08.06.2025, 08:39 ✶
Jeżeli to rzeczywiście Matka sterowała ich losem w sposób celowy, uczyniła to rękoma Victorii Lestrange. To trochę przykre zapewne – świadomość, że potrafił zostawić tu byłą żonę i córkę, bo ważniejsza dla niego była kolejna zamorska wyprawa, a jednak kiedy otrzymał zabutelkowany list dotyczący Beltane, od razu wrócił. Jako ktoś twierdzący, iż niosło go przez życie dobro, czyż nie powinien przejmować się tym wszystkim nieco bardziej?
Ale to nie dobro niosło go w przód – to była fascynacja. Nawet jeżeli nie lubił o tym mówić, to było łatwo dostrzegalne w wyznawanych wartościach, priorytetach, w decyzjach podejmowanych na przestrzeni lat. Wolał włóczyć się po ogrodzie z leśną szamanką równie stukniętą na punkcie księżyca co on, niż siedzieć z Abigail. Wybrałby noc na poduchach mieszkania na poddaszu z fajką w dłoni, zamiast spojrzeć w kierunku dorosłości. Dorosłość w definicji jego rodziców była mitem – Helloise to przecież najlepszy tego przykład – jak na ten moment nie istniała data, po której znachorka spod Kniei stwierdziła, że samolubne porzucenie niepasującej jej części społeczeństwa, to mrzonki młodzieńczego buntu. Tak samo i on nie wstydził się coraz mocniej pasującego do niego określenia wagabundy i nie zakładał, aby miała pojawić się data ostatecznego powrotu do domu. Niektórym pisane było w gwiazdach zginąć na wodach wzburzonego oceanu.
– O tej porze... – powtórzył po niej, obracając to w swoich myślach kilka razy. – Ale na niebie tej nocy księżyc był ledwo widoczny. Jest w sierpie. Jutro nie będzie go niemalże wcale. Dziewiątego będzie w nowiu. – Pokręcił głową, klękając przy donicy wypełnionej przymierającymi, czerwonymi różami w otoczeniu tych czarnych – rosnących tu niczym chwasty. Skrząca rosa na ich płatkach wyglądała pięknie niczym perły, które miał teraz na szyi, ale nawet zauroczony tym widokiem Flint dostrzegał w nim coś niebywale upiornego. – Moje serce poety poruszając się po Jej fazach dostrzega w tym raczej chęć skrycia się przed Jej spojrzeniem, niż kąpanie w Jej blasku.
Jego serce botanika mówiło zaś, że cokolwiek się tutaj działo, nigdy nie powinno się wydarzyć.
– Nigdy ich nie widziałem i mam w tym głęboką pewność, bo nie darowałbym sobie przywiezienia ich tutaj, aby dołączyły do tak licznej kolekcji, jaką rodzina Lestrange zgromadziła w tym ogrodzie. Mając na uwadze, w jaki sposób się rozrastają, mam obawę, że sprowadzając je do Anglii, zadałbym cios temu środowisku.
Kiedy Helloise na niego spoglądała, Dægberht nie zadzierał głowy w jej kierunku. Badał spojrzeniem to, co miał przed sobą, z twarzą odrobinę przysłoniętą rozpuszczonymi włosami, które opadały mu na ramiona i zabrudzony ziemią bruk jak tafle wody.
!Maida Vale
Ale to nie dobro niosło go w przód – to była fascynacja. Nawet jeżeli nie lubił o tym mówić, to było łatwo dostrzegalne w wyznawanych wartościach, priorytetach, w decyzjach podejmowanych na przestrzeni lat. Wolał włóczyć się po ogrodzie z leśną szamanką równie stukniętą na punkcie księżyca co on, niż siedzieć z Abigail. Wybrałby noc na poduchach mieszkania na poddaszu z fajką w dłoni, zamiast spojrzeć w kierunku dorosłości. Dorosłość w definicji jego rodziców była mitem – Helloise to przecież najlepszy tego przykład – jak na ten moment nie istniała data, po której znachorka spod Kniei stwierdziła, że samolubne porzucenie niepasującej jej części społeczeństwa, to mrzonki młodzieńczego buntu. Tak samo i on nie wstydził się coraz mocniej pasującego do niego określenia wagabundy i nie zakładał, aby miała pojawić się data ostatecznego powrotu do domu. Niektórym pisane było w gwiazdach zginąć na wodach wzburzonego oceanu.
– O tej porze... – powtórzył po niej, obracając to w swoich myślach kilka razy. – Ale na niebie tej nocy księżyc był ledwo widoczny. Jest w sierpie. Jutro nie będzie go niemalże wcale. Dziewiątego będzie w nowiu. – Pokręcił głową, klękając przy donicy wypełnionej przymierającymi, czerwonymi różami w otoczeniu tych czarnych – rosnących tu niczym chwasty. Skrząca rosa na ich płatkach wyglądała pięknie niczym perły, które miał teraz na szyi, ale nawet zauroczony tym widokiem Flint dostrzegał w nim coś niebywale upiornego. – Moje serce poety poruszając się po Jej fazach dostrzega w tym raczej chęć skrycia się przed Jej spojrzeniem, niż kąpanie w Jej blasku.
Jego serce botanika mówiło zaś, że cokolwiek się tutaj działo, nigdy nie powinno się wydarzyć.
– Nigdy ich nie widziałem i mam w tym głęboką pewność, bo nie darowałbym sobie przywiezienia ich tutaj, aby dołączyły do tak licznej kolekcji, jaką rodzina Lestrange zgromadziła w tym ogrodzie. Mając na uwadze, w jaki sposób się rozrastają, mam obawę, że sprowadzając je do Anglii, zadałbym cios temu środowisku.
Kiedy Helloise na niego spoglądała, Dægberht nie zadzierał głowy w jej kierunku. Badał spojrzeniem to, co miał przed sobą, z twarzą odrobinę przysłoniętą rozpuszczonymi włosami, które opadały mu na ramiona i zabrudzony ziemią bruk jak tafle wody.
!Maida Vale
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr