04.06.2025, 16:41 ✶
Hannibal parsknął na widok Baldwina, niewiele mniej zmarnowanego, niż on sam, a zaraz potem skrzywił się boleśnie, ugodzony w sam mózg hałasami. Malfoy był czysty, ale za to bardziej skacowany i najwyraźniej pobity. Nie wydawał się jednak tym szczególnie martwić. Ciekawe, co zrobimy, jak będziesz musiał wyjść na scenę, pomyślał Selwyn z uczciwą ciekawością.
- Nie chcesz chujoświeczek, tak? Ja bym na twoim miejscu rozważył - wychrypiał opierając się przedramieniem o futrynę,rozbawiony mimo, albo może właśnie z powodu swojego żałosnego położenia. To było najwyraźniej teraz jego życie - mieszkanie we wnętrzu pieca i żebranie o prysznic u kolegów z pracy. A ojciec mówił, żeby nie uciekać z lekcji, bo do niczego nie dojdzie.
- Wyglądasz, jakby ci ktoś zafundował budżetową wersję usług Potterów, być może te świeczki to jedyne, na czym będziesz musiał polegać z taką gębą… - kontynuował jakże dowcipnie, taksując wzrokiem Baldwina. Efekt zepsuło nieco kaszlnięcie, które szarpnęło nim chwilę później, powodując ostry ból w płucach w dodatku do lżejszego, będącego już właściwie znajomym tłem, pieczenia poparzonej skóry na piersi. Będzie trzeba jakiś eliksir na to ogarnąć.
Starając się niczego nie dotykać, wszedł do mieszkania - trochę zrujnowanego, ale wciąż w lepszym stanie, niż jego własne, mimo, że przeciąg z rozbitego okna trzaskał drzwiami, a szczur wyjadał resztki krakersów ze stołu.
- Nie mam nic, nawet przysmaki Arabeski są w sadzy! - powiedział przepraszająco, wyciągając palce do zwierzaka. Rosalinda, ledwo zwęszyła niewątpliwą obecność sił nieczystych w czarnym brudzie na jego skórze, ofuknęła go z obrzydzeniem. Do jej właściciela dodał:- Tak, kawy, jajecznicy… i łazienki, jakbym mógł, bo Scarlett mnie tak samo urządzi, jak jej nabrudzę tutaj - wskazał głową na pokiereszowaną twarz Baldwina - Mieszkanie mi uwaliło w sadzy, wszystko mam czarne, nawet ciuchy w szafie, nie da się tego zmyć! - pożalił się. Nie wspominając już o tym, że spać nie można, dodał w myślach na widok fragmentu rozgrzebanego barłogu, jaki można było dostrzec przez drzwi sypialni. Stłumił ziewnięcie.
- Dobrze, że nie spłonęliście - westchnął z rezygnacją. Czy to będzie od teraz nowa zwyczajowa formułka powitalna czarodziejów?