07.06.2025, 14:09 ✶
— Woody? Ale… Ten sam Woody? — Julian Bletchley uniósł brwi, a zmarszczka przecięła jego czoło. — Millie kochana, co on ma wspólnego z tym wszystkim? — odpowiedź kobiety jednakże średnio miała mu pomóc zrozumieć, jakim cudem jego stary kompan od mordobicia i piwa nagle stał się punktem odniesienia w rozmowie o operacyjnej logistyce działalności BUM-u. — O kim mówisz? Kto dowodzi czym? Co wiesz, a czego ja nie wiem? — słowa wypadały z jego ust szybko i może dobrze, bo nie było już czasu na ceregiele. — Jeśli dzieje się coś większego, muszę to wiedzieć — dodał, po chwili jednak zamilkł zmuszony przez przestrzeń, którą Moody zrobiła. Zsunął się o pół kroku w bok, spojrzał ponownie na nią. Wydawała się rozemocjonowana, zasapana i mówiła dalej i prędko. Przypominało mu to trochę panikę pod przykrywką działania. Dlaczego odnosił wrażenie, że nie chodziło jej już o strategie i porządek w Ministerstwie?
,,Kto będzie na mnie pomstował za upijanie córki?” on również spróbował się uśmiechnąć, więc półuśmiech wyszedł na taki zawieszony między winą a desperacją. Córka — zakotwiczyło się w jego umyśle. Od zmierzchu jej szukał. Całe to bieganie, krzyki, rozkazy i zaklęcia, wszystko i tak sprowadzało się do jednego pytania: gdzie ona jest?, i do jednej odpowiedzi, której bał się usłyszeć od każdej kolejnej osoby. Auror zmartwił bardziej się, kiedy nie odpowiedziała na jego pytanie. Zamilkła nagle, ktoś odciął jej głos z zewnątrz.
— Jaka moneta? Jaka kaczka? Millie? — własne zdania brzmiały absurdalnie w jego ustach, ale spytał łagodnie, mimo że wewnętrzny spokój skruszył się już wieki temu. Na to również nie odpowiedziała i zamiast tego po prostu odbiegła. W jednej chwili jej buty uderzyły o bruk, w drugiej już skręcała za róg. Julek wypuścił powietrze z westchnieniem. — Nawet ci nie podziękowałem… — powiedział tylko cicho.
Tylko niech pani nie da się zabić, panno Trelawney, pomyślał. Jeszcze zdąży mu dopiec na grillu w jego ogrodzie. Wtedy… Wtedy nie będzie już żadnych szlabanów. Dla nikogo, a kiedy wszystko się skończy, zaprosi ich wszystkich. Młodych brygadzistów. Będzie Millie i Hestia, dopyta o co chodziło z Woody’im. Wszyscy przyjdą. Nawet jeśli nie byli rodziną z krwi, to będą rodziną z wyboru. Zresztą, jeśli Jo miała kiedyś jakieś marzenie, to właśnie takie. O stole, przy którym nikt nie musiał być doskonały, aby być potrzebny. On jakoś to wszystko skleci.
,,Kto będzie na mnie pomstował za upijanie córki?” on również spróbował się uśmiechnąć, więc półuśmiech wyszedł na taki zawieszony między winą a desperacją. Córka — zakotwiczyło się w jego umyśle. Od zmierzchu jej szukał. Całe to bieganie, krzyki, rozkazy i zaklęcia, wszystko i tak sprowadzało się do jednego pytania: gdzie ona jest?, i do jednej odpowiedzi, której bał się usłyszeć od każdej kolejnej osoby. Auror zmartwił bardziej się, kiedy nie odpowiedziała na jego pytanie. Zamilkła nagle, ktoś odciął jej głos z zewnątrz.
— Jaka moneta? Jaka kaczka? Millie? — własne zdania brzmiały absurdalnie w jego ustach, ale spytał łagodnie, mimo że wewnętrzny spokój skruszył się już wieki temu. Na to również nie odpowiedziała i zamiast tego po prostu odbiegła. W jednej chwili jej buty uderzyły o bruk, w drugiej już skręcała za róg. Julek wypuścił powietrze z westchnieniem. — Nawet ci nie podziękowałem… — powiedział tylko cicho.
Tylko niech pani nie da się zabić, panno Trelawney, pomyślał. Jeszcze zdąży mu dopiec na grillu w jego ogrodzie. Wtedy… Wtedy nie będzie już żadnych szlabanów. Dla nikogo, a kiedy wszystko się skończy, zaprosi ich wszystkich. Młodych brygadzistów. Będzie Millie i Hestia, dopyta o co chodziło z Woody’im. Wszyscy przyjdą. Nawet jeśli nie byli rodziną z krwi, to będą rodziną z wyboru. Zresztą, jeśli Jo miała kiedyś jakieś marzenie, to właśnie takie. O stole, przy którym nikt nie musiał być doskonały, aby być potrzebny. On jakoś to wszystko skleci.
Koniec sesji