30.05.2025, 18:56 ✶
– Nie uśmiechaj się – przypomniał mu, kompletnie nie wrażliwy na fakt, że sam tę wesołości w nim wywołał. Na wszelki jednak wypadek nie ciągnął już dalej żadnych żartów. – Hm... Eliksiry będą oznaczone wypukłościami, abyś mógł je brać bez problemów, ale bardziej chodziło mi o to... – Abyś na przykład nie walnął się o drzwi, kiedy będziesz gdzieś wchodził. – Aby ktoś cię w razie konieczności nakierował na to jak iść by uniknąć przeszkód. Ale myślę, że jutro już pod koniec dnia powinieneś zacząć coś widzieć.
Grunt by nie zrobił sobie nic do tej pory. Ostrożnie nałożył Thomasowi opatrunek i już miał mu podać kolejne zalecenia, ale wtedy do pomieszczenia weszła Millie.
– Słucham? – powiedział, niemal nie wypuszczając z rąk resztki liliowogo bandaża. – Millie może... – Nie nazywajmy tego w ten sposób? – Nie ważne. Thomas. Potrzebuję od ciebie bardzo wyraźnej deklaracji, że jesteś absolutnie świadomy tego, że nie masz więcej żyć niż jedno, nie ważne ilu nie miałbyś kotów.
Z wdzięcznością przyjął kubek kawy, wstał od Thomasa i usiadł na krześle obok wreszcie pozwalając sobie na chwile spokoju.
– Wiesz co Miles? Ogólnie to dość ciężko się wyspać akurat dzisiaj kiedy Londyn płonie a w moim mieszkaniu najprawdopodobniej nie da się spać – mruknął biorąc łyka kawy. Prawda była taka, że czuł się jak trup i pewnie rzeczywiście jak trup wyglądał zwłaszcza udekorowany tą cholerną farbą.
Niestety o ile nie emdleje na oczach innych, a mdleć na oczach innych nie zamierzał, na razie jeszcze nie mógł odpocząć. Zamiast tego więc po prostu wyciągnął dłoń po zmiażdżonego pączka.
Grunt by nie zrobił sobie nic do tej pory. Ostrożnie nałożył Thomasowi opatrunek i już miał mu podać kolejne zalecenia, ale wtedy do pomieszczenia weszła Millie.
– Słucham? – powiedział, niemal nie wypuszczając z rąk resztki liliowogo bandaża. – Millie może... – Nie nazywajmy tego w ten sposób? – Nie ważne. Thomas. Potrzebuję od ciebie bardzo wyraźnej deklaracji, że jesteś absolutnie świadomy tego, że nie masz więcej żyć niż jedno, nie ważne ilu nie miałbyś kotów.
Z wdzięcznością przyjął kubek kawy, wstał od Thomasa i usiadł na krześle obok wreszcie pozwalając sobie na chwile spokoju.
– Wiesz co Miles? Ogólnie to dość ciężko się wyspać akurat dzisiaj kiedy Londyn płonie a w moim mieszkaniu najprawdopodobniej nie da się spać – mruknął biorąc łyka kawy. Prawda była taka, że czuł się jak trup i pewnie rzeczywiście jak trup wyglądał zwłaszcza udekorowany tą cholerną farbą.
Niestety o ile nie emdleje na oczach innych, a mdleć na oczach innych nie zamierzał, na razie jeszcze nie mógł odpocząć. Zamiast tego więc po prostu wyciągnął dłoń po zmiażdżonego pączka.