08.06.2025, 01:08 ✶
Basilius prawdopodobnie najchętniej kazałby Morpheusowi usiąść i wypić przynajmniej trzy eliksiry ma wzmocnienie, a potem jeszcze zadać kilka medycznych pytań, ale na razie nieunikniony los jasnowidza, został odłożony w czasie przsz głos czarodziejki-hipiski. Longbottom mógł zauważyć, jak Prewett na chwilę przymyka oczy i bezgłośnie liczy do pięciu.
Nie wierzy w eliksiry i magimedycynę! Tylko mugolskie leki! Bo to, że komuś dzięki tym podejrzanym eliksirom złamana kość szybciej się zrosła to była tylko propaganda, a wszystkie dowody na pewno były fałszowane. Świetnie. Po prostu kurwa świetnie. Przeżył tę noc. Śmierciożercy to nie zaatakowali. Ogień nie spalił. Jego ciało nie odmówiło posłuszeństwa, a ostatecznie i tak zakończy dzisiaj swój żywot, bo zaraz walnie głową o ścianę z całych sił. I pewnie jeszcze to napiszą mu na grobie.
Przeżył pożary. Pokonała go hipiska. Nie dożył trzydziestki.
– Oczywiście. Pewnie będę tutaj, aż to wszystko się uspokoi. A później wystarczy, że napiszesz – powiedział, próbując ignorować słowa, jak to wszystkie nowonarodzone czarodziejskie dzieci były osłabiane eliksirami i to przez to chorowały, a gdyby po prostu dostawały szczepionki, tak jak mugole, to byłyby znacznie zdrowsze. A tak w ogóle to eliksir wiggenowy podawany najmłodszym, wywoływał u nich w całym późniejszym życiu nadmierną fiksacje na punkcie danego tematu i brak zdolności społecznych.
Na całe szczęście Morpheus (i znowu bardzo mi tym zaimponował) jednak przekonał ją do rozmowy i bardzo dobrze, bo najwyraźniej sprawa była całkiem poważna.
– Potrzebuję insuliny – mruknęła kobieta do starszego czarodzieja. – Ale nie chcę jakiegoś gówna w fiolce. Pewnie jeszcze mniej od tego uzależnią, albo im się pogorszy. Potrzebuję takiej mugolskiej. Podowanej w cywilizowany sposób. W strzykawce.
Nie wierzy w eliksiry i magimedycynę! Tylko mugolskie leki! Bo to, że komuś dzięki tym podejrzanym eliksirom złamana kość szybciej się zrosła to była tylko propaganda, a wszystkie dowody na pewno były fałszowane. Świetnie. Po prostu kurwa świetnie. Przeżył tę noc. Śmierciożercy to nie zaatakowali. Ogień nie spalił. Jego ciało nie odmówiło posłuszeństwa, a ostatecznie i tak zakończy dzisiaj swój żywot, bo zaraz walnie głową o ścianę z całych sił. I pewnie jeszcze to napiszą mu na grobie.
Przeżył pożary. Pokonała go hipiska. Nie dożył trzydziestki.
– Oczywiście. Pewnie będę tutaj, aż to wszystko się uspokoi. A później wystarczy, że napiszesz – powiedział, próbując ignorować słowa, jak to wszystkie nowonarodzone czarodziejskie dzieci były osłabiane eliksirami i to przez to chorowały, a gdyby po prostu dostawały szczepionki, tak jak mugole, to byłyby znacznie zdrowsze. A tak w ogóle to eliksir wiggenowy podawany najmłodszym, wywoływał u nich w całym późniejszym życiu nadmierną fiksacje na punkcie danego tematu i brak zdolności społecznych.
Na całe szczęście Morpheus (i znowu bardzo mi tym zaimponował) jednak przekonał ją do rozmowy i bardzo dobrze, bo najwyraźniej sprawa była całkiem poważna.
– Potrzebuję insuliny – mruknęła kobieta do starszego czarodzieja. – Ale nie chcę jakiegoś gówna w fiolce. Pewnie jeszcze mniej od tego uzależnią, albo im się pogorszy. Potrzebuję takiej mugolskiej. Podowanej w cywilizowany sposób. W strzykawce.