07.06.2025, 21:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.06.2025, 22:00 przez Ambroise Greengrass-Yaxley.)
Doskonale wiedział, kogo powinien poprosić o wsparcie w zakresie tworzenia wręcz idealnych warunków do podjęcia tego oficjalnego kroku. Czy tam do oficjalnego ruchu. Może nawet dupy, jak to usłużnie podpowiedział i określił Potter.
Jasne, w Exmoor znajdowały się praktycznie same genialne umysły. Najbardziej światli ludzie z ich rocznika, diamenty pokolenia (nawet jeśli w niektórych przypadkach nieoszlifowane) i tak dalej, i tak dalej. Jednak z nich wszystkich, chyba to właśnie Roman miał największy rozmach. A także, po prawdzie mówiąc, najmniej kwestionował zasadność wielu fragmentów tworzącego się planu.
On nie pytał, on działał. To miało niemal tak samo absurdalnie duże znaczenie jak dużym absurdem było to, co właśnie robili. Już nie zamierzali zrobić, tylko rzeczywiście robili. Pierwsza część ziemi uniosła się w górę i wylądowała na stercie. Tymczasowej, warto dodać, bowiem plan nie uwzględniał czegoś tak wizualnie gównianego jak góra piachu tuż przy brzegu idealnie ukształtowanego, ani trochę nie rozlanego jeziora.
Nie, nie, nie. Zdecydowanie mieli coś z tym zrobić, ale nie teraz. Teraz należało po prostu dalej kopać dziurę przy pomocy magii, bo chociaż Ambroise często gęsto w ogrodniczej pracy wolał posługiwać się manualnymi łopatami, teraz nie mieli na to czasu.
Dlatego, gdy usłyszał tak głośne i dosadne stop, za cholerę nic sobie z tego nie zrobił. Co prawda przelotnie zwrócił wzrok w kierunku towarzysza, ale zaraz wzruszył do siebie ramionami, po czym ponownie przeszedł do rzeczy. Zaczął kopać praktycznie od środka terenu, więc technicznie rzecz biorąc, nie mógł nic skopać. A nawet jeśli...
...to skoro to wykształtowali, mogli to również odkształtować. Proste? Proste. Lepiej mieć większe jezioro i je zmniejszać niż niedoszacować z należytą pompą. Tak, tak. Dokładnie tak. Słysząc stop, zdecydowanie więc nie przystopował. A nawet wręcz przyspieszył pracę, zupełnie nie przejmując się niczym, poza tym, że musiał kopać. Szybciej, głębiej, sprawniej. Tak, Romulus miał rację. Potrzebowali naprawdę głębokiego dołu. Kiwnął głową, chyba nawet poinformował go o tym, że ta uwaga była genialna. A może wcale nie? Na to też nie zwrócił przesadnej uwagi.
Przesadnej.
Tak.
Przesadnej.
- Przesadzasz - odezwał się do Romeczka. - To znaczy... ...przesadzisz. My przesadzimy. Te jeżyny. Nie możemy ich wykarczować, bo wtedy Ulka przesadzi, ale nie z jeżynami, tylko z reakcją. A jak Ulka ma przesadzać, to lepiej my przesadźmy - to miało sens, dużo sensu, nieprawdaż?
Zdecydowanie więcej niż umieszczanie ananasów na palmach. Roise westchnął. Nie ciężko, raczej przelotnie. Bo po prawdzie chyba nie dziwił się temu, że z Romka nie jest żaden działkowiec. Nawet jeśli ten wyjątkowo mocno skupił się na badaniu gleby przy jednoczesnym roztaczaniu wizji hamaczków, leżaczków i głębokich jezior bez jeżynowych granic.
- Ananas jest rośliną ziemną z rodziny Bromeliaceae. Nie, nie rośnie na palmach - odparł zupełnie bez przejęcia, mimochodem, zupełnie nie zwracając uwagi na to, czy Romek go w ogóle słucha, czy rzeczywiście chce uzyskać odpowiedź...
...tak po prawdzie, w ogóle na nic nie patrząc. Na nic, poza dalą, w którą obecnie spoglądał, zawieszając się na cyrkulacyjnych ruchach. Na przesuwaniu ziemi z jedną w drugą przy pomocy różdżki, raczej również dosyć bezmyślnie, choć teoretycznie moment wcześniej wydawało mu się, że Romek miał co do tego jakieś ale. Roise zdążył już jednak zupełnie zapomnieć, czego dotyczyły tamte obiekcje. Jego działanie było skuteczne, powtarzalne, więc po prostu machał różdżką i działał dalej.
Poza tym wydawało mu się dosyć jasne, że nawet jeśli to jego przyjaciel był niekwestionowanym numerologicznym ekspertem, on sam miał zdecydowanie więcej doświadczenia w zakresie architektury krajobrazu. Co prawda, najczęściej miał do czynienia z grządkami i szklarniami. Trochę z nasadzeniami sadow. Sporo z opieką nad lasem i pokrewnymi. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mu się mieć potrzeby kształtowania całego akwenu. Raczej zajmował się roślinami wodnymi w miejscach, które już wcześniej istniały, ale...
...cholera, to chyba wcale nie była aż taka filozofia, nie? Przynajmniej takie miał wrażenie, gdy stał i machał różdżką. Machał różdżką i stał. I stał, i stał, i stał. I chyba zapomniał, że macha. Potem zapomniał machać. Jeszcze po chwili zamachnął się za to aż tak, że prawie machnął w Romulusa, ale ten chyba (całe szczęście) nie zauważył, bo jeszcze posądziłby go o atak na miarę Prudence, która rzekomo wpadła w nocy w morderczy szał. Tyle tylko, że nie zostawiła po sobie żadnych śladów.
Była sprytna, cholernie sprytna. Ale też nie bez przyczyny kobiety były najlepszymi skrytobójczyniami. Szczególnie trucicielkami, choć z tego, co Roise zrozumiał, Bletchley próbowała zabić Romka przy pomocy ostrego patyka. Zakażeniem, nie truciznami. Bo wykrwawić, szczerze mówiąc, Romulus raczej by się nie wykrwawił. Był na to zdecydowanie zbyt duży i postawny. Miał w sobie wiele litrów krwi.
Może nie na tyle, żeby wypełnić nimi cały akwen, ale gdyby tak spróbować określić proporcje i to, co byli w stanie wstawić w przestrzeni pomiędzy starym dębem, jeżynami a kolejnymi drzewami, krzewami i głazami...
...jeśliby tak potraktować cielsko Pottera jak butelkę soku malinowego do herbaty...
...co prawda nie mieli jak tego sprawdzić...
...to znaczy: mieli, ale nie chcieli ponosić tej ofiary...
...no, ale gdyby jednak tak czysto teoretycznie spróbowali to rozważyć...
...powierzchnia jeziora i głębokość, którą...
...jak słusznie Romeczek zauważył...
...jaki on jest mądry...
...a jaki zabawny...
...no, geniusz kabaretowy...
...i jak doskonale załatwia te wszystkie sprawy...
...bobry, tak, bobry...
...załatwiał bobry, miały tu być...
...doskonale...
...ale o czym to on?
No, nieważne...
...nie, nie, ważne...
...to był istotny dzień...
...ważny!
Ach, tak, ważny.
A więc...
...o czym to on...
...ananasy.
Po co im były ananasy? Zmrużył oczy, wbijając spojrzenie nie w ananasy, bowiem one tu nie rosły, nie w tym klimacie. A w jeżyny. Jaki związek miały jeżyny z ananasami? Otóż duży. Bardzo duży, więc kontynuował, do czegoś z pewnością zmierzając.
- Początkowy rozwój obejmuje tworzenie kompaktowej, helikalnie ułożonej rozety liści. Faza wzrostu wegetatywnego rozpoczyna się po wykiełkowaniu z nasiona lub, co jest znacznie częstsze w uprawach komercyjnych, po zasadzeniu organu wegetatywnego: korony owocu, jej odrostu bocznego, liściowego pędu przybyszowego bądź pędu przyziemnego - sam przytaknął sobie kiwnięciem głowy. - Wierzchołkowy kwiatostan jest typu grona... ...technicznie rzecz biorąc... ...takiej kolby z kłoskami, zawierającej od kilkaset kwiatów osadzonych spiralnie. Po zapyleniu każdy kwiat przekształca się w pojedynczy owoc typu jagody. Te owoce zrastają się wtórnie ze sobą, jak i z innymi częściami rośliny, tworząc zbiorowy zrośnięty owocostan. Po zakończeniu fazy owocowania, roślina macierzysta nie wytwarza kolejnego kwiatostanu i zwykle obumiera. Jednakże wcześniej inicjuje wzrost odrostów bocznych, które kontynuują cykl rozwojowy, co umożliwia prowadzenie upraw w systemie wieloletnim z ograniczoną potrzebą ich ponownego sadzenia. Co jest tak samo korzystne i niekorzystne, ale ogólnie ananasy w większości przypadków rozmnaża się wegetatywnie, wykorzystując do tego fragmenty rośliny matki, co pozwala na masową propagację bez konieczności zapylania i produkcji nasion. Wiesz, że ananasy praktycznie nie wytwarzają nasion? W większości odmian uprawnych występuje partenokarpia... ...nie lubię karpi, tracą mułem, nawet mrożone... ...lub niedorozwój nasion ze względu na ograniczone zapylanie, co czyni owoc praktycznie beznasiennym - nie, w tym momencie już całkowicie nie patrzył na to, czy Roman go słucha, po prostu pierdolił. - Czyli ananasy nie mogą rosnąć na palmach. Ananasy nie są drzewami. Ananasy to byliny zielne. Wiesz, że na naszych terenach istniał zwyczaj wypożyczania ananasa jako dekoracji na bankiety? Nie przez smak. Jego posiadanie miało znaczenie czysto statusowe. Natomiast w Stanach odwrócony ananas jest używany jako znak przynależności do swingersów - stwierdził, całkiem dumny z siebie i z tego, że dysponuje tak interesującymi naukowymi faktami.
Idealnie na poziomie aktualnie reprezentowanym przez jego przyjaciela, bowiem Romek szybko przeszedł od ananasów do dup, a potem do przesypywania ziemi w pizdu. Dosyć trudno było za nim nadążyć, ale przynajmniej nadal orbitowali wokół tych samych planów. Jeziora, bobrów, braku stert ziemi. Nie palm, nie bananowców. Odrobiny ananasów. Zbyt wielu dywagacji nad jeżynami. Nazbyt dużej sterty ziemi, która...
...tak, była gówniana. Nawet miała adekwatny kolor.
- Weź ją transmutuj. W jakiś złoty piasek. Zrobimy tu białą plażę. Ja zajmę się pogłębianiem dołu - stwierdził, nawet nie czekając na odpowiedź, tylko zaciągając się dymem i robiąc kilka kroków, żeby trochę bardziej przyjrzeć się dołowi, jaki już mieli. - Zajebisty - skwitował. - Doskonale zgra się z ogniskiem i bobrami - no, po prostu perfekcja.
Byli geniuszami.
Jeszcze kolejeczka Translokacji (I) ziemi
Jasne, w Exmoor znajdowały się praktycznie same genialne umysły. Najbardziej światli ludzie z ich rocznika, diamenty pokolenia (nawet jeśli w niektórych przypadkach nieoszlifowane) i tak dalej, i tak dalej. Jednak z nich wszystkich, chyba to właśnie Roman miał największy rozmach. A także, po prawdzie mówiąc, najmniej kwestionował zasadność wielu fragmentów tworzącego się planu.
On nie pytał, on działał. To miało niemal tak samo absurdalnie duże znaczenie jak dużym absurdem było to, co właśnie robili. Już nie zamierzali zrobić, tylko rzeczywiście robili. Pierwsza część ziemi uniosła się w górę i wylądowała na stercie. Tymczasowej, warto dodać, bowiem plan nie uwzględniał czegoś tak wizualnie gównianego jak góra piachu tuż przy brzegu idealnie ukształtowanego, ani trochę nie rozlanego jeziora.
Nie, nie, nie. Zdecydowanie mieli coś z tym zrobić, ale nie teraz. Teraz należało po prostu dalej kopać dziurę przy pomocy magii, bo chociaż Ambroise często gęsto w ogrodniczej pracy wolał posługiwać się manualnymi łopatami, teraz nie mieli na to czasu.
Dlatego, gdy usłyszał tak głośne i dosadne stop, za cholerę nic sobie z tego nie zrobił. Co prawda przelotnie zwrócił wzrok w kierunku towarzysza, ale zaraz wzruszył do siebie ramionami, po czym ponownie przeszedł do rzeczy. Zaczął kopać praktycznie od środka terenu, więc technicznie rzecz biorąc, nie mógł nic skopać. A nawet jeśli...
...to skoro to wykształtowali, mogli to również odkształtować. Proste? Proste. Lepiej mieć większe jezioro i je zmniejszać niż niedoszacować z należytą pompą. Tak, tak. Dokładnie tak. Słysząc stop, zdecydowanie więc nie przystopował. A nawet wręcz przyspieszył pracę, zupełnie nie przejmując się niczym, poza tym, że musiał kopać. Szybciej, głębiej, sprawniej. Tak, Romulus miał rację. Potrzebowali naprawdę głębokiego dołu. Kiwnął głową, chyba nawet poinformował go o tym, że ta uwaga była genialna. A może wcale nie? Na to też nie zwrócił przesadnej uwagi.
Przesadnej.
Tak.
Przesadnej.
- Przesadzasz - odezwał się do Romeczka. - To znaczy... ...przesadzisz. My przesadzimy. Te jeżyny. Nie możemy ich wykarczować, bo wtedy Ulka przesadzi, ale nie z jeżynami, tylko z reakcją. A jak Ulka ma przesadzać, to lepiej my przesadźmy - to miało sens, dużo sensu, nieprawdaż?
Zdecydowanie więcej niż umieszczanie ananasów na palmach. Roise westchnął. Nie ciężko, raczej przelotnie. Bo po prawdzie chyba nie dziwił się temu, że z Romka nie jest żaden działkowiec. Nawet jeśli ten wyjątkowo mocno skupił się na badaniu gleby przy jednoczesnym roztaczaniu wizji hamaczków, leżaczków i głębokich jezior bez jeżynowych granic.
- Ananas jest rośliną ziemną z rodziny Bromeliaceae. Nie, nie rośnie na palmach - odparł zupełnie bez przejęcia, mimochodem, zupełnie nie zwracając uwagi na to, czy Romek go w ogóle słucha, czy rzeczywiście chce uzyskać odpowiedź...
...tak po prawdzie, w ogóle na nic nie patrząc. Na nic, poza dalą, w którą obecnie spoglądał, zawieszając się na cyrkulacyjnych ruchach. Na przesuwaniu ziemi z jedną w drugą przy pomocy różdżki, raczej również dosyć bezmyślnie, choć teoretycznie moment wcześniej wydawało mu się, że Romek miał co do tego jakieś ale. Roise zdążył już jednak zupełnie zapomnieć, czego dotyczyły tamte obiekcje. Jego działanie było skuteczne, powtarzalne, więc po prostu machał różdżką i działał dalej.
Poza tym wydawało mu się dosyć jasne, że nawet jeśli to jego przyjaciel był niekwestionowanym numerologicznym ekspertem, on sam miał zdecydowanie więcej doświadczenia w zakresie architektury krajobrazu. Co prawda, najczęściej miał do czynienia z grządkami i szklarniami. Trochę z nasadzeniami sadow. Sporo z opieką nad lasem i pokrewnymi. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mu się mieć potrzeby kształtowania całego akwenu. Raczej zajmował się roślinami wodnymi w miejscach, które już wcześniej istniały, ale...
...cholera, to chyba wcale nie była aż taka filozofia, nie? Przynajmniej takie miał wrażenie, gdy stał i machał różdżką. Machał różdżką i stał. I stał, i stał, i stał. I chyba zapomniał, że macha. Potem zapomniał machać. Jeszcze po chwili zamachnął się za to aż tak, że prawie machnął w Romulusa, ale ten chyba (całe szczęście) nie zauważył, bo jeszcze posądziłby go o atak na miarę Prudence, która rzekomo wpadła w nocy w morderczy szał. Tyle tylko, że nie zostawiła po sobie żadnych śladów.
Była sprytna, cholernie sprytna. Ale też nie bez przyczyny kobiety były najlepszymi skrytobójczyniami. Szczególnie trucicielkami, choć z tego, co Roise zrozumiał, Bletchley próbowała zabić Romka przy pomocy ostrego patyka. Zakażeniem, nie truciznami. Bo wykrwawić, szczerze mówiąc, Romulus raczej by się nie wykrwawił. Był na to zdecydowanie zbyt duży i postawny. Miał w sobie wiele litrów krwi.
Może nie na tyle, żeby wypełnić nimi cały akwen, ale gdyby tak spróbować określić proporcje i to, co byli w stanie wstawić w przestrzeni pomiędzy starym dębem, jeżynami a kolejnymi drzewami, krzewami i głazami...
...jeśliby tak potraktować cielsko Pottera jak butelkę soku malinowego do herbaty...
...co prawda nie mieli jak tego sprawdzić...
...to znaczy: mieli, ale nie chcieli ponosić tej ofiary...
...no, ale gdyby jednak tak czysto teoretycznie spróbowali to rozważyć...
...powierzchnia jeziora i głębokość, którą...
...jak słusznie Romeczek zauważył...
...jaki on jest mądry...
...a jaki zabawny...
...no, geniusz kabaretowy...
...i jak doskonale załatwia te wszystkie sprawy...
...bobry, tak, bobry...
...załatwiał bobry, miały tu być...
...doskonale...
...ale o czym to on?
No, nieważne...
...nie, nie, ważne...
...to był istotny dzień...
...ważny!
Ach, tak, ważny.
A więc...
...o czym to on...
...ananasy.
Po co im były ananasy? Zmrużył oczy, wbijając spojrzenie nie w ananasy, bowiem one tu nie rosły, nie w tym klimacie. A w jeżyny. Jaki związek miały jeżyny z ananasami? Otóż duży. Bardzo duży, więc kontynuował, do czegoś z pewnością zmierzając.
- Początkowy rozwój obejmuje tworzenie kompaktowej, helikalnie ułożonej rozety liści. Faza wzrostu wegetatywnego rozpoczyna się po wykiełkowaniu z nasiona lub, co jest znacznie częstsze w uprawach komercyjnych, po zasadzeniu organu wegetatywnego: korony owocu, jej odrostu bocznego, liściowego pędu przybyszowego bądź pędu przyziemnego - sam przytaknął sobie kiwnięciem głowy. - Wierzchołkowy kwiatostan jest typu grona... ...technicznie rzecz biorąc... ...takiej kolby z kłoskami, zawierającej od kilkaset kwiatów osadzonych spiralnie. Po zapyleniu każdy kwiat przekształca się w pojedynczy owoc typu jagody. Te owoce zrastają się wtórnie ze sobą, jak i z innymi częściami rośliny, tworząc zbiorowy zrośnięty owocostan. Po zakończeniu fazy owocowania, roślina macierzysta nie wytwarza kolejnego kwiatostanu i zwykle obumiera. Jednakże wcześniej inicjuje wzrost odrostów bocznych, które kontynuują cykl rozwojowy, co umożliwia prowadzenie upraw w systemie wieloletnim z ograniczoną potrzebą ich ponownego sadzenia. Co jest tak samo korzystne i niekorzystne, ale ogólnie ananasy w większości przypadków rozmnaża się wegetatywnie, wykorzystując do tego fragmenty rośliny matki, co pozwala na masową propagację bez konieczności zapylania i produkcji nasion. Wiesz, że ananasy praktycznie nie wytwarzają nasion? W większości odmian uprawnych występuje partenokarpia... ...nie lubię karpi, tracą mułem, nawet mrożone... ...lub niedorozwój nasion ze względu na ograniczone zapylanie, co czyni owoc praktycznie beznasiennym - nie, w tym momencie już całkowicie nie patrzył na to, czy Roman go słucha, po prostu pierdolił. - Czyli ananasy nie mogą rosnąć na palmach. Ananasy nie są drzewami. Ananasy to byliny zielne. Wiesz, że na naszych terenach istniał zwyczaj wypożyczania ananasa jako dekoracji na bankiety? Nie przez smak. Jego posiadanie miało znaczenie czysto statusowe. Natomiast w Stanach odwrócony ananas jest używany jako znak przynależności do swingersów - stwierdził, całkiem dumny z siebie i z tego, że dysponuje tak interesującymi naukowymi faktami.
Idealnie na poziomie aktualnie reprezentowanym przez jego przyjaciela, bowiem Romek szybko przeszedł od ananasów do dup, a potem do przesypywania ziemi w pizdu. Dosyć trudno było za nim nadążyć, ale przynajmniej nadal orbitowali wokół tych samych planów. Jeziora, bobrów, braku stert ziemi. Nie palm, nie bananowców. Odrobiny ananasów. Zbyt wielu dywagacji nad jeżynami. Nazbyt dużej sterty ziemi, która...
...tak, była gówniana. Nawet miała adekwatny kolor.
- Weź ją transmutuj. W jakiś złoty piasek. Zrobimy tu białą plażę. Ja zajmę się pogłębianiem dołu - stwierdził, nawet nie czekając na odpowiedź, tylko zaciągając się dymem i robiąc kilka kroków, żeby trochę bardziej przyjrzeć się dołowi, jaki już mieli. - Zajebisty - skwitował. - Doskonale zgra się z ogniskiem i bobrami - no, po prostu perfekcja.
Byli geniuszami.
Jeszcze kolejeczka Translokacji (I) ziemi
Rzut O 1d100 - 3
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut O 1d100 - 78
Sukces!
Sukces!
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down