Woda w jej przypadku bywała zdradliwa, jednak nie tym razem. Okazało się, że rzucone przez nią zaklęcie było doskonałe, nie, żeby ją to jakoś szczególnie dziwiło. Ruda była świadoma tego, że stawała się coraz potężniejszą czarownicą. Pogłębiała swoją wiedzę, ćwiczyła z najlepszymi, to musiało przynosić jakieś efekty.
Wyczuła moment, w którym strumień wody mógł zrobić więcej szkód niż pożytku, umiejętnie przesunęła go w inną stronę. Nie miała zaszkodzić, wręcz przeciwnie, chodziło tylko i wyłącznie o ugaszenie ognia. Udało jej się połączyć fakty, wyczuła chwilę, w której jej wsparcie mogło okazać się czymś zupełnie przeciwnym.
Lata życia z klątwą natury nauczyły ją co nieco o wodzie. Może nie radziła sobie z nią jakoś wybitnie, jednak potrafiła wsłuchiwać się w to, co miała jej do pokazania. Nie była już taką ignorantką jak na samym początku, ćwiczyła, chciała doskonalić swoją wiedzę, to wszystko pomogło jej ocalić kamienicę przed zawaleniem, wystarczyłby jeden, nieprzemyślany ruch, i byłoby po tym budynku. Na szczęście zauważyła, co może się zdarzyć. Przewidziała, jakie mogą być skutki jej interwencji.
Budynek nie spłonął, ani się nie zawalił. Wood uśmiechnęła się do siebie zadowolona z efektu rzuconego przez nią zaklęcia. Miała szczęście, chociaż to wcale nie było szczęście, nie zamierzała odbierać sobie swoich zasług. Była niesamowita, tak, zamierzała to sobie powtarzać.
- Woda jest moją przyjaciółką. - Rzuciła jeszcze do Thomasa, który próbował sugerować inne metody walczenia z ogniem, wolała pozostać przy tych znajomych, które kiedyś wydawały jej się być przekleństwem, ale nie tym razem.
Rzuciła okiem na swoich kompanów, najwyraźniej wszystkim udało się ocalić palące się kamienice. Kamień z serca. Nie mogli jednak napawać się tym sukcesem, bo noc była jeszcze młoda, ogień nadal trawił inne budynki, kolejne kamienice, to był naprawdę drobny sukces na tle tego, co działo się wokół nich.
- To była przyjemność. - Krzyknęła do mężczyzn, gdy ruszyła w dalszą drogę. Nie do końca wiedziała dokąd poniosą ją nogi, miała jednak świadomość, że nie mogli zwlekać. Musieli iść dalej, nieść pomoc potrzebującym, kto jeśli nie oni?