— Florence Bulstrode. Ona również, sugerującą mocno Londyn. Ale przecież Feniks nie płonie — stwierdził niemal z profetyczną pewnością.
Odpowiedzialność nie miała dla niego granic ani pór dnia, była obecna zawsze, jak cień przyklejony do kręgosłupa, niewidoczny, lecz nieodczepny. Każde spojrzenie, każde słowo, każda decyzja zostawiała po sobie ślad, który z czasem układał się w mapę wyrzutów sumienia, nieustannie przetwarzaną w jego głowie. Nie był pewien, czy to, co robi, wciąż wypływa z wolnej woli, czy już tylko z obowiązku, który zdążył przejąć nad nim kontrolę. Myśli krążyły wokół powinności, jakby były jego jedynym kompasem, nawet jeśli dawno zgubił północ. Czasem zastanawiał się, czy ten ciężar można oddać, przekazać jak klucz albo przesunąć jak pionek, ale odpowiedź zawsze była ta sama, nie. Jak miał być drogowskazem, skoro nie znał drogi? Ironicznie, była to cecha rodzinna, wierzyli w pozostałych bardziej, niż w siebie samych.
— Dziękuję ci za to zaufanie tylko... Nie przeceniaj go. Mój umysł jest wadliwy, w młodości bardzo skutecznie zostałem zahipnotyzowany i... Po prostu nie ufaj mi. I nie zdziw się, że Shafiq wie więcej, niż byś się spodziewał, to bardzo analityczny Krukon, połowa mojej duszy — Morpheus uśmiechnął się cierpko. — I zacny oklumenta.
Morpheus nigdy nie nauczył się tej magii, chociaż próbował, gdy Anthony opanował ją w tak krótki sposób. Czuł jednak wtedy, że jego dar jest ograniczony, że mury działają w dwie strony i często żartował po prostu, że to, co ma w głowie i tak jest zbyt poplątane i za mało interesujące dla kogokolwiek prócz niego i trzech innych, niegroźnych dziwaków. W głębi obawiał się, co się stanie, gdy znów wystawią go na próbę i dlatego nie chciał, aby ktokolwiek mu zanadto ufał. Nie w przypadku Zakonu.
— Mam dwie prośby. Proszę, zadbaj o Franka, mam złe przeczucia, a wiem, że w Hogwarcie będzie najbezpieczniejszy i jeśli masz nadal przyjaciół w Ministerstwie... szepnij kilka słów na mój temat, gdyby planowano jakieś awanse w Departamencie Tajemnic. Myślę, że może się nam to przydać. A zupa pyszna, pochwal kucharza ode mnie. Bezpiecznej drogi.
Najstarsze zaklęcie świata, wypowiadane przez matki, żony, córki, synów i ojców, rodziny i przyjaciół. Zaklinanie rzeczywistości, aby prostowała ścieżki i pozwoliła dotrzeć bez szwanku do celu. Tak bardzo go teraz potrzebowali, wszyscy, jak jeden mąż.