30.05.2025, 19:57 ✶
— Bardowie o mnie za dobrego mniemania nie mają, pani. Jeśli jednak słowo "bastard" w ich pieśniach pada, szczególnie w mego ojca grodzie, łatwo się domyślić możesz, do kogo się odnosi — westchnął, spoglądając w zachodzące na horyzoncie słońce. Na jego urodziwym obliczu tańczyły pomarańczowe światła — Bardowie nie zawsze łżą, lecz tak prawdę ubierają, że od fałszu odróżnić jej nie sposób. Basildamusa wady wyolbrzymiają, a me imię zapomniane zostaje na rzecz mego urodzenia.
Wojenne serce w jego piersi nigdy nie biło, choć Dedalus całym sercem pragnął tego. Icarus mieczem raczej miernie się posługiwał, w porównaniu do innych kwiatów rycerstwa. Z kolei jeszcze bardziej zgubną dlań cechą były sumienia wyrzuty. Wszak rycerz, który zabijać nie jest skłonny, jest co najwyżej przebierańcem. Tym właśnie młodzieniec zawsze się czuł. Blagierem.
— Jeśli szczery być z tobą mogę, pani, wolałbym wraz z Basildamusem studiować królewskie kroniki. Choć, gdybym w archiwach zamkowych całe dnie przesiadywał, nigdy bym zaszczytu nie miał ciebie ujrzeć — powiedział bez pomyślunku. Gdy tylko te słowa opuściły jego usta, zamilkł. Temat należało zmienić, bowiem jego miłość światła dnia ujrzeć nie mogła. — Możemy tu rozbić obóz. Lepiej noc spędzić w jednym miejscu, wszak na szlakach zbóje grasują.
Karawana kierować się zaczęła w stronę małego zagajnika. W rzeczy samej, dobre to było miejsce na spoczynek. Obok jeziora, z którego zaczerpnąć wody można było, a i kąpiel w takich warunkach miłą odmianą była. Icarus starał się nie kalać myśli własnych nieczystymi obrazami, jakie wiązały się z nocnymi kąpielami. Był wszak mężczyzną honornym, nie zaś zbereźnikiem. Wizja pocałunków pod księżycem wdzierała się jednak w jego duszę, paskudząc ją pożądaniem.