12.06.2025, 15:22 ✶
Uścisnął dłonie obojgu interesantom i nie był w stanie ocenić, czyja ręka była zimniejsza. Tak jakby przyszła do niego para trupów wyciągniętych prosto z trumien. Może to była kwestia słabego krążenia? Babcia zawsze powtarzała, że była to kwestia kiepskiego odżywiania i braku aktywnego trybu życia. Oczywiście Henry nie chciał oceniać ich pochopnie. Tyle, że chorobliwa niemal bladość ich obojga jakoś pasowała do tego profilu.
— Nie ma problemu, o tej porze robi się już trochę nudno — uśmiechnął się, choć nie wiedzieć czemu, czuł lekki niepokój. Pewnie to było zmęczenie, nic więcej. — Ostatnia konferencja... Ach tak, pamiętam.
Henry przede wszystkim pamiętał podawany tam katering. Nie była to kuchnia wybitna, ale jeśli można było najeść się za friko, chłopak korzystał z okazji. No i mieli stół z herbatami o różnych wymyślnych smakach. Wtedy, pierwszy raz w życiu, Lockhart napił się rooibosa. I zarąbał stamtąd ze trzy kawałki ciasta zwinięte w chusteczki.
— Jasne, redakcja jest pusta, więc możemy tam pogadać — wzruszył ramionami i wstał.
Poprowadził Fawleya i Rosewood do własnego biurka. Walały się na nim zdjęcia i papiery, a pusty kubek po kawie czekał cierpliwie, aż Henry wyniesie go do zlewu.
— Przepraszam za bałagan — powiedział, po czym wziął dwa krzesła, które zwykle stały przed biurkami jego ważniejszych kolegów. Ustawił je naprzeciwko własnego.
Wtedy zorientował się, że został zupełnie sam z dwojgiem niepokojąco bladych ludzi. W pustym biurze. W nocy. Sytuacja niczym z horroru. Jakie szanse miał Henry w starciu z nimi?
Nie wydurniaj się — skarcił się w myślach. Naczytał się zdecydowanie za dużo powieści grozy.
— Nie ma problemu, o tej porze robi się już trochę nudno — uśmiechnął się, choć nie wiedzieć czemu, czuł lekki niepokój. Pewnie to było zmęczenie, nic więcej. — Ostatnia konferencja... Ach tak, pamiętam.
Henry przede wszystkim pamiętał podawany tam katering. Nie była to kuchnia wybitna, ale jeśli można było najeść się za friko, chłopak korzystał z okazji. No i mieli stół z herbatami o różnych wymyślnych smakach. Wtedy, pierwszy raz w życiu, Lockhart napił się rooibosa. I zarąbał stamtąd ze trzy kawałki ciasta zwinięte w chusteczki.
— Jasne, redakcja jest pusta, więc możemy tam pogadać — wzruszył ramionami i wstał.
Poprowadził Fawleya i Rosewood do własnego biurka. Walały się na nim zdjęcia i papiery, a pusty kubek po kawie czekał cierpliwie, aż Henry wyniesie go do zlewu.
— Przepraszam za bałagan — powiedział, po czym wziął dwa krzesła, które zwykle stały przed biurkami jego ważniejszych kolegów. Ustawił je naprzeciwko własnego.
Wtedy zorientował się, że został zupełnie sam z dwojgiem niepokojąco bladych ludzi. W pustym biurze. W nocy. Sytuacja niczym z horroru. Jakie szanse miał Henry w starciu z nimi?
Nie wydurniaj się — skarcił się w myślach. Naczytał się zdecydowanie za dużo powieści grozy.