02.06.2025, 22:11 ✶
Brak wielkich słów. Brak wielkich gestów. Jedno pytanie przebijające się przez pierwsze ślady oczywistego, kiełkującego monologu. Niektórzy mogliby się w takich okolicznościach poczuć nieswojo, ale Dolohov do nich nie należał. Zresztą – mogły minąć lata, ale ludzie nie zmieniali się w ciągu życia aż tak bardzo, aby oboje nie wiedzieli, czego się po sobie spodziewać.
– Nie głowiłem się nad ich doborem, bardziej niż nad nim głowiłem się nad doborem specjalistów. Głowiłem się nad warunkami. – Głowił się nad tym co i jak mu przekaże. Wpierw pojawiło się przejście – wstęp opowiadany, kiedy mijali schody prowadzące na piętro, okrążając je od strony przeszklonego przejścia do sporej salki, z której również dało się oglądać cel ich wędrówki – wewnętrzny dziedziniec. – Wykonałem już stosowne obliczenia dotyczące tej przestrzeni. Wyliczyłem ileż się tu znajdzie sal zajęciowych i badawczych, pokoi wspólnych, pokoi akademickich. Ile pięter zająć może biblioteka. Wiem, gdzie da się ulokować stołówkę i co statystyki mugolskich uczelni mówią o tym, czy ta stołówka jest potrzebna, aby dać szansę biedniejszym studentom. Wiem, jak się zdobywa granty naukowe, mam wystarczająco znajomości, aby obsadzić kadrę osobami, które nie będą robiły im wody z mózgu, ani oszukiwały, zachowywały pewne mądrości dla siebie, aby młodsi i zdolniejsi nie wytrącili im z rąk tak skrzętnie skrywanych wpływów. – Mówił i mówił, a nogi ich niosły do stolika na środku pustego miejsca, zionącego echem przeszłości. Nie było tu niczego, oprócz młodzieńczych marzeń Dolohova. – To miałoby być serce tego miejsca. Ogród w sercu instytutu, otoczony tym krużgankiem, z wnoszącymi się w górze balkonami z biblioteki, pokoju wspólnego. Kiedy widzę to oczyma wyobraźni, nie widzę jeszcze konkretów, ale w widzę, czuję... Spokój. Widzę spokój biblioteki – tu wskazał na jedno ze skrzydeł, które z pewnością dałby radę w dużej mierze zapełnić własnymi kolekcjami – i studentów kartkujących opasłe tomiszcza w otoczeniu zieleni.
Szedł, aż się nie zatrzymał przy jednym z dwóch krzeseł. Na dębowym blacie znajdowały się dwa obiady, dwa napoje, świeca, której delikatny płomień migotał na powoli zrywającym się, niespodziewanym dzisiaj wietrze. Pogoda miała być inna. Żaden z nich nie przewidział, że delikatny chłód niósł nad ich głowy ciężkie chmury pełne zaklętego popiołu.
– Spokój – powtórzył. To musiało być dla niego ważne.
To było coś, czego Dolohov w swoim życiu nie doświadczył.
– Chcę, żeby ludzie czuli się w tym miejscu bezpieczni. Daleko od polityki. Po prostu nauka. No... Może nie tylko nauka, nie bez powodu uparłem się, żeby znaleźć budynek w Londynie...
Widać było, że zaczyna chodzić po grząskim gruncie, a może i nawet brodził już w bagnie swojej misji. Nie dało się stworzyć miejsca, które stanowiłoby mikroświat pozbawiony wykluczeń w rzeczywistości usłanej nienawiścią, ale jeżeli ktoś miał wierzyć, że zbuduje to swoimi rękoma, któż inny jeśli nie on? Uwielbiano mu przecież mówić, że coś nie ma prawa się udać, a on raz za razem przekraczał granice własnych i cudzych oczekiwań. Biła od niego nieokiełznana energia mistrza materializacji – jego droga życia w połączeniu ze słońcem w wodniku czyniła go liderem rewolucji i organizatorem nowych porządków. Możliwe, że by się stał jeszcze większym cudotwórcą, gdyby nie poszukiwał ideałów niemal wyłącznie we własnych kompleksach.
– Nie głowiłem się nad ich doborem, bardziej niż nad nim głowiłem się nad doborem specjalistów. Głowiłem się nad warunkami. – Głowił się nad tym co i jak mu przekaże. Wpierw pojawiło się przejście – wstęp opowiadany, kiedy mijali schody prowadzące na piętro, okrążając je od strony przeszklonego przejścia do sporej salki, z której również dało się oglądać cel ich wędrówki – wewnętrzny dziedziniec. – Wykonałem już stosowne obliczenia dotyczące tej przestrzeni. Wyliczyłem ileż się tu znajdzie sal zajęciowych i badawczych, pokoi wspólnych, pokoi akademickich. Ile pięter zająć może biblioteka. Wiem, gdzie da się ulokować stołówkę i co statystyki mugolskich uczelni mówią o tym, czy ta stołówka jest potrzebna, aby dać szansę biedniejszym studentom. Wiem, jak się zdobywa granty naukowe, mam wystarczająco znajomości, aby obsadzić kadrę osobami, które nie będą robiły im wody z mózgu, ani oszukiwały, zachowywały pewne mądrości dla siebie, aby młodsi i zdolniejsi nie wytrącili im z rąk tak skrzętnie skrywanych wpływów. – Mówił i mówił, a nogi ich niosły do stolika na środku pustego miejsca, zionącego echem przeszłości. Nie było tu niczego, oprócz młodzieńczych marzeń Dolohova. – To miałoby być serce tego miejsca. Ogród w sercu instytutu, otoczony tym krużgankiem, z wnoszącymi się w górze balkonami z biblioteki, pokoju wspólnego. Kiedy widzę to oczyma wyobraźni, nie widzę jeszcze konkretów, ale w widzę, czuję... Spokój. Widzę spokój biblioteki – tu wskazał na jedno ze skrzydeł, które z pewnością dałby radę w dużej mierze zapełnić własnymi kolekcjami – i studentów kartkujących opasłe tomiszcza w otoczeniu zieleni.
Szedł, aż się nie zatrzymał przy jednym z dwóch krzeseł. Na dębowym blacie znajdowały się dwa obiady, dwa napoje, świeca, której delikatny płomień migotał na powoli zrywającym się, niespodziewanym dzisiaj wietrze. Pogoda miała być inna. Żaden z nich nie przewidział, że delikatny chłód niósł nad ich głowy ciężkie chmury pełne zaklętego popiołu.
– Spokój – powtórzył. To musiało być dla niego ważne.
To było coś, czego Dolohov w swoim życiu nie doświadczył.
– Chcę, żeby ludzie czuli się w tym miejscu bezpieczni. Daleko od polityki. Po prostu nauka. No... Może nie tylko nauka, nie bez powodu uparłem się, żeby znaleźć budynek w Londynie...
Widać było, że zaczyna chodzić po grząskim gruncie, a może i nawet brodził już w bagnie swojej misji. Nie dało się stworzyć miejsca, które stanowiłoby mikroświat pozbawiony wykluczeń w rzeczywistości usłanej nienawiścią, ale jeżeli ktoś miał wierzyć, że zbuduje to swoimi rękoma, któż inny jeśli nie on? Uwielbiano mu przecież mówić, że coś nie ma prawa się udać, a on raz za razem przekraczał granice własnych i cudzych oczekiwań. Biła od niego nieokiełznana energia mistrza materializacji – jego droga życia w połączeniu ze słońcem w wodniku czyniła go liderem rewolucji i organizatorem nowych porządków. Możliwe, że by się stał jeszcze większym cudotwórcą, gdyby nie poszukiwał ideałów niemal wyłącznie we własnych kompleksach.
with all due respect, which is none