13.06.2025, 09:51 ✶
A zbyłem uwagi Benka machnięciem ręki, jakby była czarodziejską różdżką, a on miał właśnie supłane usta. Wcale nie zamierzałem jej zjadać, co najwyżej skosztować. Ale… to za obopólną zgodą i, cóż, musiałem też dopytać Ambroise’a, jakie dokładnie łączyły go relacje z Norą Figg. Może mieli romans albo coś? Nie chciałem stawać mu na drodze do szczęścia… Przynajmniej nie zawsze. Działałem pod tym kątem wybiórczo, a słodki obraz Norki wcale nie pomagał w zestawieniu z tą moją wybiórczością. Poza tym oszalałem na punkcie Geraldine, więc raczej preferowałem by był jej wierny.
I żartowałem sobie z tymi żabami pod sukienką… A może jednak nie? Cóż, ostatecznie miałem ich tam nie znaleźć.
– Wszystko możliwe z żabami, więc spodziewam się ich wszędzie – zaśmiałem się, jakby to był hermetyczny żart, który rozumiała tylko Norka. Oczywiście nie brałem pod uwagę takiego ŻABOWEGO IGNORANTA, JAKIM BYŁ BENEK. Cóż, niezależnie od efektu, kontynuowałem oczywiście swoje wywody. – Ech, dzieciaki to ignoranci. Będą zadowolone z każdego słodkiego przysmaku... A ja? Ja jestem koneserem. Wręcz ubóstwiam pani dzieła, stąd to uwielbienie.
Oczy mi rozbłysły, kiedy usłyszałem obietnicę żab. Z realizacją w niedalekiej przyszłości i z pełnym zaangażowaniem.
– Widzisz, Benek?! Wystarczy zagadać, czego nie zrobiłeś. Żaby będą... i JA CI DAM EKSPERYMENT SPOŁECZNY! Zaraz zrobię ci takich siedemset, po czym napiszę książkę pod tytułem Dziwne zachowania Benedictusa Pochmurnusa – stwierdziłem, nieco urażony, ale jednak bardziej rozbawiony jego dziecinnym zachowaniem. Miał za złe światu, mnie i zapewne Ambrożemu, że po imprezie musiał wstać po południu, zamiast spać do wieczora. Kurczę, tak się nie dało. Takim oto sposobem przesypiał życie, a na to znalazłoby się kilka bardzo trafnych diagnoz psychiatrycznych.
Może miał depresję? Albo licho w przewodzie pokarmowym...? To czasami odbijało się czkawką, właśnie poprzez niechęć do życia i do najwierniejszych przyjaciół.
Nie zamierzałem się jednak dzielić spostrzeżeniami publicznie. Przynajmniej na razie. Byłem przecież profesjonalistą w swoim fachu, ale też przyjacielem Benka. Więc jeśli mnie sprowokuje, to zrobię mu tu jesień średniowiecza: rozpiszę jego psychikę w ogóle, rozłożę na czynniki, zanalizuję, wykorzystując skomplikowane opracowania numerologiczne, a na koniec – kiedy już będzie spał – obudzę go i zacznę opowieść od nowa. I tak do skutku. Póki nie wysłucha całości albo nie przyzna mi racji. Tej jedynej, słusznej racji, że jestem cudownym chłopcem, a nie, że mam niedotleniony mózg.
– Proszę się nie obawiać, wcale nie mam niedotlenionego mózgu. Jestem specjalistą w dziedzinie magimedycyny... a nie klątwołamaczem z tomografią na języku – stwierdziłem, wpatrując się w Benka i pospieszając go. – Zajmij się oględzinami, magimedyku. Te ściany potrzebują leczenia, czyszczenia i odświeżenia... Aż szkoda mi tak przepięknej kawiarni – dodałem, rozglądając się wokół z nostalgią.
A mogłem tu przyjść przed pożarami, rozkoszować się aurą, prawdziwą aurą tego miejsca, zjeść w spokoju żaby... Ale nie zrobiłem tego. Trzeba było to naprawić.
Oparłem się o blat, wpierw szukając takiego niezabrudzonego kawałka. U mnie w mieszkaniu robił się podobny syf… Ciekawe, czy i ja nie będę wkrótce potrzebował pomocy Benka. Bo wyglądało to podobnie, niepokojąco podobnie, stąd jeszcze tam nie spałem. Miałem alergię na brud.
I żartowałem sobie z tymi żabami pod sukienką… A może jednak nie? Cóż, ostatecznie miałem ich tam nie znaleźć.
– Wszystko możliwe z żabami, więc spodziewam się ich wszędzie – zaśmiałem się, jakby to był hermetyczny żart, który rozumiała tylko Norka. Oczywiście nie brałem pod uwagę takiego ŻABOWEGO IGNORANTA, JAKIM BYŁ BENEK. Cóż, niezależnie od efektu, kontynuowałem oczywiście swoje wywody. – Ech, dzieciaki to ignoranci. Będą zadowolone z każdego słodkiego przysmaku... A ja? Ja jestem koneserem. Wręcz ubóstwiam pani dzieła, stąd to uwielbienie.
Oczy mi rozbłysły, kiedy usłyszałem obietnicę żab. Z realizacją w niedalekiej przyszłości i z pełnym zaangażowaniem.
– Widzisz, Benek?! Wystarczy zagadać, czego nie zrobiłeś. Żaby będą... i JA CI DAM EKSPERYMENT SPOŁECZNY! Zaraz zrobię ci takich siedemset, po czym napiszę książkę pod tytułem Dziwne zachowania Benedictusa Pochmurnusa – stwierdziłem, nieco urażony, ale jednak bardziej rozbawiony jego dziecinnym zachowaniem. Miał za złe światu, mnie i zapewne Ambrożemu, że po imprezie musiał wstać po południu, zamiast spać do wieczora. Kurczę, tak się nie dało. Takim oto sposobem przesypiał życie, a na to znalazłoby się kilka bardzo trafnych diagnoz psychiatrycznych.
Może miał depresję? Albo licho w przewodzie pokarmowym...? To czasami odbijało się czkawką, właśnie poprzez niechęć do życia i do najwierniejszych przyjaciół.
Nie zamierzałem się jednak dzielić spostrzeżeniami publicznie. Przynajmniej na razie. Byłem przecież profesjonalistą w swoim fachu, ale też przyjacielem Benka. Więc jeśli mnie sprowokuje, to zrobię mu tu jesień średniowiecza: rozpiszę jego psychikę w ogóle, rozłożę na czynniki, zanalizuję, wykorzystując skomplikowane opracowania numerologiczne, a na koniec – kiedy już będzie spał – obudzę go i zacznę opowieść od nowa. I tak do skutku. Póki nie wysłucha całości albo nie przyzna mi racji. Tej jedynej, słusznej racji, że jestem cudownym chłopcem, a nie, że mam niedotleniony mózg.
– Proszę się nie obawiać, wcale nie mam niedotlenionego mózgu. Jestem specjalistą w dziedzinie magimedycyny... a nie klątwołamaczem z tomografią na języku – stwierdziłem, wpatrując się w Benka i pospieszając go. – Zajmij się oględzinami, magimedyku. Te ściany potrzebują leczenia, czyszczenia i odświeżenia... Aż szkoda mi tak przepięknej kawiarni – dodałem, rozglądając się wokół z nostalgią.
A mogłem tu przyjść przed pożarami, rozkoszować się aurą, prawdziwą aurą tego miejsca, zjeść w spokoju żaby... Ale nie zrobiłem tego. Trzeba było to naprawić.
Oparłem się o blat, wpierw szukając takiego niezabrudzonego kawałka. U mnie w mieszkaniu robił się podobny syf… Ciekawe, czy i ja nie będę wkrótce potrzebował pomocy Benka. Bo wyglądało to podobnie, niepokojąco podobnie, stąd jeszcze tam nie spałem. Miałem alergię na brud.