Miała świadomość, że nie dla wszystkich może być takie proste oddawanie swojego losu przypadkowi. Całkiem łatwo było wymigiwać się przeznaczeniem, szukanie czegoś, co było odpowiedzialne za to, jak wyglądało życie. Dużo trudniej, przynajmniej w jej oczach było twierdzić, że jest się kowalem własnego losu. Czasem przecież była to chwila, instynkt, taka, a nie inna decyzja. Wiele razy bowiem zastanawiała się przecież, co by było gdyby. Nie mogła tego sprawdzić, nie dało się tego zrobić, nigdy nie można było mieć pewności, że decyzja, która została podjęta jest właściwa, nie można było przewidzieć konsekwencji. Branie odpowiedzialności w swoje własne ręce wydawało się być przynajmniej w jej oczach pewną dojrzałością, a może i sceptycyzmem. Obwinianiem siebie za swoje błędy? Nie do końca umiała to stwierdzić. Nie zamierzała negować jego zdania, zdawała sobie sprawę z tego, że każdy wybierał inną drogę, przeżywał zupełnie coś innego i to go kształtowało. Poglądy o tym nie brały się znikąd.
Nie chciała narzucać swojego zdania, sugerować mu tego, żeby spojrzał na sprawę inaczej, po prostu podzieliła się swoją opinią, nieco mniej pesymistyczną, czy tam realistyczną, jak zwał tak zwał.
Powrót i otwieranie drzwi, też było poniekąd tylko i wyłącznie decydowaniem o swoim losie. Tak, coś skłoniło go do tego, aby tutaj wrócić, zrobił to akurat w tym momencie, może tak czuł, może akurat w tej chwili chciał sprawdzić, czy jeszcze coś na niego czeka. Nie była w stanie się postawić w sytuacji mężczyzny, ona nigdy nie miałaby tyle odwagi, aby rzucić wszystko w pizdu i wyjechać nie wiadomo gdzie, dlatego też dość ciężko jej było zrozumieć to, co przeżywał.
- Zdaję sobie sprawę, że przeznaczenie może być tylko i wyłącznie wymówką, która sugeruje, że sprawy toczą się same. Nie do końca też tak to widzę. Nie uważam, że wszystko jest dziełem przypadku, wiesz? - Na chwilę zawiesiła wzrok na jego twarzy, próbowała ubrać swoje myśli w słowa, ale szło jej to raczej dość topornie. - Każdy podejmuje jakieś decyzje, które prowadzą go w pewne miejsca, jednak czasem jesteśmy tak blisko podjęcia innych decyzji, a coś jednak powoduje, że postępujemy tak, a nie inaczej. - Może faktycznie chodziło tylko o to kim są, czego naprawdę pragną i nie warto było w to mieszać żadnych sił wyższych? Mimo wszystko miała o tym nieco odmienne zdanie, może ze względu na to, że widziała więcej, czuła pewien zew, nie wszystko wydawało jej się być namacalne. Niby była dość racjonalnym człowiekiem, ale jednak sporo się w życiu napatrzyła na rzeczy, które nie powinny być możliwe, a jednak były. Ludzie byli poniekąd jak liście niesione na wietrze, nie mają pojęcia, co zdarzy się za chwilę, kto pojawi się na ich drodze, ani, czy sami zaraz nie wyruszą w przeciwnym kierunku. Niby każdy był odpowiedzialny za swój własny los, ale czy do końca, czy w stu procentach? Wszystko zależało od punktu widzenia i od nastawienia, chyba?
Nie mieli przecież wpływu na decyzje innych osób, a one mogły również zmieniać ich własny los, to był dość skomplikowany temat i miała wrażenie, że można by o tym było dyskutować do wieczora, a może i dłużej, wyciągać kolejne argumenty za jedną albo drugą wersją. Sama przecież była gdzieś pomiędzy, wierzyła w to, że ponosili pewną odpowiedzialność za to, co ich spotykało, ale częściowo to zawsze było poza nimi.
- Nawet pustka, może być znajoma, ta sama, to już jest coś. - Wszystko zależy od oczekiwań. Nie dało się wrócić do czegoś, co już dawno nie istniało, ale można było znaleźć coś innego w tym znajomym świecie. Wracać do miejsc, które niosły ze sobą pewne wspomnienia, doświadczenia, próbować uchwycić w nich coś, by choć przez chwilę poczuć jakąś więź ze światem. Nie dało się ciągle uciekać przed tym, co było. Zresztą, czy to nie tak, że bywały momenty, kiedy chcąc nie chcąc wracało się do tego, co już nigdy nie miało mieć racji bytu. Można było wrócić, nawet tylko po to przejść przez te drzwi, aby upewnić się, że to wyobrażenie nie miało sensu. To mogło zaboleć, ale było potrzebne, do zamknięcia, czy tam rozpoczęcia nowego etapu w swoim życiu. Punkt widzenia zależał od doświadczenia, od oczekiwań, nie miała pojęcia dlaczego Benjy postanowił pojawić się tutaj akurat teraz. Miała jednak nadzieję, że uzyska to, czego potrzebował.
Na pewno szukał odpowiedzi. Nie pojawił się tutaj bez powodu, spędził tutaj sporą część swojego życia. Miała wrażenie, że nie do końca jest zadowolony z tego, co zastał na miejscu. Rozczarowanie bywało okropnym uczuciem, trudno sobie było z nim poradzić, właśnie dlatego lepiej było nie mieć żadnych oczekiwań, wtedy było dużo prościej.
- i tak, rozumiem to, chyba nawet dużo bardziej, niż bym chciała. - Sama przecież ledwie egzystowała od jakiegoś czasu. Próbowała jakoś sobie radzić, jednak było to dość problematyczne. Znalazła swój sposób na przetrwanie, wykreowała pewną wersję siebie, która dla wszystkich była znajoma, ale ona sama trochę nie do końca w nią wierzyła. Dlaczego? Bo tak było wygodniej, bo chciała przetrwać, nie miała zamiaru zaczynać wszystkiego od nowa. W jej przypadku to było całkiem wygodne, drzwi się zamknęły, nie trzeba było do nich wracać, nie trzeba było przez nie przechodzić, zamiast tego znalazła inne, weszła do środka i postanowiła zostać, chociaż nie do końca to do niej pasowało.
- Trudno jest mi się postawić w Twojej sytuacji, bo jednak podjąłeś dość wiążącą decyzję, ale wydaje mi się, że są tutaj ludzie którym na Tobie zależy. - Tyle mogła stwierdzić będąc tylko i wyłącznie obserwatorem. Nie do końca miała świadomość, jak wygląda sytuacja od wewnątrz, jednak był tutaj, to oznaczało, że jego przyjaciele nie mieli problemu z tym, aby przyjąć go do siebie, nie zapomnieli o jego istnieniu. Nie każdy postąpiłby w ten sposób, szczególnie w przypadku osób o ich pochodzeniu, ale jednak nadal chcieli go mieć blisko siebie, to o czymś świadczyło, może nie powinna tak łatwo wydawać swojej opinii, ale wydawało jej się to dość oczywiste. Ich więź była naprawdę silna, może Benjy potrzebował nieco więcej czasu aby się w tym upewnić?
Oczywiście miał prawo czuć się nieswojo, bo bardzo trudno było wrócić do tego, co było kiedyś, zwłaszcza, że minęło tyle lat, jednak może warto było dać temu szansę. Nie zamierzała jednak mu niczego sugerować, to były jego odczucia, jego decyzje, jego przyszłość, a właściwie to też teraźniejszość, w której mu towarzyszyła, chociaż nigdy wcześniej nie była dla niego kimś, a teraz siedziała z nim w tej kawiarni, która niosła ze sobą jakieś wspomnienia, która z czymś mu się kojarzyła. Nie czuła żadnego ciężaru z tym związanego, może powinna mieć wrażenie, że jest intruzem w jego świecie? Nie wydawało jej się to jednak zbyt logiczne, sam ją do niego wpuścił i chciała w nim pozostać chociaż przez te kilka dni o których mówili, miała wrażenie, że może z tego wyciągnąć więcej, niż jej się na początku wydawało, nawet jeśli zupełnie nie o to chodziło.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control