Cóż, czy tak właściwie to było ważne w jakim celu ponownie wyszli z rezydencji Ursuli? No nie do końca. Zdecydowanie musiało ich nosić, nie zamierzali spędzać tego wieczoru w domu, chociaż po tej ilości alkoholu jaką w siebie wlali, to było raczej wskazane dla ich dobra... Tyle, że nie myśleli jasno, gdzież tam, w taki piękny dzień? Potrzebowali więcej wrażeń, jakich? Tego nie umiała stwierdzić, nie teraz. Co mieli w głowach, kiedy wychodzili? Tylko oni sprzed paru chwil pewnie znaliby odpowiedź na to pytanie. Zresztą spacer w stronę miasteczka okropnie się przeciągnął, wiatr się nasilił, albo to oni się chwali? Raczej ta druga opcja. To jakiś cud, że żadne z nich nie wylądowało w okolicznych krzakach. Jak zawsze - mieli więcej szczęścia, niż rozumu.
Miasteczko było wyjątkowo ciche, a to mogło oznaczać tylko jedno, wszyscy mieszkańcy gdzieś się przed nimi schowali, może coś świętowali? Na pewno nie stało się tak bez powodu. Jakiś musiał istnieć, mieli go poznać już za chwilę, gdy znaleźli się pod tą wielką kamienicą, która czymś była, jakimś konkretnym miejscem, tyle, że Yaxleyówna aktualnie nie umiała jeszcze stwierdzić co to było za miejsce. Jeszcze nie teraz.
Nie było to takie łatwe, bo musiała mrużyć oczy, aby obraz jej się jakoś szczególnie nie rozjeżdżał, do tego skupiała się na tym, by za bardzo się nie chwiać i jeszcze trzymać się blisko Roisa, który też nie był w lepszym stanie niż ona. Cała to operacja była bardzo, ale to bardzo skomplikowana, póki co jednak chyba zakończona sukcesem? Trudno było to stwierdzić, bo nie do końca pamiętała cel ich misji, nie miała pojęcia po co zeszli do miasteczka, ale aktualnie czuła się spełniona, więc chyba nie było najgorzej. Nie przychodziło rozczarowanie, wręcz przeciwnie - ekscytacja, bo noc była jeszcze młoda, oni też byli młodzi i nawaleni, a to brzmiało naprawdę nieźle, prawie tak samo, jak muzyka, która dochodziła z wewnątrz budynku. Była to jakaś impreza, jeszcze nie domyśliła się jaka, zapewne ten fakt ustalą, kiedy znajdą się w środku, czy w ogóle musieli to ustalać? Chyba nie? Po co? Ważne, że mogli wleźć do środka i przez chwilę pobawić się z innymi ludźmi, szkoda by było nie skorzystać z okazji.
- Nie, żebyś miał inne wyjście. - Zareagowała jeszcze na to jego dobra, dobra. Sprawa była przecież całkiem prosta, razem tam wchodzili, razem musieli stamtąd wyjść. Jak zawsze, jeśli się w coś pakowali wspólnie, to odpowiedzialność leżała na barkach ich dwójki, tyle. Tak było przecież za każdym razem. Yaxleyówna nie zamierzała tego zmieniać, nie kiedy w końcu znowu postanowili być swoimi partnerami w zbrodni, w sumie to w życiu, ale w ich przypadku można było to nazywać różnie. Miewali naprawdę mało rozsądne pomysły, które realizowali bez momentu zawahania, to był chyba jeden z nich.
Zresztą, co mogło im się stać? Najwyżej ktoś wypierdoli ich za drzwi, daleko nie polecą, wydawało jej się jednak, że to będzie raczej ostateczność, było już ciemno, dzień zbliżał się ku końcowi, miała więc wrażenie, że biesiadnicy będą równie nawaleni co oni, albo jeszcze mocniej, chociaż czy dało się być mocniej nawalonym od nich w tej chwili? O tym też można byłoby dyskutować.
- No, zdecydowanie lepiej, żebyśmy byli uznani jako pakiet, powiemy, że jesteśmy daleką rodziną, czy coś, która przyjechała z chuj wie skąd. - Plan nie brzmiał aż tak źle. Właściwie w oczach Yaxleyówny wydawał się być naprawdę doskonały, musieli tylko sprawdzić, czy zadziała.
On przyciągnął ją, ona jego - przez co niemalże się od siebie odbili, gdy zbliżyli się do siebie. To było do przewidzenia, zwłaszcza, że aktualnie ledwie panowali nad swoimi ruchami, były nieco spowolnione przez alkohol, który w siebie wlali. Grunt, że póki co udało im się jakoś utrzymywać w pionie, miała wrażenie, że jeśliby się w tej chwili przewrócili to na pewno razem i raczej nie byliby w stanie wstać na nogi. Noce jeszcze nie był takie chłodne, spanie na trawie więc nie było najgorszą z możliwych opcji...
- Z orkiestry, i co ja gram na flecie, a ty na trójkącie? - Zmrużyła jedno oko wpatrując się w swojego chłopaka. Był to całkiem sprytny plan, ale nie mieli odpowiednich rekwizytów, to znaczy instrumentów, chociaż pewnie będą mogli je sobie załatwić w środku, to znaczy ukraść, no załatwić od członków orkiestry, gdy nie będą patrzeć.
Nie było sensu szukać kolejnych sposobów na pozostanie na imprezie, bo jeszcze się tam nie znaleźli, nikt ich jeszcze nie wyrzucił, więc takie gdybanie było zupełnie niepotrzebne, w końcu w ogóle mogło ich nie dotyczyć, i tak się przygotowali na taką ewentualność.
Nie chcąc marnować czasu weszli więc do środka, nieco chwiejnym krokiem, tak jak ustalili razem, przyznawali się do tego, że się znają, inaczej mogło być im trudno stawiać kroki, dużo łatwiej było stanowić swoje oparcie podczas tej chwili słabości i upojenia alkoholowego.
- Wiem, ale przez to się wyróżniam, zresztą razem się wyróżniamy, popatrz tylko na nas. - Nie dość, że część z ich duetu nie była odziana specjalnie elegancko, to jedno i drugie było bardzo wysokie. Dopiero teraz dotarło do niej, że raczej ciężko będzie im się ukryć w tłumie, zawsze przecież tak było, przez same swoje gabaryty ściągali na siebie spojrzenia obcych. No nic, nie mogli teraz nagle wybiec na zewnątrz, pozostawało udawać, że wiedzą, co robią, że są tu mile widziani.
Ruszyła się w stronę baru, gdy poczuła dłoń na swoich plecach, Roise najwyraźniej wybrał idealny cel. Wyśmienity pomysły, potrzebowali jeszcze więcej alkoholu, jak go w siebie wleją pewnie przestaną się już przejmować wszystkim, może też nie będą pamiętać ewentualnej kompromitacji? Wspaniały pomysł, także bez zająknięcia zmierzała w tamtym kierunku, aż w końcu oparła się o drewnianą ladę. Szukała wzrokiem kogoś, kto mógłby im nalać czegoś mocniejszego, mrużyła przy tym dość mocno oczy, bo świat wirował jej już całkiem intensywnie.