06.06.2025, 11:26 ✶
Cathal nigdy nie był nieśmiałym mężczyzną, podszczypywania ze strony Ginny nijak więc go nie zbijały go z pantałyku, a chociaż nigdy nie podrywał jej ze szczególnym zaangażowaniem – w Peru odkrył, że związki w pracy bywają trudne – bywało, że je odwzajemniał. Wszak jego pytanie do niej jak najbardziej podpadało pod kategorię w pełni świadomej prowokacji, odpowiedź więc nie dziwiła, a i mruganie okiem rzeczywiście by nie zdziwiło. Ona jednak musiała zająć się nogą pracownika, a on pieczęciami… które parę sekund później wysadziły go w powietrze.
Na moment przed tym, jak doszło do błysków i widowiskowego lotu w powietrzu, Tim gorliwie pokiwał głową na polecenie medyczki, i machnął różdżką, by wyczarować nosze. Wyciąganie rannego w jego wykonaniu wyglądało trochę groteskowo, bo starał się wydobyć rannego bezpiecznie, ale jednocześnie też za bardzo na niego nie patrzeć, a potem, kiedy doszło do wybuchu, kwiknął i nie wiedzieć czemu obrócił się wokół własnej osi, przez to nieprzytomny mężczyzna na noszach też zawirował. A potem Tim zamarł, jakby niepewny, co robić dalej – na całe szczęście, okrzyk McGonagall dość jasno wskazywał, co ma robić, mężczyzna odbiegł więc po prostu, prowadząc za sobą nosze, a w tym czasie inny pracownik pomagał odejść temu, którego wcześniej wyciągnięto z dziury.
Cathal Shafiq leżał sobie w tym czasie, wpatrując się w niebo, czując chłodne krople na twarzy, póki widoku nie przysłoniła mu twarz Ginny. Miał rozbity nos i poharataną wargę, ślady po wcześniejszym upadku, twarz, jasne włosy i ubranie ogólnie brudne, a rękę trochę poparzoną – zapewne efekt wybuchu, do którego doszło, kiedy usiłował prowizorycznie naprawić pieczecie. Nie czuł jeszcze w pełni bólu, wciąż oszołomiony, chociaż powoli jego kręgosłup zaczynał powoli sygnalizować, jak bardzo jest oburzony takim traktowaniem.
Zwrócił spojrzenie niebieskich oczu na kobietę, nawiedzony absurdalną myślą, że dobrze, że nie ma tu przynajmniej jeszcze Nell i Lety, bo wtedy to chyba pozostałoby mu błagać, żeby go dobiły.
– Jaki Cathal? – spytał, z niewzruszonym wyrazem twarzy, może w przypływie jakiegoś szczeniackiego poczucia humoru, a potem bardzo powoli spróbował usiąść i syknął, sięgając dłonią do pleców.
Na moment przed tym, jak doszło do błysków i widowiskowego lotu w powietrzu, Tim gorliwie pokiwał głową na polecenie medyczki, i machnął różdżką, by wyczarować nosze. Wyciąganie rannego w jego wykonaniu wyglądało trochę groteskowo, bo starał się wydobyć rannego bezpiecznie, ale jednocześnie też za bardzo na niego nie patrzeć, a potem, kiedy doszło do wybuchu, kwiknął i nie wiedzieć czemu obrócił się wokół własnej osi, przez to nieprzytomny mężczyzna na noszach też zawirował. A potem Tim zamarł, jakby niepewny, co robić dalej – na całe szczęście, okrzyk McGonagall dość jasno wskazywał, co ma robić, mężczyzna odbiegł więc po prostu, prowadząc za sobą nosze, a w tym czasie inny pracownik pomagał odejść temu, którego wcześniej wyciągnięto z dziury.
Cathal Shafiq leżał sobie w tym czasie, wpatrując się w niebo, czując chłodne krople na twarzy, póki widoku nie przysłoniła mu twarz Ginny. Miał rozbity nos i poharataną wargę, ślady po wcześniejszym upadku, twarz, jasne włosy i ubranie ogólnie brudne, a rękę trochę poparzoną – zapewne efekt wybuchu, do którego doszło, kiedy usiłował prowizorycznie naprawić pieczecie. Nie czuł jeszcze w pełni bólu, wciąż oszołomiony, chociaż powoli jego kręgosłup zaczynał powoli sygnalizować, jak bardzo jest oburzony takim traktowaniem.
Zwrócił spojrzenie niebieskich oczu na kobietę, nawiedzony absurdalną myślą, że dobrze, że nie ma tu przynajmniej jeszcze Nell i Lety, bo wtedy to chyba pozostałoby mu błagać, żeby go dobiły.
– Jaki Cathal? – spytał, z niewzruszonym wyrazem twarzy, może w przypływie jakiegoś szczeniackiego poczucia humoru, a potem bardzo powoli spróbował usiąść i syknął, sięgając dłonią do pleców.