• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[12.09.1972] No one here gets out alive. | Romulus, Benjy i Prue

[12.09.1972] No one here gets out alive. | Romulus, Benjy i Prue
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#10
04.06.2025, 16:49  ✶  

Nie musiałem się starać, żeby mnie nie zauważyli. To nie była kwestia umiejętności, a raczej mojego naturalnego stanu - bycia częścią otoczenia, elementem pejzażu, który się nie rzucał w oczy, bo istniał dokładnie tam, gdzie powinien. Nie musiałem się wstrzymywać oddechu ani zastygać w teatralnych pozach - po prostu stałem, jak stoją drzewa albo głazy, które nikt nie pamięta, że są w tym miejscu, dopóki człowiek się o nie nie potknie albo nie zablokują mu drogi.Stałem bez ruchu przy starym pniu drzewa, z rękami luźno zwisającymi wzdłuż ciała i wzrokiem wbitym w spektakl, który rozgrywał się przede mną - w Prudence i Romulusa - przyglądałem się im chwilę, bardzo świadomie, bo takich chwilach można wyłapać wiele przydatnych detali - od tego, jak się trzymają, po to, jak stają względem siebie, kto kontroluje rozmowę, a kto się broni, kto ukrywa drżenie w głosie z obawy, a kto z wściekłości. Obserwowałem, tylko oczy poruszały mi się w oczodołach, wolno, z precyzją - raz patrzyłem na nią, raz na niego. Byłoby w tym coś perwersyjnie zabawnego, gdyby nie okoliczności.
Rodzinny talent do bycia niewidzialnym zadziałał jak zawsze - mógłbym stać tu jeszcze godzinę i nikt by mnie nie zauważył, ale godzina w głębokim, niepokojącym lesie, to czas, jaki daje się martwym, a ja miałem przy sobie dwoje ludzi, których nie zamierzałem grzebać. Musiałem spróbować przejąć kontrolę nad sytuacją, bo oboje znajdowali się na skraju szaleństwa - byli ostentacyjnie głośni, chaotyczni, nikt już nic nie kontrolował. Z powodzeniem mogli ściągnąć na siebie uwagę czegoś, czego byłoby lepiej nie przyciągać.
Ten dym - jeżyny i coś jeszcze, mdłe, duszne, wchodzące w zatoki, od czego kręciło mnie w nosie, krzywiłem się, starając się oddychać przez usta, ale to nic nie dawało. Ten zapach miał w sobie coś natrętnego, prawie obleśnego, co nie pasowało do sytuacji. Uniósłbym brew i to skomentował, gdybym nie był zbyt zajęty analizowaniem - coś się zmieniło, a może po prostu wyszło na wierzch.
Romulus podniósł się z ziemi z gracją człowieka, odgrywającego rolę młodego szlachcica, który przez przypadek obudził się na cudzej stercie siana. Jego ruchy miały coś wspólnego z teatrem - z przedstawieniem, ale tym źle wyreżyserowanym, pełnym przesadnych gestów, niepotrzebnych pauz i źle kładzionego nacisku na słowa. Z kolei Prudence… Prudence ruszyła w moją stronę, lecz nie do mnie, nie dostrzegła mnie, chociaż przeszła tuż obok, jakby wcale mnie tam nie było... I, co oczywiste, dla niej faktycznie nie istniałem, nie zauważyła mnie - oczywiście, że nie - ludzie nie widzą tego, czego nie spodziewają się zobaczyć. Przycupnęła tuż przy pniu, o który się opierałem, nieświadoma, że jej plecy niemal dotykają mojej nogi. To mnie rozbawiło, ale nie tak, żebym potrzebował się zaśmiać. Raczej parsknąłem wewnętrznie, cicho, a coś we mnie odnotowało, że świat potrafił jeszcze być odrobinę komiczny w tym swoim szaleństwie. Westchnąłem cicho, przez nos, nie za głośno - tylko na tyle, by dać upust zmęczeniu tym przedstawieniem.
Bletchley przycupnęła tuż przy mojej nodze, tak blisko, że gdybym tylko się pochylił, mógłbym przesunąć nosem po jej czubku głowy i powiedzieć coś bardzo jednoznacznego - gdybym chciał... Gdyby to był inny dzień i wszystko wokół nie drgało od dziwnego napięcia, które czułem pod skórą... Ale teraz nie chciałem zażyłości - chciałem odpowiedzi, i ciszy, przede wszystkim ciszy.
Zamiast tego były krzyki, fochy i dym... Cierpki i słodki... Papierosy i jeżyny - gryzące, słodkie, duszne powietrze - poczułem go intensywnie od Prue, znowu zakręciło mnie w nosie i nie mogłem się powstrzymać, żeby lekko się nie skrzywić. Przypominało to coś między perfumami, których używała stara ciotka Sylvia, a dymiącym, okadzonym drewnem naparem, jaki raz ktoś podał mi w Peru, jakiś lokalny szaman, mówiąc, że pomoże mi zasnąć. Nie pomógł... Halucynowałem potem przez dwie doby i rozmawiałem z własnymi tureckimi butami... Dosyć. Należało to przerwać.
- Pięknie się bawicie... - Mój głos był spokojny, niski - taki, jakim mówi się do ludzi, którzy zapomnieli, że nie są sami. Odezwałem się cicho, ale bez ostrzeżenia. Powiedziałem tylko tyle, żeby nie uznali mnie za zagrożenie i wiedzieli, że już tu jestem, nie, iż byłem tu od jakiegoś czasu. Po tych słowach wyszedłem z cienia, stając już nie za plecami, a obok Prudence - tak, jakby to była część naturalnego ruchu, jakbym stał tam od zawsze, tylko oni nie patrzyli we właściwą stronę. Wszedłem w rozmowę, jakby to była dyskusja, którą przerwałem tylko po to, by zrobić swoje za drzewem.
- Jeszli jus szię skończyliście nawzajem pszekszykiwaś, to mosze polosmawiamy, jak ludzie. - Dodałem, nie ruszając się ani o centymetr. - Albo chociasz, jak istoty losumne.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (4628), Pan Losu (69), Prudence Fenwick (2676), Romulus Potter (1773)




Wiadomości w tym wątku
[12.09.1972] No one here gets out alive. | Romulus, Benjy i Prue - przez Prudence Fenwick - 29.05.2025, 17:13
RE: [12.09.1972] No one here gets out alive. | Romulus, Benjy i Prue - przez Benjy Fenwick - 29.05.2025, 19:34
RE: [12.09.1972] No one here gets out alive. | Romulus, Benjy i Prue - przez Pan Losu - 29.05.2025, 19:34
RE: [12.09.1972] No one here gets out alive. | Romulus, Benjy i Prue - przez Romulus Potter - 30.05.2025, 10:47
RE: [12.09.1972] No one here gets out alive. | Romulus, Benjy i Prue - przez Pan Losu - 30.05.2025, 10:47
RE: [12.09.1972] No one here gets out alive. | Romulus, Benjy i Prue - przez Prudence Fenwick - 30.05.2025, 13:16
RE: [12.09.1972] No one here gets out alive. | Romulus, Benjy i Prue - przez Benjy Fenwick - 30.05.2025, 21:17
RE: [12.09.1972] No one here gets out alive. | Romulus, Benjy i Prue - przez Romulus Potter - 31.05.2025, 18:22
RE: [12.09.1972] No one here gets out alive. | Romulus, Benjy i Prue - przez Prudence Fenwick - 02.06.2025, 13:53
RE: [12.09.1972] No one here gets out alive. | Romulus, Benjy i Prue - przez Benjy Fenwick - 04.06.2025, 16:49
RE: [12.09.1972] No one here gets out alive. | Romulus, Benjy i Prue - przez Romulus Potter - 04.06.2025, 22:15
RE: [12.09.1972] No one here gets out alive. | Romulus, Benjy i Prue - przez Prudence Fenwick - 05.06.2025, 10:21
RE: [12.09.1972] No one here gets out alive. | Romulus, Benjy i Prue - przez Benjy Fenwick - 05.06.2025, 15:49

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa