09.06.2025, 22:42 ✶
Trochę nawykła, że jakoś ludzie wychodzili z założenia, że jest parą Lewisa. Dopytywała już Aseny, czy są tu zwyczaje godowe polegające na zrękowinach z partnerką poprzez podanie posiłku, ale ta zarzekała się, że nie. Tymczasem z jakiś powodów uparcie wszyscy nakleili im łatkę nokturnowych gołąbeczków (raptem dwie osoby, ale dla Key obecnie to było prawie jak cały świat, skoro w całym mieście znała niewiele więcej osób), co z jednej strony pomogło przetrawić pierwszy komentarz, ale już zdecydowanie nie drugi...
ŻONIE?!
Nie to, że chciała się sparować z Lewisem, choć było jej bardzo miło, kiedy ten nie dostał padaczki na wieści, że Nico nie dość, że nie jest Nico to jeszcze całkiem no wygląda inaczej. To było miłe, że rozpoznał ją po kilku gestach, po tym jak trzyma nóż i jak się śmieje co oczywiście było TRAGICZNE dla kogoś kto chciał kraść tożsamości i złodziejskim fachem uczciwie zarabiać na życie no ALE NIE WAŻNE JAKA KURWA ŻONA?!
Fałszywy Lewis musiał mieć minę nietęgą, pewnie też jego całkiem przystojna buzia zaróżowiła z tej konsternacji, na szczęście Woody był bardzo wspaniałym i cudownym jeleniem do wrabiania, ponieważ paplał i nie zwracał - najprawdopodobniej - na takie detale uwagi. Opowiadał mu o miejscu do którego szli i było to dobre, bo przecież miejscowy chłopak oczywiście powinien wiedzieć o miejscowych ludziach oczywiście. A on teraz wiedział, że mam mugolka co udawała charłaczkę to nie da rabatu, a chłopaki mugolaki zapewne chociaż utrzymujące że półkrwi, i mają stalowe jaja. Zanotowane. Ach i pan Woody chciał jeździć na magicznych motorach. Ciekawe czy i jej dał byc się przejechać?
I to nie było tak... że świat nie płonął. Że ludzie nie krzyczeli. Nie pomstowali. Nie okradali się. Nie jęczeli od poparzeń z bólu. To nie było tak, że nagle czarnomagiczna chmura zniknęła, a oni przestali brodzić w miękkim dywanie przeklętego popiołu, który wszystko fajczył. Nie nie... Key jednak miała swój własny bardzo kolorowy świat i jej percepowanie rzeczywistości ograniczało się do bardzo wąskiego zakresu do któego teraz należał Pan Woody i jego opowieść.
A gdy dotarli... w zakres tego ruchu weszła sytuacja, któa miała miejsce.
- Oni są tam jeszcze w środku?! - brwi fałszywego Lewisa powędrowały ku górze i nie czekając na zaproszenie przyspieszył, ba! zaczął biec do środka, żeby zobaczyć co się tam dzieje i kto wie, może ewakuować kolejny motor?
ŻONIE?!
Nie to, że chciała się sparować z Lewisem, choć było jej bardzo miło, kiedy ten nie dostał padaczki na wieści, że Nico nie dość, że nie jest Nico to jeszcze całkiem no wygląda inaczej. To było miłe, że rozpoznał ją po kilku gestach, po tym jak trzyma nóż i jak się śmieje co oczywiście było TRAGICZNE dla kogoś kto chciał kraść tożsamości i złodziejskim fachem uczciwie zarabiać na życie no ALE NIE WAŻNE JAKA KURWA ŻONA?!
Fałszywy Lewis musiał mieć minę nietęgą, pewnie też jego całkiem przystojna buzia zaróżowiła z tej konsternacji, na szczęście Woody był bardzo wspaniałym i cudownym jeleniem do wrabiania, ponieważ paplał i nie zwracał - najprawdopodobniej - na takie detale uwagi. Opowiadał mu o miejscu do którego szli i było to dobre, bo przecież miejscowy chłopak oczywiście powinien wiedzieć o miejscowych ludziach oczywiście. A on teraz wiedział, że mam mugolka co udawała charłaczkę to nie da rabatu, a chłopaki mugolaki zapewne chociaż utrzymujące że półkrwi, i mają stalowe jaja. Zanotowane. Ach i pan Woody chciał jeździć na magicznych motorach. Ciekawe czy i jej dał byc się przejechać?
I to nie było tak... że świat nie płonął. Że ludzie nie krzyczeli. Nie pomstowali. Nie okradali się. Nie jęczeli od poparzeń z bólu. To nie było tak, że nagle czarnomagiczna chmura zniknęła, a oni przestali brodzić w miękkim dywanie przeklętego popiołu, który wszystko fajczył. Nie nie... Key jednak miała swój własny bardzo kolorowy świat i jej percepowanie rzeczywistości ograniczało się do bardzo wąskiego zakresu do któego teraz należał Pan Woody i jego opowieść.
A gdy dotarli... w zakres tego ruchu weszła sytuacja, któa miała miejsce.
- Oni są tam jeszcze w środku?! - brwi fałszywego Lewisa powędrowały ku górze i nie czekając na zaproszenie przyspieszył, ba! zaczął biec do środka, żeby zobaczyć co się tam dzieje i kto wie, może ewakuować kolejny motor?