jednak przecież sam Jonathan przyznał, że prowadzi biuro za niego, żeby Anthony mógł bujać głową w obłokach.
Czyli godziny rozmów, które powinny mieć miejsce mieli za sobą. Godziny jakichkolwiek rozmów mieli zdecydowanie za sobą.
- Możesz powiedzieć osobie, która za nami idzie, że wszystko co mieliśmy sobie do powiedzenia, padło już między nami wczoraj. - wycedził, nie odwracając głowy, mając umysł zalany wściekłością. Poczucie winy tworzyło z obwinianiem drugiej osoby bardzo niebezpieczny tandem. A kompleks bóga podpowiadał Anthony'emu, że nie doszłoby do spalenia całego Londynu, gdyby Jonathan łaskawie te dwa lata temu odbył z nim poważną rozmowę na temat swojej działalności hobbystycznej. Napięcie uchodziło z Anthony'ego w języku francuskim, gdy pod nosem zachwycał się wyżynami gryfońskiego intelektu, mistrzostwem dedukcji i kalkulacją zdolną objąć rozumem organizację ośmioosobowego garden party.
Krzyk wbił go w ziemię. I nie tylko jego. Z bocznej ulicy wybiegła na niech kobieta, która wczepiła się w szatę Selwyna. Jej twarz była utytłana popiołem i zalana łzami. Z bocznej uliczki docierały odgłosy walki.
- BŁAGAM! MÓJ MĄŻ! ZAATAKOWALI NAS! PRÓBUJĄ ZABRAĆ RESZTĘ MAJĄTKU! Josh nie umie odpuścić... błagam...! - jej głos cichł, gdy próbowała stłumić nasilający się kaszel wzmocniony przerażeniem i zadyszką. Za jej plecami, kilka metrów dalej kilku zbirów rzeczywiście postanowiło wykorzystać okazję tych, którzy znaleźli się w złym miejscu i złym czasie.
Okrutny czas, piekielny czas zamazywał szarości. Ludzie ukazywali swoje prawdziwe oblicze pełni bohaterskiej bieli lub plugawej czerni. A przeklęty popiół padał na ich głowy bez względu na to co mieli w sercach. Sąd sprawiedliwy w swym okrucieństwie.
Urzędniczy honor zobowiązywał do przygotowania swojego następcy, szczęśliwie jednak przecież sam Jonathan przyznał, że prowadzi biuro za niego, żeby Anthony mógł bujać głową w obłokach.
Czyli godziny rozmów, które powinny mieć miejsce mieli za sobą. Godziny jakichkolwiek rozmów mieli zdecydowanie za sobą.
- Możesz powiedzieć osobie, która za nami idzie, że wszystko co mieliśmy sobie do powiedzenia, padło już między nami wczoraj. - wycedził, nie odwracając głowy, mając umysł zalany wściekłością. Poczucie winy tworzyło z obwinianiem drugiej osoby bardzo niebezpieczny tandem. A kompleks bóga podpowiadał Anthony'emu, że nie doszłoby do spalenia całego Londynu, gdyby Jonathan łaskawie te dwa lata temu odbył z nim poważną rozmowę na temat swojej działalności hobbystycznej. Napięcie uchodziło z Anthony'ego w języku francuskim, gdy pod nosem zachwycał się wyżynami gryfońskiego intelektu, mistrzostwem dedukcji i kalkulacją zdolną objąć rozumem organizację ośmioosobowego garden party.
Krzyk wbił go w ziemię. I nie tylko jego. Z bocznej ulicy wybiegła na niech kobieta, która wczepiła się w szatę Selwyna. Jej twarz była utytłana popiołem i zalana łzami. Z bocznej uliczki docierały odgłosy walki.
- BŁAGAM! MÓJ MĄŻ! ZAATAKOWALI NAS! PRÓBUJĄ ZABRAĆ RESZTĘ MAJĄTKU! Josh nie umie odpuścić... błagam...! - jej głos cichł, gdy próbowała stłumić nasilający się kaszel wzmocniony przerażeniem i zadyszką. Za jej plecami, kilka metrów dalej kilku zbirów rzeczywiście postanowiło wykorzystać okazję tych, którzy znaleźli się w złym miejscu i złym czasie.
Okrutny czas, piekielny czas zamazywał szarości. Ludzie ukazywali swoje prawdziwe oblicze pełni bohaterskiej bieli lub plugawej czerni. A przeklęty popiół padał na ich głowy bez względu na to co mieli w sercach. Sąd sprawiedliwy w swym okrucieństwie.