Bellatrix Black była podekscytowana. Tak, czuła, że tej nocy wydarzy się coś wielkiego, w końcu nadejdzie moment, na który czekali. Wszyscy zaczną się ich bać, a czy było coś piękniejszego od drżenia na samą myśl o tym, że możesz pojawić się przed czyimiś drzwiami? No nie. Czuła, że wiele się dzisiaj zmieni, że zostaną docenieni, że dołączą do nich kolejni, którzy wcześniej nie doceniali siły Czarnego Pana. Ona od samego początku w niego wierzyła, wiedziała, że uda mu się osiągnąć swój cel, na szczęście nie była jedyna. Było kilkoro czarodziejów, którzy byli takimi wizjonerami, jak ona, którzy potrafili dostrzec więcej.
Nie do końca podobało jej się zadanie, które mieli wykonać. Uważała, że jest stworzona do większych rzeczy, ale skoro taki był plan Voldemorta, to nie zamierzała oponować. Na pewno miało to jakiś większy sens, którego po prostu w tej chwili nie dostrzegała. Wierzyła w swojego mistrza, to wystarczyło, aby znalazła się w jednej z kamienic, aby spotkać się z innymi, którzy mieli być zaangażowani w te zadanie.
Dała się poprowadzić Umbrielowi. Pamiętała jego występy, wiedziała, że jest niesamowitym artystą. To wspaniale, że takie osoby również postanowiły zaangażować się w te walkę, w budowanie lepszego świata. Jako, że humor miała wyśmienity, to pozwoliła sobie na ten krótki moment oderwania od tego, co mieli robić. Z początku nie słyszała melodii, Degenhardt zgrabnie prowadził ją po marmurowej posadzce, nie musiała jej słyszeć, wystarczyło, że pozwoliła mu się ponieść w tym tańcu.
Nie znała melodii, którą w końcu mężczyzna zaczął nucić, ale to nie było ważne. Liczyła się tylko ta chwila, na pewno na długo ją zapamięta. Wszystko miało się dzisiaj zmienić.
- To bardzo mądre słowa. - Odpowiedziała cicho, kiedy kończyła ten zgrabny obrót. Musieli pozbyć się całego plugastwa, aby móc stworzyć coś piękniejszego, to było całkiem prostym równaniem, już niedługo będą zbierać plony.
Oczy jej się zaświeciły, kiedy zobaczyła swojego kuzyna. Lou od zawsze był jej oparciem, lubiła mieć go przy sobie kiedy działo się coś ważnego. Posłała kuzynowi serdeczny uśmiech, naprawdę cieszyła się, że go widzi.
- Dziękuję. - Mruknęła jeszcze cicho do Umbriela, kiedy pomógł jej pokonać stopień. Jej towarzysze byli elitą, wiedzieli jak zadbać o damy, szkoda, że coraz mniej takich osób chodziło po ich świecie, brudna krew odbierała im to co najpiękniejsze. Już niedługo wszystko wróci do normy, wszystko będzie właściwe.
Black wyciągnęła maskę, nałożyła ją na twarz, a na głowę naciągnęła kaptur. Musiała się chować, przynajmniej jak na razie. Wierzyła bowiem w to, że niedługo nie będzie to już konieczne, że w końcu będą mogli pokazać komu naprawdę są wierni.
W końcu ruszyła dalej, przed siebie, z nadzieją, że będzie wzbudzać strach i uniemożliwi ludziom ucieczkę. Szkoda by było, gdyby wszyscy tutaj utknęli i spłonęli, prawda? Ogromna szkoda.
Pokonała pierwsze drzwi, machnęła bardzo szybko i wprawnie różdżką, chcąc zniszczyć kominek, który znajdował się w kącie pomieszczenia. Zamierzała wyczarować siłę, która rozwali go w drobny mak.
◉◉◉○○ kształtowanie (-10 za bezsenność)
Akcja nieudana