10.06.2025, 14:56 ✶
Tym razem się udało - i całe szczęście, bo przecież za błędy zarówno jego, jak i jej, zapłaciłby ten typ. Aidan może i był wredny, leniwy i okropnie wręcz pyskaty, ale Victoria miała rację: miał serce po właściwej stronie. Był Brygadzistą, podczas tej nocy nie raz i nie dwa wbiegał do płonących budynków i nawet, jeżeli potem zostawał opluwany za swoje działania, to miał jedną ciekawą cechę: miał to absolutnie w dupie. Mógł się wkurwiać, mógł przeklinać, mógł kopać ludzi czy nawet ich bić, ale jeżeli widział, że ktoś potrzebuje pomocy, to musiał działać.
- Wstawaj bo spłoniesz - dodał, ale w zasadzie niepotrzebnie. Mężczyzna zaczął się podnosić, ale bardzo wolno. ZA wolno. Parkinson prychnął coś pod nosem i po prostu podszedł do grzebiącego się, by dźwignąć go na nogi. Jedna z nich ugięła się pod ciężarem mężczyzny.
- Ja... Chyba złamałem, boli - wystękał, starając się być dzielnym. Zaciskał zęby, wspierając się na ramieniu Aidana. Mówił cicho, Parkinson nie był pewny czy Vika to słyszała.
- Jest ranny, sam stąd nie wyjdzie - rzucił tylko, przerzucając rękę mężczyzny przez swoje ramię. Dobrze, że Victorii udało się wyczarować jako takie przejście, bo teraz to miał bardzo ograniczone pole manewru. Nie żeby mu samemu przy tej presji zaklęcia wychodziły książkowo, co to to nie. I właśnie tego się obawiał: że będąc niańką, rozproszoną na dodatek, skończy się to tragicznie. - Weź nas osłaniaj, lodowa księżniczko.
Rzucił tylko, poprawiając chwyt. Typ miał jedną nogę całkowicie niesprawną, co utrudniało Aidanowi jakiekolwiek czarowanie. Ruszył w stronę przejścia, które ugasiła Victoria. Jeszcze tylko kilka kroków...
Czy ogień sprawi, że coś spadnie z sufitu na ich drogę?
- Wstawaj bo spłoniesz - dodał, ale w zasadzie niepotrzebnie. Mężczyzna zaczął się podnosić, ale bardzo wolno. ZA wolno. Parkinson prychnął coś pod nosem i po prostu podszedł do grzebiącego się, by dźwignąć go na nogi. Jedna z nich ugięła się pod ciężarem mężczyzny.
- Ja... Chyba złamałem, boli - wystękał, starając się być dzielnym. Zaciskał zęby, wspierając się na ramieniu Aidana. Mówił cicho, Parkinson nie był pewny czy Vika to słyszała.
- Jest ranny, sam stąd nie wyjdzie - rzucił tylko, przerzucając rękę mężczyzny przez swoje ramię. Dobrze, że Victorii udało się wyczarować jako takie przejście, bo teraz to miał bardzo ograniczone pole manewru. Nie żeby mu samemu przy tej presji zaklęcia wychodziły książkowo, co to to nie. I właśnie tego się obawiał: że będąc niańką, rozproszoną na dodatek, skończy się to tragicznie. - Weź nas osłaniaj, lodowa księżniczko.
Rzucił tylko, poprawiając chwyt. Typ miał jedną nogę całkowicie niesprawną, co utrudniało Aidanowi jakiekolwiek czarowanie. Ruszył w stronę przejścia, które ugasiła Victoria. Jeszcze tylko kilka kroków...
Czy ogień sprawi, że coś spadnie z sufitu na ich drogę?
Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak
Tak