09.06.2025, 15:31 ✶
– W takim przypadku wolę ich w ogóle nie ruszać. W sensie, nie przesadzać. Gardzę jeżynami od tego nieszczęsnego incydentu w lesie, więc nawet nie waż się przemycać ich do tortu weselnego. Bo przysięgam ci na całą kolekcję moich wenotwórczych atramentów, zrzygam ci się na buty. Bez ostrzeżenia. Bez cienia żalu. Ceremonialnie, z godnością i w takt marsza weselnego. – Wskazałem krzak z pogardą, jakby był osobiście odpowiedzialny za najgorsze decyzje mojego życia. Może był.
Nie bez pokusy. Kusiło mnie, żeby zasypać go tą stertą ziemi, którą Ambroise przed chwilą maglował różdżką, ale oparłem się. Jedynie dlatego, że wizja furii ciotki Ulki przyprawiła mnie o dreszcze. Roise miał rację. Nawet martwa, Ulka była zdolna wyjść z portretu i uderzyć pantoflem. W dodatku celnie.
– Przecież mówię – odburknąłem, czując się lekko dotknięty, że ktoś śmie kwestionować moje zdolności poznawcze. Oczywiście, że wiedziałem o tych ananasach. Gdzieś tam, w tle, między jedną obsesją a drugą, informacja ta istniała. Ale nie spodziewałem się, że zwykła wzmianka wywoła u Ambroise’a erupcję słów, jakby miał w sobie ducha profesora zielarstwa i spadkobiercy królewskiego ogrodnika zarazem.
Stałem w osłupieniu, patrząc na niego, jakby właśnie wygłaszał traktat o znaczeniu flory egzotycznej w rytuałach zaślubin. Czy on się dobrze czuje?
– Dobrze ty się czujesz, Greengrass, czy już stres cię zjada?! Mamy ważniejsze rzeczy do roboty niż rozmnażanie ananasów. Myślałem, że przechodzisz do analizy zabezpieczenia dna jeziora, a nie, kurwa, uprawy tropikalnej. Poza tym – karpie i ananasy razem? Nie wiem. Może i obrzydliwe, ale jednocześnie... czuję w tym potencjał. Zapisać trzeba – skomentowałem. Nie byłbym sobą, gdybym tego nie zrobił, po czym przewróciłem kilka kartek w swoim prowizorycznym notesie, zapisałem hasło karp w sosie ananasowym/z ananasami i dodałem gwiazdkę. Może na potrzeby kulinarnego eksperymentu. A może po to, by mieć powód, żeby kiedyś powiedzieć a nie mówiłem.
Skrzaty i tak mi przypomną. Zawsze przypominają. Jeden z nich prowadził całkiem porządny rejestr moich dziwacznych pomysłów, ale nigdy nie pamiętałem, który z nich to był. Może to ten z trzecią ręką. Właśnie ten cioci Ulki, co złapał ryzę, zanim ta upadła na trawę.
– Złoty piasek brzmi okej, ale jestem noga z transmutacji... Mam nadzieję, że nie wyjdzie z tego węgiel – rzuciłem z pewną nonszalancją, choć wewnętrznie drżałem. Nie żeby mi zależało. Po prostu nie chciałem, żeby to znów wybuchło. Włożyłem pióro za ucho i z teatralnym gestem sięgnąłem po różdżkę. Ot, szlachecki dryg. Wyprostowany to byłem zawsze.
– Wspominałeś coś o swingersach... Może i ja powinienem się wreszcie ohajtać. Tego jeszcze nie próbowałem – rzuciłem tonem, jakby chodziło o wybór nowego eliksiru do kąpieli. Rozejrzałem się wokół, jakby odpowiedź miała na mnie spaść z nieba. Może bardziej olśnienie? – Co powiesz na kolejnego papierosa szczęścia...? – dodałem, czując, jak umysł znów zaczyna mi pływać gdzieś między ziemią a orbitą Jowisza. To mogła być wina zioła. Albo bezsennej nocy. Albo po prostu – mnie samego, którego kusiło do spożycia większej ilości używek. Omnomnom.
Nie czekając, machnąłem różdżką by chociaż część ziemi naprawdę zmieniła się w miękki, kuszący, złocisty piasek. No proszę. Może jednak nie będę całkiem beznadziejny?
| Rzucam na transmutację w celu zamiany ziemi w piasek.
Nie bez pokusy. Kusiło mnie, żeby zasypać go tą stertą ziemi, którą Ambroise przed chwilą maglował różdżką, ale oparłem się. Jedynie dlatego, że wizja furii ciotki Ulki przyprawiła mnie o dreszcze. Roise miał rację. Nawet martwa, Ulka była zdolna wyjść z portretu i uderzyć pantoflem. W dodatku celnie.
– Przecież mówię – odburknąłem, czując się lekko dotknięty, że ktoś śmie kwestionować moje zdolności poznawcze. Oczywiście, że wiedziałem o tych ananasach. Gdzieś tam, w tle, między jedną obsesją a drugą, informacja ta istniała. Ale nie spodziewałem się, że zwykła wzmianka wywoła u Ambroise’a erupcję słów, jakby miał w sobie ducha profesora zielarstwa i spadkobiercy królewskiego ogrodnika zarazem.
Stałem w osłupieniu, patrząc na niego, jakby właśnie wygłaszał traktat o znaczeniu flory egzotycznej w rytuałach zaślubin. Czy on się dobrze czuje?
– Dobrze ty się czujesz, Greengrass, czy już stres cię zjada?! Mamy ważniejsze rzeczy do roboty niż rozmnażanie ananasów. Myślałem, że przechodzisz do analizy zabezpieczenia dna jeziora, a nie, kurwa, uprawy tropikalnej. Poza tym – karpie i ananasy razem? Nie wiem. Może i obrzydliwe, ale jednocześnie... czuję w tym potencjał. Zapisać trzeba – skomentowałem. Nie byłbym sobą, gdybym tego nie zrobił, po czym przewróciłem kilka kartek w swoim prowizorycznym notesie, zapisałem hasło karp w sosie ananasowym/z ananasami i dodałem gwiazdkę. Może na potrzeby kulinarnego eksperymentu. A może po to, by mieć powód, żeby kiedyś powiedzieć a nie mówiłem.
Skrzaty i tak mi przypomną. Zawsze przypominają. Jeden z nich prowadził całkiem porządny rejestr moich dziwacznych pomysłów, ale nigdy nie pamiętałem, który z nich to był. Może to ten z trzecią ręką. Właśnie ten cioci Ulki, co złapał ryzę, zanim ta upadła na trawę.
– Złoty piasek brzmi okej, ale jestem noga z transmutacji... Mam nadzieję, że nie wyjdzie z tego węgiel – rzuciłem z pewną nonszalancją, choć wewnętrznie drżałem. Nie żeby mi zależało. Po prostu nie chciałem, żeby to znów wybuchło. Włożyłem pióro za ucho i z teatralnym gestem sięgnąłem po różdżkę. Ot, szlachecki dryg. Wyprostowany to byłem zawsze.
– Wspominałeś coś o swingersach... Może i ja powinienem się wreszcie ohajtać. Tego jeszcze nie próbowałem – rzuciłem tonem, jakby chodziło o wybór nowego eliksiru do kąpieli. Rozejrzałem się wokół, jakby odpowiedź miała na mnie spaść z nieba. Może bardziej olśnienie? – Co powiesz na kolejnego papierosa szczęścia...? – dodałem, czując, jak umysł znów zaczyna mi pływać gdzieś między ziemią a orbitą Jowisza. To mogła być wina zioła. Albo bezsennej nocy. Albo po prostu – mnie samego, którego kusiło do spożycia większej ilości używek. Omnomnom.
Nie czekając, machnąłem różdżką by chociaż część ziemi naprawdę zmieniła się w miękki, kuszący, złocisty piasek. No proszę. Może jednak nie będę całkiem beznadziejny?
| Rzucam na transmutację w celu zamiany ziemi w piasek.
Rzut O 1d100 - 13
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut O 1d100 - 10
Akcja nieudana
Akcja nieudana