06.06.2025, 18:34 ✶
– Co ty, chory jesteś? Ja nie będę sprzątał, tylko skrzat. Ja muszę oszczędzać swoje ręce na pisanie i tworzenie jezior – stwierdziłem, ale mimo wszystko nie zamierzałem odpuścić sobie śniadania. To była świętość. Jeśli chciał, żebym szybciej wszystkim się zajął... Nie, i tak bym nie wstał wcześniej.
– I zważ, że późno poszedłem spać, że przeżyłem wczoraj niewyobrażalną traumę, a jeszcze Benjy zarządził spanie w lesie. W LESIE, rozumiesz, Ambroise?! W prawdziwym lesie – powtórzyłem, przypominając sobie ten dramat, ten realny koszmar. Okrutne bywały ścieżki losu, ale okazałem się silny. Przetrwałem to, niezależnie od tego, jak ciężko i nieludzko tam było.
W międzyczasie skrzat przyniósł mi śniadanie do łóżka, więc zacząłem konsumować, proponując również Ambrożemu.
– Zjem nieco szybciej, ale zjeść muszę i kropka. Nie będę się mógł skupić, jeśli nie zjem. Jedzenie to świętość – stwierdziłem, bo potrzebowałem jeść. Dużo. Najwyraźniej za gigantycznym wzrostem szła szybsza przemiana materii. I wczoraj również mało jadłem. Potrzebowałem się nasycić. – I bobry, tak, zrozumiałem. Tylko powiedz, jak niby mam je ujarzmić? Nie dadzą się hipnozie. To zwierzęta. Byłby nam potrzebny ekspert od zaklęć niewybaczalnych albo co... Ale myślę, że to już gruba przesada – stwierdziłem, wzdrygając się. Kiedyś mi się śniło – jeden z tych najgorszych snów – że byłem pod wpływem imperiusa. Nie polecałem nikomu. Nie mogłem się ruszyć, a jednak robiłem rzeczy, których nie chciałem robić. Jak choćby sprzątanie.
Wzdrygnąłem się na tę myśl, ale odgoniłem ją czym prędzej. Skupiłem się na zajadaniu się croissantem. Również czekoladką. Popijałem kawkę. Byłbym w siódmym niebie, gdyby nie ambroise’owa aura spoceńca. Mieliśmy czas. Osiem godzin to fura czasu. Bobry ogarnie nam skrzat, sprzątanie mojej sypialni również. My ogarniemy jezioro, a Benek pewnie zajmie się ogniskiem. Muszę mu wspomnieć, żeby zrobił wystarczająco duże, by wrzucić do niego Prudence, a potem... Potem już popłyniemy. Zaraz popłyniemy, bo jednak nie mogłem się tak bardzo doczekać tworzenia jeziora, że wciągnąłem to śniadanie nie po szlachecku. Wieśniak, ale zapalony wieśniak z czystą krwią.
– Kurde, Ambroise. Przebieram się i wychodzimy, a ty, skrzacie, załatw nam bobry i pamiętaj posprzątać sypialnię – rzuciłem, po czym zająłem się na szybko garderobą. Miałem przygotowane już dawno zestawy na wiejski plener, więc poszło nader sprawnie. Mój przyjaciel nie miał co narzekać. Wręcz, jak na Pottera, ekspresowo. Nie poprawiałem nic ze swoją twarzą i nawet nie bawiłem się w poranną toaletę z filtrowaną wodą. Chciałem tworzyć własną wodę.
– I zważ, że późno poszedłem spać, że przeżyłem wczoraj niewyobrażalną traumę, a jeszcze Benjy zarządził spanie w lesie. W LESIE, rozumiesz, Ambroise?! W prawdziwym lesie – powtórzyłem, przypominając sobie ten dramat, ten realny koszmar. Okrutne bywały ścieżki losu, ale okazałem się silny. Przetrwałem to, niezależnie od tego, jak ciężko i nieludzko tam było.
W międzyczasie skrzat przyniósł mi śniadanie do łóżka, więc zacząłem konsumować, proponując również Ambrożemu.
– Zjem nieco szybciej, ale zjeść muszę i kropka. Nie będę się mógł skupić, jeśli nie zjem. Jedzenie to świętość – stwierdziłem, bo potrzebowałem jeść. Dużo. Najwyraźniej za gigantycznym wzrostem szła szybsza przemiana materii. I wczoraj również mało jadłem. Potrzebowałem się nasycić. – I bobry, tak, zrozumiałem. Tylko powiedz, jak niby mam je ujarzmić? Nie dadzą się hipnozie. To zwierzęta. Byłby nam potrzebny ekspert od zaklęć niewybaczalnych albo co... Ale myślę, że to już gruba przesada – stwierdziłem, wzdrygając się. Kiedyś mi się śniło – jeden z tych najgorszych snów – że byłem pod wpływem imperiusa. Nie polecałem nikomu. Nie mogłem się ruszyć, a jednak robiłem rzeczy, których nie chciałem robić. Jak choćby sprzątanie.
Wzdrygnąłem się na tę myśl, ale odgoniłem ją czym prędzej. Skupiłem się na zajadaniu się croissantem. Również czekoladką. Popijałem kawkę. Byłbym w siódmym niebie, gdyby nie ambroise’owa aura spoceńca. Mieliśmy czas. Osiem godzin to fura czasu. Bobry ogarnie nam skrzat, sprzątanie mojej sypialni również. My ogarniemy jezioro, a Benek pewnie zajmie się ogniskiem. Muszę mu wspomnieć, żeby zrobił wystarczająco duże, by wrzucić do niego Prudence, a potem... Potem już popłyniemy. Zaraz popłyniemy, bo jednak nie mogłem się tak bardzo doczekać tworzenia jeziora, że wciągnąłem to śniadanie nie po szlachecku. Wieśniak, ale zapalony wieśniak z czystą krwią.
– Kurde, Ambroise. Przebieram się i wychodzimy, a ty, skrzacie, załatw nam bobry i pamiętaj posprzątać sypialnię – rzuciłem, po czym zająłem się na szybko garderobą. Miałem przygotowane już dawno zestawy na wiejski plener, więc poszło nader sprawnie. Mój przyjaciel nie miał co narzekać. Wręcz, jak na Pottera, ekspresowo. Nie poprawiałem nic ze swoją twarzą i nawet nie bawiłem się w poranną toaletę z filtrowaną wodą. Chciałem tworzyć własną wodę.
Koniec sesji