05.06.2025, 23:47 ✶
Jedno spojrzenie na spłoszoną Puchonkę powiedziało Tessie naprawdę wiele. Widziała w niej siebie, ale jeszcze z pierwszych, szkolnych lat, kiedy to jej wrzucano żaby za kołnierze i oblewano mundurki nieudanymi wywarami z lekcji eliksirów. Nie mogła pozwolić na takie traktowanie, nawet jeśli znajdowały się po przeciwnej stronie barykady. Czyli w innym domu. Ktoś kilka razy wspominał jej, że w swoich zielonych barwach zachowywała się czasami bardzo gryfońsko. Może i była to prawda? To nie było tak, że każdy z nich był całkowicie Ślizgonem, a ktoś inny siedział zamknięty w swojej krukońskiej wieży i czytał ciągle książki, i pisał pięć rolek na zaliczenie z Historii Magii.
— Spoko, nie ma sprawy — odparła od razu, zbywając jej słowa olewczym ruchem dłoni. Bo to naprawdę nie było wiele. Nigdy nie rozumiała skąd w innych dzieciakach tyle nienawiści i uprzedzeń. Oczywiście, wiadomo, czystokrwiści rodzice tłukli im do łbów swoje własne ideologie, ale nie mieli na tyle pojemnych mózgów na wykreowanie własnego zdania?
— Jolene? — powtórzyła, aby przy okazji postarać się ukryć rumieniec, który zręcznie rozlał się od jej policzków na kark i uszy. Nie ma co, musiała być sławna w całej szkole.
Czasami naprawdę nienawidziła swojej rodziny.
— Miło mi poznać, Jo!
Uśmiechnęła się rozbrajająco, a potem zwyczajnie ją uścisnęła. Zaraz jednak odsunęła się i spąsowiała jeszcze bardziej.
— Wybacz, trochę mnie poniosło — odchrząknęła, odwracając spojrzenie. — Odprowadzę Cię może do dormitorium, co? Mamy po drodze do siebie. O, właśnie! Czym zaczynasz w czwartek? Ja mam Zielarstwo, ale zastanawiam się czy sobie nie odpuścić. Jeśli chcesz możemy zjeść razem śniadanie.
I wyszły razem z szatni, rozmawiając przez całe błonia, aż nie pożegnały się pod beczką, która prowadziła do pokoju wspólnego Puchonów. Następnego ranka Tessa czekała na nią w tym samym miejscu, chociaż zarzekała się, że akurat musiała zawiązać sobie buta w tym miejscu i jak już tutaj stała, to w sumie mogła na nią poczekać. W ogóle na nią nie czekała. Ani trochę!
— Spoko, nie ma sprawy — odparła od razu, zbywając jej słowa olewczym ruchem dłoni. Bo to naprawdę nie było wiele. Nigdy nie rozumiała skąd w innych dzieciakach tyle nienawiści i uprzedzeń. Oczywiście, wiadomo, czystokrwiści rodzice tłukli im do łbów swoje własne ideologie, ale nie mieli na tyle pojemnych mózgów na wykreowanie własnego zdania?
— Jolene? — powtórzyła, aby przy okazji postarać się ukryć rumieniec, który zręcznie rozlał się od jej policzków na kark i uszy. Nie ma co, musiała być sławna w całej szkole.
Czasami naprawdę nienawidziła swojej rodziny.
— Miło mi poznać, Jo!
Uśmiechnęła się rozbrajająco, a potem zwyczajnie ją uścisnęła. Zaraz jednak odsunęła się i spąsowiała jeszcze bardziej.
— Wybacz, trochę mnie poniosło — odchrząknęła, odwracając spojrzenie. — Odprowadzę Cię może do dormitorium, co? Mamy po drodze do siebie. O, właśnie! Czym zaczynasz w czwartek? Ja mam Zielarstwo, ale zastanawiam się czy sobie nie odpuścić. Jeśli chcesz możemy zjeść razem śniadanie.
I wyszły razem z szatni, rozmawiając przez całe błonia, aż nie pożegnały się pod beczką, która prowadziła do pokoju wspólnego Puchonów. Następnego ranka Tessa czekała na nią w tym samym miejscu, chociaż zarzekała się, że akurat musiała zawiązać sobie buta w tym miejscu i jak już tutaj stała, to w sumie mogła na nią poczekać. W ogóle na nią nie czekała. Ani trochę!
Koniec sesji
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you