— Nie planuję — wypowiedział do siostry nieco nieobecnym tonem, jej kościste palce wbijające się pod ubranie stanowiły bardzo dobre otrzeźwienie. — Nie wykopano jeszcze grobów, na których planuję zatańczyć.
Cała ulica była zasłana kurzem i pyłem, nie tylko tym, który padał z nieba, ale kurzem walącego się budynku, który przed chwilą złożył się, jak domek z kart. Właśnie stamtąd dobiegał rozdzierający krzyk. Jakaś młoda kobieta, tak na oko, wyrwała się starszemu czarodziejowi i odbiegła. Tessa kojarzyła dwójkę z widzenia, pan magikomornik z dużą kancelarią, której fasada właśnie odpadała. Ze strzępków, z obrazu przed nimi można było się domyślić, że kobieta była jego asystentką i próbował ją zmusić do wejścia do budynku i zabrania dokumentacji, bo papiery są ważniejsze dla niego niż życie jego pracowników.
Tuż obok, zdecydowanie zbyt blisko budynku, który zaczynał składać się w sobie, leżał całkowicie spetryfikowany mężczyzna, trzymający w dłoniach statuetkę. Nad nim nachylało się dwóch pracowników BUM-u, którzy nie umieli rozpoznać sytuacji, próbowali go przesunąć, coś do niego mówili. Morpheus i Tessa, żyjący bardzo blisko z protektorami ludu, jakim była magipolicja, szybko rozpoznali dwójkę krawężników, gryzipiórków tuż po kursach, którzy z typową młodzieńczą nadzieją, próbowali pomóc złodziejaszkowi.
Quintessa bardzo szybko mogła stwierdzić, dzięki swojej wprawie z artefaktami, że złodziej połasił się na zabezpieczenie magiczne, które go spetryfikowało, lecz dwójka funkcjonariuszy jeszcze do tego nie dotarła i bardzo próbowała mu pomóc, nerwowo patrząc na nadchodzące zagrożenie. Narażali swoje życie.
— Co za kretyn! — krzyknął nagle Morpheus, wyciągając różdżkę. Mówił oczywiście o magikomorniku, który uzna, że musi coś wyciągnąć i nie dba o samego siebie, wskakując do płonącego budynku. Morpheus rzucił zaklęcie, które miał złapać go za szaty i przyciągnąć do Niewymownego, aby wyratować go z pożaru i opadających coraz niżej belek stropowych, niebezpiecznie blisko jego osoby.
Translokacja ◉◉◉○○: Przyciągam za szaty mężczyznę, który wbiegł do walącego się budynku.
Sukces!