04.06.2025, 17:31 ✶
Rozejrzała się zdezorientowana, gdy blondynka wspomniała coś o ladzie. Trochę była przyzwyczajona do sznakrania wszędzie, do mniejszej... sztywności w podejściu do klienta, ale w sumie już zdążyła zauważyć że w Anglii czy ogólnie w Europie różnie to bywało.
– Tak ja... przepraszam, tak już... – jej głos niemal brzmiał jak skamlenie. Nie chciała zezłościć pani Burke od progu, w końcu to w niej upatrywała swoje wybawienie.
Zamiast tego odrzuciła swój kaptur, ukazując burzę nieujarzmionych czarnych loków. Zsunęła z dłoni rękawiczki ukazujące skórę koloru kawy lekko pociągniętej tylko mlekiem i... spróbowała odetchnąć. Jej ubranie nie świadczyło o jakimś bogactwie. Wręcz przeciwnie - wyglądała jak średnio rozgarnięta łazęga. Zdecydowanie nowa na Nokturnie.
– To był mój amulet talizman który kiedyś dostałam od mojej matki ochronny taki ma ogromną wartość sentymentalną nie do podrobienia a ktoś, ktoś musiał mi go odciąć i zabrać! Było tam kilka kamyków, które wyglądały... bogaciej niż powinny, nie wiem czy to ma sens o i te nacięcia tutaj sugerują działania z premedytacją! Dwa znaki ochronne, kości surykatki i bawołu, kilka kamieni skupiających energię kreatywności i czerwona nić ochronna przed demonami a miałam ją od dzieciństwa! Miała pomóc osłonić mój dobytek przed kradzieżą i proszę! W każdym razie...– mówiła jak karabin i właśnie szczęśliwie wzięła głęboki oddech opadając po właściwej stronie lady. Bardzo dramatycznie. Twarz ukryła w dłoniach, oczy mimowolnie jej się zwilżyły. – Słyszałam, że jeśli coś zniknie tutaj to jest spora szansa, że pani no nie tyle wie kto to zniknął, ale gdzie to jest. – Nie wchodziła w detale, nie chciała zakładać że na przykład to miejsce to "pani magazyn". Zależało jej tylko na tym by odzyskać amulet. Już nawet nie chodziło o ochronę jej ukochanego worka w którym nosiła wszystko co posiadało. Wspomnienie matki było jednak zbyt żywe. Wciąż żywe. Boleśnie nieobecne w braku wisiorka... Nie żeby był to jedyny amulet, który od niej dostała, ale Keyleth podchodziła do tego inaczej.
– Tak ja... przepraszam, tak już... – jej głos niemal brzmiał jak skamlenie. Nie chciała zezłościć pani Burke od progu, w końcu to w niej upatrywała swoje wybawienie.
Zamiast tego odrzuciła swój kaptur, ukazując burzę nieujarzmionych czarnych loków. Zsunęła z dłoni rękawiczki ukazujące skórę koloru kawy lekko pociągniętej tylko mlekiem i... spróbowała odetchnąć. Jej ubranie nie świadczyło o jakimś bogactwie. Wręcz przeciwnie - wyglądała jak średnio rozgarnięta łazęga. Zdecydowanie nowa na Nokturnie.
– To był mój amulet talizman który kiedyś dostałam od mojej matki ochronny taki ma ogromną wartość sentymentalną nie do podrobienia a ktoś, ktoś musiał mi go odciąć i zabrać! Było tam kilka kamyków, które wyglądały... bogaciej niż powinny, nie wiem czy to ma sens o i te nacięcia tutaj sugerują działania z premedytacją! Dwa znaki ochronne, kości surykatki i bawołu, kilka kamieni skupiających energię kreatywności i czerwona nić ochronna przed demonami a miałam ją od dzieciństwa! Miała pomóc osłonić mój dobytek przed kradzieżą i proszę! W każdym razie...– mówiła jak karabin i właśnie szczęśliwie wzięła głęboki oddech opadając po właściwej stronie lady. Bardzo dramatycznie. Twarz ukryła w dłoniach, oczy mimowolnie jej się zwilżyły. – Słyszałam, że jeśli coś zniknie tutaj to jest spora szansa, że pani no nie tyle wie kto to zniknął, ale gdzie to jest. – Nie wchodziła w detale, nie chciała zakładać że na przykład to miejsce to "pani magazyn". Zależało jej tylko na tym by odzyskać amulet. Już nawet nie chodziło o ochronę jej ukochanego worka w którym nosiła wszystko co posiadało. Wspomnienie matki było jednak zbyt żywe. Wciąż żywe. Boleśnie nieobecne w braku wisiorka... Nie żeby był to jedyny amulet, który od niej dostała, ale Keyleth podchodziła do tego inaczej.