31.05.2025, 17:29 ✶
Na gniewne i rozżalone pytanie, którego nie zadała, pewnie odpowiedziałby ,,nie jesteś rozczarowaniem, Moody’’. Takie pytanie jednak nie padło, a on nie miałby prawa, aby na nie odpowiadać. W jego oczach Mills była trochę taką dziedziczką chaosu. Wnuczką wojny. Tylko że w tamtym momencie patrząc na nią nie widział brudnego dresu, nie słyszał przekleństw, nie czuł złości ani nie mierzył się z jej zaciętą miną, która zazwyczaj służyła jej za pancerz. Do jego braku z kolei nie był przyzwyczajony. Nie ujrzał również obrazu jej ojca, mimo że znał przecież mężczyznę.
Kobieta chwyciła go za brudne, oblepione już zaschniętą, czerwoną farbą dłonie, a jej dotyk uziemił go, sprowadził z powrotem do rzeczywistości. Widok znajomej twarzy przebił się przez mgłę szaleństwa, a omamy słuchowe ucichły. Prawdziwa obecność brygadzistki wystarczyła, aby zaczął znowu oddychać.
— Czyli nie słyszałaś tego — wymamrotał do siebie. — Zajebiście się słucha, jak ktoś ci mówi, że jesteś jednocześnie zdrajcą i szlamą na jednym wydechu. Kurwa mać, po prostu mistrzostwo — Julek odwrócił na chwilę spojrzenie i zawiesił wzrok ponad swoim ramieniem, gdzie właśnie wypalało się jeszcze echo tamtych słów. — Jak ogień, to i dym... Podejrzewam, że to on wywołał omamy słuchowe. Nawdychałem się tego syfu od samego zmierzchu. Wszyscy to łykamy, ale mnie oczywiście musiało dojebać po swojemu. Nie byłem jeszcze nawet w Ministerstwie, a już mam tego po kokardę — burknął. Był całkiem niezłym oklumentą, więc siła wywołanych halucynacji musiała być potężna. Zacisnął palce na jej własnych nieświadomie celem oddzielenia myśli od lęku, kiedy wspomniała o… O… Jego Imię… Chciał to z siebie wyrzucić. Rzucić na ziemię, rozdeptać, może i wyrzygać, jeśli będzie trzeba, byleby przestało gnić mu pod żebrami.
— Pytałem, czy z tobą wszystko w porządku, bo z całej ekipy... Tylko ciebie spotkałem. Reszta to dym, ogień i... — coś jeszcze. Czarny Pył śledzący go. — Widziałem Brennę Longbottom. Wy w ogóle działacie według jakiegoś planu, czy wszyscy lecicie na pałę? — spytał dość ostro. Niestety (stety!), niezdarna ojcowska troska wylała się z tonu jego głosu zanim zdążył ją zatrzymać... Zresztą, już po raz drugi podczas tej Spalonej Nocy.
Kobieta chwyciła go za brudne, oblepione już zaschniętą, czerwoną farbą dłonie, a jej dotyk uziemił go, sprowadził z powrotem do rzeczywistości. Widok znajomej twarzy przebił się przez mgłę szaleństwa, a omamy słuchowe ucichły. Prawdziwa obecność brygadzistki wystarczyła, aby zaczął znowu oddychać.
— Czyli nie słyszałaś tego — wymamrotał do siebie. — Zajebiście się słucha, jak ktoś ci mówi, że jesteś jednocześnie zdrajcą i szlamą na jednym wydechu. Kurwa mać, po prostu mistrzostwo — Julek odwrócił na chwilę spojrzenie i zawiesił wzrok ponad swoim ramieniem, gdzie właśnie wypalało się jeszcze echo tamtych słów. — Jak ogień, to i dym... Podejrzewam, że to on wywołał omamy słuchowe. Nawdychałem się tego syfu od samego zmierzchu. Wszyscy to łykamy, ale mnie oczywiście musiało dojebać po swojemu. Nie byłem jeszcze nawet w Ministerstwie, a już mam tego po kokardę — burknął. Był całkiem niezłym oklumentą, więc siła wywołanych halucynacji musiała być potężna. Zacisnął palce na jej własnych nieświadomie celem oddzielenia myśli od lęku, kiedy wspomniała o… O… Jego Imię… Chciał to z siebie wyrzucić. Rzucić na ziemię, rozdeptać, może i wyrzygać, jeśli będzie trzeba, byleby przestało gnić mu pod żebrami.
— Pytałem, czy z tobą wszystko w porządku, bo z całej ekipy... Tylko ciebie spotkałem. Reszta to dym, ogień i... — coś jeszcze. Czarny Pył śledzący go. — Widziałem Brennę Longbottom. Wy w ogóle działacie według jakiegoś planu, czy wszyscy lecicie na pałę? — spytał dość ostro. Niestety (stety!), niezdarna ojcowska troska wylała się z tonu jego głosu zanim zdążył ją zatrzymać... Zresztą, już po raz drugi podczas tej Spalonej Nocy.