08.06.2025, 02:18 ✶
Basilius już w sumie chciał się odwrócić, aby zrobić herbatę, kiedy wyprzedziła go w tym Eustachia, dając mu skinieniem głowy znać, że ona sama się tym wszystkim zajmie.
Przeszedł więc wraz z resztą do salonu, gdzie wspólnie usiedli przy dużym stole, na którego blacie, na samym środku wyryto sylwetkę galopującego konia.
Matka pewnie wywali ten stół, gdy tylko zakończą się wszelkie formalności – przemknęło mu przez myśl, bo był święcie przekonany, że czarownica spróbuje jak najbardziej odprewettować to miejsce tak bardzo, jak to tylko możliwe.
Prawdę mówiąc to naprawdę ulżyło mu, gdy okazało się, że domek mógł jednak należeć do matki. Nie tylko dlatego, że dzięku temu zrobili na złość ojcu, ale też po prostu z tego powodu, że jednak było to miejsce, w którym spędził sporo chwil, zwłaszcza tych wakacyjnych, kiedy matka zabierała jego, a później też Electrę na odpoczynek od reszty rodziny. Szkoda tylko, że Icarus zostawał wtedy z ojcem.
– Tak. Naprawdę dziękujemy. To miejsce dla nas jest naprawdę ważne – powiedział, próbując z całych sił nie przewrócić oczami, gdy matka wspomniała o kulturalnych, czystokrwistych urzędnikach. To było dziwne. Czuł się podobnie, jak wtedy, gdy ktoś z jego rodziny mówił coś, co jasno sugerowało, że był na skraju zrobienia czegoś głupiego, ale przecież... Co głupiego mogłaby zrobić jego matka? – W każdym razie, rozumiem że to są już ostatnie dokumenty do podpisania i będzie spokój? Nikt nie będzie upominać się więcej o to miejsce? Żadnych haczyków w testamencie?
Możliwe, że trochę przesadzał z pytaniami, ale bynajmniej nie chodziło o to, że nie ufał urzędnikowi. Po prostu nie ufał ojcu, czy też może właśnie za bardzo ufał w jego zdolności do utrudniania im wszystkim życia, nawet po własnej śmierci.
W tym samym czasie w pomieszczeniu pojawiła się Eustachia z dzbankiem (nie w konie!) herbaty, trzema filiżankami i maślanymi ciasteczkami, które taktycznie postawiła nieco bliżej Croucha.
Przeszedł więc wraz z resztą do salonu, gdzie wspólnie usiedli przy dużym stole, na którego blacie, na samym środku wyryto sylwetkę galopującego konia.
Matka pewnie wywali ten stół, gdy tylko zakończą się wszelkie formalności – przemknęło mu przez myśl, bo był święcie przekonany, że czarownica spróbuje jak najbardziej odprewettować to miejsce tak bardzo, jak to tylko możliwe.
Prawdę mówiąc to naprawdę ulżyło mu, gdy okazało się, że domek mógł jednak należeć do matki. Nie tylko dlatego, że dzięku temu zrobili na złość ojcu, ale też po prostu z tego powodu, że jednak było to miejsce, w którym spędził sporo chwil, zwłaszcza tych wakacyjnych, kiedy matka zabierała jego, a później też Electrę na odpoczynek od reszty rodziny. Szkoda tylko, że Icarus zostawał wtedy z ojcem.
– Tak. Naprawdę dziękujemy. To miejsce dla nas jest naprawdę ważne – powiedział, próbując z całych sił nie przewrócić oczami, gdy matka wspomniała o kulturalnych, czystokrwistych urzędnikach. To było dziwne. Czuł się podobnie, jak wtedy, gdy ktoś z jego rodziny mówił coś, co jasno sugerowało, że był na skraju zrobienia czegoś głupiego, ale przecież... Co głupiego mogłaby zrobić jego matka? – W każdym razie, rozumiem że to są już ostatnie dokumenty do podpisania i będzie spokój? Nikt nie będzie upominać się więcej o to miejsce? Żadnych haczyków w testamencie?
Możliwe, że trochę przesadzał z pytaniami, ale bynajmniej nie chodziło o to, że nie ufał urzędnikowi. Po prostu nie ufał ojcu, czy też może właśnie za bardzo ufał w jego zdolności do utrudniania im wszystkim życia, nawet po własnej śmierci.
W tym samym czasie w pomieszczeniu pojawiła się Eustachia z dzbankiem (nie w konie!) herbaty, trzema filiżankami i maślanymi ciasteczkami, które taktycznie postawiła nieco bliżej Croucha.