Właściwie to nie była jeszcze późna godzina, ale to będzie bardzo długi dzień, prawda? Naszła cię taka refleksja, że to dopiero początek, ale też… Kiedy właściwie ostatnio się wyspałaś? Miesiąc temu? Dwa? …Trzy? Uczestniczenie w planach Czarnego Pana nie szło w udziale ze spokojnymi nocami. Ani w ogóle ze spokojem. Machnęłaś różdżką, splatając w myślach tak dobrze znane ci zaklęcie, miało pójść idealnie, ale poczułaś, że te chroniczne braki snu w końcu zaczynają po trochu odbierać swój dług i że kręci ci się w głowie. Musiałaś na chwilę przymknąć powieki, bo świat zawirował… Twoja ręka, dotychczas taka pewna, opadła. Czułaś się tak zwyczajnie, po ludzku, naprawdę zmęczona.
Siła, która miała kominek rozwalić w drobny mak, została skierowana na szafkę stojącą obok, na obrzydliwie pstrokaty, sporych rozmiarów wazon, który chyba robił do tej pory po prostu za dekorację, udając droższego, niż był w rzeczywistości. Dobrze, że miałaś maskę, bo to wazon rozwalił się w drobny mak, a jego ostre jak brzytwa odłamki poleciały we wszystkie strony i nie oszczędziłyby twojej twarzy, gdyby nie ta ochrona.