• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
1 2 3 4 Dalej »
[09.09.1972] And this house just ain't no home

[09.09.1972] And this house just ain't no home
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#4
29.05.2025, 14:24  ✶  
Dotyk był pomostem między tym, kim byli, a kim pragnęli się stać - milczącym aktem oporu przeciw światu, który ich nie rozumiał i rozumieć nigdy nie zamierzał. Zawsze oporem - nigdy buntem per se, bo tego już w nokturnowych dzieciach Orfeusza od dawna nie było. Był za to w łagodnym dotyku jego dłoni cały ciężar znużenia światem, który zdawał się ich wyżerać od środka. Zbyt zmęczeni, by krzyczeć i błagać; zbyt przyzwyczajeni, by wierzyć, że coś się kiedyś zmieni. Każdy bunt wymagał w końcu iskry ognia, a w nich ostał się już tylko popiół codzienności, pragnienie przetrwania.

Baldwin czasem łapał się na tym, że siedzi bez ruchu. Tak jak ojciec. Tyle że Marcus nigdy nie siedział z pustymi dłońmi - zawsze miał coś do przełożenia, do dopisania, do odczytania. Kolejny kom, pergamin, artefakt. I ciszę, którą kładł na barkach syna niczym koronę, obserwując jak łamie się pod jej ciężarem. 
On sam siedział inaczej - rozwalony w fotelu, który widział lepsze dni chyba zanim go wyprodukowano, z kolanem podciągniętym pod brodę; obracając w dłoniach jakąś zabawkę, którą dostał akurat do potrzymania, bo tej jeden połamany żołnierzyk nie został oddelegowany do obrony nefrytowego pałacu przed smokiem. Czym sobie zasłużył na dzień wolny? Tego Baldwin nie wiedział, a mały nieumarły generał nigdy się ze swoich strategicznych decyzji nie tłumaczył. Ale ewidentnie wygrywała każdą wojnę, więc może w szaleństwie była jakaś metoda.
Unosił kącik ust, bo Frida miała po raz kolejny misternie zaplecione warkoczyki. Chyba nawet więcej niż wczoraj, ale nie dziwił się - odkąd przeczytali w jednej ze starych książek o księżniczce, która plotła swoje włosy w misterne warkocze po każdym zwycięstwie, była to ulubiona fryzura ghoulki. Czasem gdy Lorraine przeczesywała jej blond loki, Baldwin odwracał wzrok. Nie dlatego, że było to trudne, ale dlatego, że bał się zobaczyć w tym małym akcie czułości, oznakę rozpaczliwej próby budowania przyszłości na wspomnieniach wielkości ich rodziny. A potem dziewczynkadopadała do jego fotela w podskokach, obracała się w tej swojej starej koronkowej sukience i prezentowała misterne fryzury, spragniona zachwytów i bycia dostrzeżoną.
I w takich chwilach Baldwin uświadamiał sobie, że nie chce być jak ojciec. Nie chciał, żeby jego milczenie oznaczało sąd, a spojrzenie było wyrokiem. Nie chciał, żeby Frida kiedykolwiek bała się spojrzeć mu w oczy.
Dlatego brał ją na ręce; podrzucał w powietrze, pomimo cichego oburzenia Lorraine, która krzyżowała dłonie na piersi; składał na elegancko przyszytych paluszkach pocałunki godne prawdziwej damy.
To było trudne - uczyć się nie stawiać żadnych warunków. Uczyć się miłości bez oczekiwania i żadnego “ale”. Marcus Malfoy tego nie potrafił, bo milczał i budował ze swojego milczenia pałace. Chłodne, z drogocennego kamienia. Z oknami w kolorze szmaragdów, przez które nigdy nie wpadało światło.
Baldwin chciał, żeby jego Frida miała światło - nawet jeśli wpadało przez przybrudzone okna zakładu pogrzebowego, odbijało się od rozbitego kawałka kryształu. Chciał, żeby była dziedziczką tylko swoich własnych snów - niczyich innych. Ale najbardziej ze wszystkiego chciał, żeby jej szczęście było proste i pozbawione krytyki brutalnego świata.

A szczęście Fridy, kryło się w uśmiechu Lorraine. W każdym drobnym geście, w wieczornych próbach na podobnie zaklętej tablicy w Necronomiconie.

Pozwolił, aby temat Orfeusza i Eurydyki umarł w łagodnej melodii, nuconego pod nosem walca. Nie odpowiadał. Nie dlatego, że nie znał odpowiedzi, a dlatego, że na odpowiedź jeszcze nie przyszedł odpowiedni czas. Skrzywił się, gdy poprowadziła dłoń wzdłuż wciąż obolałego, lekko zgruchotanego nosa, ale powstrzymał się przed pełnym bólu westchnieniem. 
- Mecenasami?! - Zakrzyknął w radosnym, teatralnym rozbawieniu, na moment zapominając o walcu. - Są tu tacy? Jeszcze nigdy żadnego nie spotkałem. Muszą się dobrze ukrywać przed tym nowobogackim motłochem. - Przysunął ją jeszcze bliżej, jakby trzymanie Lorraine na dystans raniło go mocniej niż widok tego dogłębnego smutku wyrytego na jej przepięknej twarzy. Obejmował ją w dziecinnej wręcz posesywności. Należała do niego. Do niego. Nie do żadnego pierwszego lepszego bogacza.

Zastanowił się przez moment, nie wiedząc jak dokładnie odpowiedzieć na pytanie o Ścieżki.
- Bezpieczniej niż w całej reszcie miasta to pewne. Co za ironia.- Zaśmiał się ostatecznie. Było w tym tańcu coś pięknego - naturalna harmonia ruchów, gdzie żadne nie prowadziło, a równocześnie oboje się poddawali ruchom tego drugiego, doskonale znając kroki. W końcu jednak podprowadził ją bliżej nadpalonego okna. Palce Baldwina nieśpiesznie błądziły pod jej żebrami, nim nie zacisnął ich mocniej na talii półwili. Podniósł ją z łatwością, starając się nie myśleć że kobieta w jej wieku nie powinna być tak wątła; tak chorobliwie chuda. Aż tak eteryczna. Usadził ją za to na parapecie, brudząc ich oboje popiołem i kurzem.
- Otwórz oczy, moja słodka siostro.- Szepnął, wspierając dłonie o kolana Lorraine.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baldwin Malfoy (4466), Lorraine Malfoy (8957)




Wiadomości w tym wątku
[09.09.1972] And this house just ain't no home - przez Lorraine Malfoy - 15.04.2025, 16:31
RE: [09.09.1972] And this house just ain't no home - przez Baldwin Malfoy - 16.04.2025, 13:23
RE: [09.09.1972] And this house just ain't no home - przez Lorraine Malfoy - 22.04.2025, 16:58
RE: [09.09.1972] And this house just ain't no home - przez Baldwin Malfoy - 29.05.2025, 14:24
RE: [09.09.1972] And this house just ain't no home - przez Lorraine Malfoy - 03.06.2025, 05:16
RE: [09.09.1972] And this house just ain't no home - przez Baldwin Malfoy - 24.06.2025, 19:52
RE: [09.09.1972] And this house just ain't no home - przez Lorraine Malfoy - 17.07.2025, 14:41
RE: [09.09.1972] And this house just ain't no home - przez Baldwin Malfoy - 15.09.2025, 22:11
RE: [09.09.1972] And this house just ain't no home - przez Lorraine Malfoy - 30.09.2025, 21:36

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa