30.05.2025, 00:51 ✶
Oczekiwała z jego strony parsknięcia śmiechem i typowo w jego stylu zbycia tematu. Czekała na wymijającą odpowiedź, gdzie przyznałby, że zwyczajnie poprztykali się z Selwynem o coś głupiego, jak mieli to w zwyczaju. To znowu przypadkiem ubrali ten sam garnitur w czwartek do biura i przez to wyglądali jak ośmioletnie bliźniaki, które matka ubrała w ten sposób specjalnie. To ponownie nie zgadzali się w jakiejś sprawie i każdy musiał tupnąć nogą na swój sposób, nie chcąc przyznać racji temu drugiemu. Czasami naprawdę czuła się jak ich opiekunka, która miałaby ich rozdzielać i potem godzić przy każdej najmniejszej kłótni.
Ale tego się nie spodziewała. Nie miała jak.
Przez chwilę siedziała jeszcze odchylona na fotelu — z nogą założoną na nogę, z papierosem w lufce w jednej dłoni i filiżanką herbaty w drugiej. Zaraz potem, kiedy tylko opuścił głowę na modłę wyglądania niczym kopnięty szczeniak, odstawiła naprędku filiżankę na stół, nieprzyjemnie głośno stukając porcelaną o spodek. Papieros wylądował obok porzuconego naczynia. Dopalał się w swoim własnym tempie, brudząc biel i błękit malowanych, fajansowych kwiatów. A potem zaruszało krzesło, a deski tarasu zaskrzypiały cierpiętniczo, kiedy gwałtownie przesunęła wiklinowy fotel w jego stronę. Od razu objęła go ramionami, przesuwając kojąco dłonią po jego plecach. Pozwoliła mu płakać. Jej ojciec nigdy nie popierał, kiedy jej bracia to robili. Ostatecznie kończyło się to na tym, że Tessa musiała potem wynajdywać ich w domu — wyciągać z szaf czy spod łóżek, skąd cicho chlipali, nie chcąc sprawić przykrości ojcu.
Przesunęła palcami po jego włosach, a potem skierowała je na twarz, skąd uniosła ją delikatnie w górę, aby móc spojrzeć mu w oczy. Otarła łzy wierzchem dłoni i zwyczajnie trzymała śródręcze przy jego rozpalonym policzku.
— Anthony, kochany… — zaczęła najpierw cicho, a serce krajało się jej na sam widok umęczonego przyjaciela. Widziała go już w wielu sytuacjach, wyciągała go z wielu dołków, ale teraz nie była w stanie nic powiedzieć. Przynajmniej przez pierwszą chwilę. — Co się stało? Znam was dobrze, całą dwójkę, i wiem, że nie mogło pójść o byle co.
Miała ochotę znowu go przytulić. Poklepać po głowie i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Zamiast tego odsunęła się na moment, wróciła do domu, uprzednio nakazując mu aby poczekał i wróciła z butelką brandy. I dwoma szklankami.
Nalała kapkę do obu i podała mu jedną, samej przytulając tą drugą.
Ale tego się nie spodziewała. Nie miała jak.
Przez chwilę siedziała jeszcze odchylona na fotelu — z nogą założoną na nogę, z papierosem w lufce w jednej dłoni i filiżanką herbaty w drugiej. Zaraz potem, kiedy tylko opuścił głowę na modłę wyglądania niczym kopnięty szczeniak, odstawiła naprędku filiżankę na stół, nieprzyjemnie głośno stukając porcelaną o spodek. Papieros wylądował obok porzuconego naczynia. Dopalał się w swoim własnym tempie, brudząc biel i błękit malowanych, fajansowych kwiatów. A potem zaruszało krzesło, a deski tarasu zaskrzypiały cierpiętniczo, kiedy gwałtownie przesunęła wiklinowy fotel w jego stronę. Od razu objęła go ramionami, przesuwając kojąco dłonią po jego plecach. Pozwoliła mu płakać. Jej ojciec nigdy nie popierał, kiedy jej bracia to robili. Ostatecznie kończyło się to na tym, że Tessa musiała potem wynajdywać ich w domu — wyciągać z szaf czy spod łóżek, skąd cicho chlipali, nie chcąc sprawić przykrości ojcu.
Przesunęła palcami po jego włosach, a potem skierowała je na twarz, skąd uniosła ją delikatnie w górę, aby móc spojrzeć mu w oczy. Otarła łzy wierzchem dłoni i zwyczajnie trzymała śródręcze przy jego rozpalonym policzku.
— Anthony, kochany… — zaczęła najpierw cicho, a serce krajało się jej na sam widok umęczonego przyjaciela. Widziała go już w wielu sytuacjach, wyciągała go z wielu dołków, ale teraz nie była w stanie nic powiedzieć. Przynajmniej przez pierwszą chwilę. — Co się stało? Znam was dobrze, całą dwójkę, i wiem, że nie mogło pójść o byle co.
Miała ochotę znowu go przytulić. Poklepać po głowie i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Zamiast tego odsunęła się na moment, wróciła do domu, uprzednio nakazując mu aby poczekał i wróciła z butelką brandy. I dwoma szklankami.
Nalała kapkę do obu i podała mu jedną, samej przytulając tą drugą.
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you