13.06.2025, 00:00 ✶
Na samym początku nawet nie widziała ich imponującego pochodu, który nadchodził z drugiej strony ulicy. A zwracali na siebie uwagę, to trzeba było im przyznać. Czy to samą prezencją i osobowością; czy to widocznymi, ale nadal umownymi, chmurami, które kłębiły się nad ich głowami; czy też zwyczajnie fleszem aparatu. Tego ostatniego nie dało się w żaden sposób przeoczyć, choć popiół nie przestawał padać, a ogień połykał i trawił wszystko dookoła.
Tessa odgarnęła loki, przyklejające się do spoconego czoła i powstrzymywała ludzi z wnętrza antykwariatu od wychodzenia na ulicę. Byli bezpieczni, na razie, dlatego nie mogła pozwolić, żeby nagle, w przypływie paniki wybiegli na zewnątrz. I zginęli w płomieniach. Dlatego stała chwilowo na progu, szukając wzrokiem osób potrzebujących pomocy.
— Merlinie… — zdołała tylko wymamrotać, zauważając w końcu drużynę, która nieubłaganie kierowała się w jej stronę. Przy okazji systematycznie gasili ogień, a wszystkiemu towarzyszył… reporter? Dziennikarz? Nie była pewna, ale w chwili, kiedy miała już wyjść im na spotkanie, zatrzymała się w miejscu.
Zdołała ledwie machnąć w ich stronę ręką, kiedy zauważyła dziewczynę, opierającą się plecami o ścianę kamienicy. Była funkcjonariuszką i przez chwilę Tessa była pewna, że przyszła, żeby im pomóc, ale te wyobrażenia zniknęły niemalże od razu, niczym liść niesiony na wietrze. Longbottom wzięła głębszy wdech i podeszła do niej ostrożnie, zdejmując plecioną narzutę z własnych ramion. Na początku jednak trzymała dystans, nie chcąc jej przestraszyć. Wydawała się być w opłakanym stanie, ale Tessa działa instynktownie. Z jakiegoś powodu zachowaniem przypominała jej matkę, a przynajmniej w tych ostatnich chwilach życia.
— Spokojnie, dziecko — zaczęła najpierw miękko, słysząc jak jej głos brzmiał nienaturalnie gładko i spokojnie w porównaniu do sytuacji, w której się znajdowali. — Wszystko będzie dobrze. Na razie oddychaj, dobrze?
I tutaj Rzut na Charyzmę, żeby uspokoić dziołchę z BUM-u.
Charyzma ◉◉◉○○
Tessa odgarnęła loki, przyklejające się do spoconego czoła i powstrzymywała ludzi z wnętrza antykwariatu od wychodzenia na ulicę. Byli bezpieczni, na razie, dlatego nie mogła pozwolić, żeby nagle, w przypływie paniki wybiegli na zewnątrz. I zginęli w płomieniach. Dlatego stała chwilowo na progu, szukając wzrokiem osób potrzebujących pomocy.
— Merlinie… — zdołała tylko wymamrotać, zauważając w końcu drużynę, która nieubłaganie kierowała się w jej stronę. Przy okazji systematycznie gasili ogień, a wszystkiemu towarzyszył… reporter? Dziennikarz? Nie była pewna, ale w chwili, kiedy miała już wyjść im na spotkanie, zatrzymała się w miejscu.
Zdołała ledwie machnąć w ich stronę ręką, kiedy zauważyła dziewczynę, opierającą się plecami o ścianę kamienicy. Była funkcjonariuszką i przez chwilę Tessa była pewna, że przyszła, żeby im pomóc, ale te wyobrażenia zniknęły niemalże od razu, niczym liść niesiony na wietrze. Longbottom wzięła głębszy wdech i podeszła do niej ostrożnie, zdejmując plecioną narzutę z własnych ramion. Na początku jednak trzymała dystans, nie chcąc jej przestraszyć. Wydawała się być w opłakanym stanie, ale Tessa działa instynktownie. Z jakiegoś powodu zachowaniem przypominała jej matkę, a przynajmniej w tych ostatnich chwilach życia.
— Spokojnie, dziecko — zaczęła najpierw miękko, słysząc jak jej głos brzmiał nienaturalnie gładko i spokojnie w porównaniu do sytuacji, w której się znajdowali. — Wszystko będzie dobrze. Na razie oddychaj, dobrze?
I tutaj Rzut na Charyzmę, żeby uspokoić dziołchę z BUM-u.
Charyzma ◉◉◉○○
Rzut Z 1d100 - 57
Sukces!
Sukces!
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you