10.06.2025, 09:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.06.2025, 10:02 przez Lorien Mulciber.
Powód edycji: dopisanie efektu rzutu, parę literówek
)
Szlamy były agresywne. Wszyscy to widzieli przed chwilą, a co było lepszym przykładem jak to, że zaraz po swoim ataku na Croucha rzucił się na Anthony’ego! I za co?! Za to, że ten ładnie poprosił, żeby zachować spokój?! Oburzające. Może i próbował być stanowczy (i może, ale tylko może) mu to kompletnie nie wyszło, ale poziom agresji eksalował do tego stopnia, że inni obecni w Atrium zaczęli patrzeć w ich stronę. I co zobaczyli?
Rzucającego się mugolaka na przedstawicieli organów państwowych. Mugolak może i pobladł. Może i dobrze, bo natrafił na spojrzenie wyglądającej zza ramienia Anthony’ego Lorien, która ewidentnie nie zamierzała takiego gwałtu na prawie odpuścić.
Może gdyby nie byli w centrum uwagi, nawet klasnęłaby wdzięczna za tą popisówkę, która mogła skończyć się dla niego tragicznie.
Szczerze mówiąc nie interesowało pani Mulciber co za plany sobie Robert snuł. Obserwowała jak skacze niczym cyrkowa małpka wydając kolejne rozkazy, uważając się za kogoś ważnego. Za kogoś kto ogarnie cały ten chaos, na który wydawał nieme przyzwolenie. Ale w jej oczach z niewinnego przeciwnika politycznego stał się bardzo poważnym zagrożeniem. Dla świata czarodziejów. Dla bezpieczeństwa ich rodzin. Stał się powoli kłopotem, którego należałoby utemperować zanim pomyśli że może wzbić się wyżej niż ustawa przewiduje. A może myślała to tylko i wyłącznie dlatego, że Crouch ewidentnie i bezczelnie ją ignorował?
Co za skurwiel. Naprawdę sądził, że mógł nią pomiatać jak jakąś smarkulą, która ledwo co zasiadła w sędziowskiej ławie? Miała od niego dłuższy staż! Wydawała wyroki, kiedy on jeszcze smarował protokoły z rozpraw! To Nobby Leach ją mianował w czasie przemian w Ministerstwie, a Crouch miał czelność jej wyrzucać magirasizm?! Bo co? Bo baba? Bo młodsza? Bo niższa?!
Wzięła głęboki oddech obserwując może najważniejsze pięć minut w życiu kuzyna.
- Jesteś zwyczajnym głupcem Robercie.- Odpowiedziała dziwnie spokojnie, nie odrywając wzroku od zaczerwienionego policzka mężczyzny. Skoro on nie zamierzał tego zgłaszać - ona pociągnie ten temat. A jeśli Crouch zgodnie ze swoją zapowiedzią będzie wnioskował o niższy wymiar kary… Są inne sposoby. Inne ścieżki. Zawsze jest jakiś sposób, żeby sprawiedliwości stała się zadość, a agresor szybko zrozumiał dlaczego nie podnosi się rąk na Wizengamot. Szkoda, że zapomniał o tym sam Crouch, zaślepiony miłością do postępu i mugolofilią.
Nie zareagowała nawet kiedy się odwrócił i poszedł “zarządzać” operacją - zapewne miał w planach wpuszczać do ich domu więcej mugoli, więcej zdrajców krwi, więc szpiegów, którzy mogli ich rozszarpać od środka. Ten jeden tylko mu strzelił w pysk, kolejny może ich wszystkich pozabijać!
Nie miała zamiaru dłużej zostawać w Atrium. Ba, w ogóle nie miała zamiaru na ten moment siedzieć w Ministerstwie, skoro zmieniło się w szlamolubne bagnisko, w którym przemoc jest rozwiązaniem każdego z problemów.
Na swoje własne nieszczęście w zasięgu jej wzroku znalazł się jeden z młodszych nabytków administracji Wizengamotu - ot zaledwie siedemnastoletnia panna Mothridge. Przywołała do siebie przerażoną dziewczynkę, stanowczym gestem dłoni.
- S-Słucham pani Mulciber?- Wydukała czarownica, dociskając do piersi dokumenty, z którymi najwyraźniej ją zastał ten cały chaos.
- Przypilnuj, żeby ich wszystkich spisano. Każdego jednego, który nie będzie w stanie pokazać ci dokumentów albo różdżki.- Poleciła starając się, by brzmiało to jak wyraźne polecenie służbowe. Nawet jeśli w chwili takiego kryzysu zapewne było zaledwie prośbą.- Weź sobie kogoś do pomocy, nie wiem ilu jeszcze niemagicznych tu wpuszczą. Jak ktokolwiek będzie robił ci problemy, powiedz, że masz odgórny nakaz Wizengamotu. Kwestia bezpieczeństwa narodowego. Daj mi coś do pisania. A rano wyślij jedna kopię do mnie, a drugą na biurko Cattermole’a. Musi wiedzieć po kim sprzątać cały ten bałagan.
Wpisała odpowiednie zezwolenie na odwrocie jakiegoś raportu kwartalnego.
Nie mam dowodzenia więc rzucam na charyzmę 4k na spacyfikowanie stażystki i zmuszenie jej do zebrania nazwisk potencjalnych mugoli w Atrium)
Dziewczyna co prawda pewnie miała zupełnie inne plany na dzisiejszą noc, ale dała się przekonać do nowej misji. Niechętnie, bo niechętnie ruszyła na poszukiwania wszystkich niemagicznie urodzonych rannych, których byłaby w stanie zidentyfikować zaprotokołować.
Sama pani Mulciber z kolei skierowała się w stronę jednego z wyjść, ani myśląc zostać w tej świątyni chaosu minuty dłużej.
Cały czas odgrywam zawadę uparciuch (za nic Robercik mnie nie przekona, że mugole w Ministerstwie to dobry pomysł) + typowe dla postaci bycie magikonfederatką z niechęcią do mugoli.
Rzucającego się mugolaka na przedstawicieli organów państwowych. Mugolak może i pobladł. Może i dobrze, bo natrafił na spojrzenie wyglądającej zza ramienia Anthony’ego Lorien, która ewidentnie nie zamierzała takiego gwałtu na prawie odpuścić.
Może gdyby nie byli w centrum uwagi, nawet klasnęłaby wdzięczna za tą popisówkę, która mogła skończyć się dla niego tragicznie.
Szczerze mówiąc nie interesowało pani Mulciber co za plany sobie Robert snuł. Obserwowała jak skacze niczym cyrkowa małpka wydając kolejne rozkazy, uważając się za kogoś ważnego. Za kogoś kto ogarnie cały ten chaos, na który wydawał nieme przyzwolenie. Ale w jej oczach z niewinnego przeciwnika politycznego stał się bardzo poważnym zagrożeniem. Dla świata czarodziejów. Dla bezpieczeństwa ich rodzin. Stał się powoli kłopotem, którego należałoby utemperować zanim pomyśli że może wzbić się wyżej niż ustawa przewiduje. A może myślała to tylko i wyłącznie dlatego, że Crouch ewidentnie i bezczelnie ją ignorował?
Co za skurwiel. Naprawdę sądził, że mógł nią pomiatać jak jakąś smarkulą, która ledwo co zasiadła w sędziowskiej ławie? Miała od niego dłuższy staż! Wydawała wyroki, kiedy on jeszcze smarował protokoły z rozpraw! To Nobby Leach ją mianował w czasie przemian w Ministerstwie, a Crouch miał czelność jej wyrzucać magirasizm?! Bo co? Bo baba? Bo młodsza? Bo niższa?!
Wzięła głęboki oddech obserwując może najważniejsze pięć minut w życiu kuzyna.
- Jesteś zwyczajnym głupcem Robercie.- Odpowiedziała dziwnie spokojnie, nie odrywając wzroku od zaczerwienionego policzka mężczyzny. Skoro on nie zamierzał tego zgłaszać - ona pociągnie ten temat. A jeśli Crouch zgodnie ze swoją zapowiedzią będzie wnioskował o niższy wymiar kary… Są inne sposoby. Inne ścieżki. Zawsze jest jakiś sposób, żeby sprawiedliwości stała się zadość, a agresor szybko zrozumiał dlaczego nie podnosi się rąk na Wizengamot. Szkoda, że zapomniał o tym sam Crouch, zaślepiony miłością do postępu i mugolofilią.
Nie zareagowała nawet kiedy się odwrócił i poszedł “zarządzać” operacją - zapewne miał w planach wpuszczać do ich domu więcej mugoli, więcej zdrajców krwi, więc szpiegów, którzy mogli ich rozszarpać od środka. Ten jeden tylko mu strzelił w pysk, kolejny może ich wszystkich pozabijać!
Nie miała zamiaru dłużej zostawać w Atrium. Ba, w ogóle nie miała zamiaru na ten moment siedzieć w Ministerstwie, skoro zmieniło się w szlamolubne bagnisko, w którym przemoc jest rozwiązaniem każdego z problemów.
Na swoje własne nieszczęście w zasięgu jej wzroku znalazł się jeden z młodszych nabytków administracji Wizengamotu - ot zaledwie siedemnastoletnia panna Mothridge. Przywołała do siebie przerażoną dziewczynkę, stanowczym gestem dłoni.
- S-Słucham pani Mulciber?- Wydukała czarownica, dociskając do piersi dokumenty, z którymi najwyraźniej ją zastał ten cały chaos.
- Przypilnuj, żeby ich wszystkich spisano. Każdego jednego, który nie będzie w stanie pokazać ci dokumentów albo różdżki.- Poleciła starając się, by brzmiało to jak wyraźne polecenie służbowe. Nawet jeśli w chwili takiego kryzysu zapewne było zaledwie prośbą.- Weź sobie kogoś do pomocy, nie wiem ilu jeszcze niemagicznych tu wpuszczą. Jak ktokolwiek będzie robił ci problemy, powiedz, że masz odgórny nakaz Wizengamotu. Kwestia bezpieczeństwa narodowego. Daj mi coś do pisania. A rano wyślij jedna kopię do mnie, a drugą na biurko Cattermole’a. Musi wiedzieć po kim sprzątać cały ten bałagan.
Wpisała odpowiednie zezwolenie na odwrocie jakiegoś raportu kwartalnego.
Nie mam dowodzenia więc rzucam na charyzmę 4k na spacyfikowanie stażystki i zmuszenie jej do zebrania nazwisk potencjalnych mugoli w Atrium)
Rzut PO 1d100 - 46
Sukces!
Sukces!
Dziewczyna co prawda pewnie miała zupełnie inne plany na dzisiejszą noc, ale dała się przekonać do nowej misji. Niechętnie, bo niechętnie ruszyła na poszukiwania wszystkich niemagicznie urodzonych rannych, których byłaby w stanie zidentyfikować zaprotokołować.
Sama pani Mulciber z kolei skierowała się w stronę jednego z wyjść, ani myśląc zostać w tej świątyni chaosu minuty dłużej.
Cały czas odgrywam zawadę uparciuch (za nic Robercik mnie nie przekona, że mugole w Ministerstwie to dobry pomysł) + typowe dla postaci bycie magikonfederatką z niechęcią do mugoli.
Koniec sesji