07.06.2025, 19:41 ✶
Bohaterowie jego zdjęć tak dobrze sobie radzili, że nawet nie czuł potrzeby, by im pomagać. A zresztą, co on mógł hipotetycznie zrobić? Nie bez powodu nie zdał Owutemów. A może w przyszłości mógł poprosić Selwyna o lekcję magii kształtowania? Zaklęcia wychodziiły mu nienagannie, już dawno Henry nie widział, by ktoś tak dobrze wyczarowywał wodę. Oczywiście nie sądził, by Selwyn znalazł dla niego kiedykolwiek czas. Był to zarobiony człowiek, jeden z tych ważniejszych w Ministerstwie. Taki, który nie zawracał sobie głowy biednymi chłopakami, którzy nawet nie mieli potencjału czarodziejskiego.
Okej, pojawił się samokrytycyzm, co znaczyło, że Henry padał z nóg. Ta noc była długa, a wręcz zdawała się nie kończyć. Minęła północ, to na pewno. Pojawiła się nawet w jego głowie myśl, że powinien był pójść spać o dziesiątej, bo przecież jutro praca. System tak pięknie go ukształtował, że nie był w stanie nie myśleć o pracy nawet, gdy całą noc mierzył się z permanentnym zagrożeniem życia i zdrowia. Może nadszedł czas, by wreszcie zostać prawdziwym komunistą?
Może kiedy indziej... Na razie trzeba było pracować.
Uchwycił całkiem niezły profil Morpheusa Longbottoma. A i Selwyn prezentował się na zdjęciach całkiem zacnie. Shafiq też, oblany farbą przypominającą krew, pomagał na fotografii potrzebującym cywilom. Nieważne były skutki nieudanego zaklęcia. Aparat pokazywał go jako altruistę zdeterminowanego, by pomóc matce i dziecku. Henry miał nadzieję, że równie mu zależało na tym, by wprowadzać prawo, które by chroniło tych ludzi. Takie działania u podstaw, w dzisiejszych czasach, stanowiły tak realnie jedynie maleńki odłamek tego, co ci ludzie mogli zrobić. A jak znajdowały się na zdjęciach, mogły budować zaufanie do ludzi, którzy... no właśnie? Co robili? Henry oczywiście nie miał na tyle siły i odwagi, by otwarcie przed tymi mężczyznami wyrazić własne poglądy. A może rzeczywiście mieli odrobinę dobrej woli? Może też chcieli naprawić ten rozbity na kawałki kraj?
Okej, pojawił się samokrytycyzm, co znaczyło, że Henry padał z nóg. Ta noc była długa, a wręcz zdawała się nie kończyć. Minęła północ, to na pewno. Pojawiła się nawet w jego głowie myśl, że powinien był pójść spać o dziesiątej, bo przecież jutro praca. System tak pięknie go ukształtował, że nie był w stanie nie myśleć o pracy nawet, gdy całą noc mierzył się z permanentnym zagrożeniem życia i zdrowia. Może nadszedł czas, by wreszcie zostać prawdziwym komunistą?
Może kiedy indziej... Na razie trzeba było pracować.
Uchwycił całkiem niezły profil Morpheusa Longbottoma. A i Selwyn prezentował się na zdjęciach całkiem zacnie. Shafiq też, oblany farbą przypominającą krew, pomagał na fotografii potrzebującym cywilom. Nieważne były skutki nieudanego zaklęcia. Aparat pokazywał go jako altruistę zdeterminowanego, by pomóc matce i dziecku. Henry miał nadzieję, że równie mu zależało na tym, by wprowadzać prawo, które by chroniło tych ludzi. Takie działania u podstaw, w dzisiejszych czasach, stanowiły tak realnie jedynie maleńki odłamek tego, co ci ludzie mogli zrobić. A jak znajdowały się na zdjęciach, mogły budować zaufanie do ludzi, którzy... no właśnie? Co robili? Henry oczywiście nie miał na tyle siły i odwagi, by otwarcie przed tymi mężczyznami wyrazić własne poglądy. A może rzeczywiście mieli odrobinę dobrej woli? Może też chcieli naprawić ten rozbity na kawałki kraj?