13.06.2025, 12:01 ✶
Kolejny raz przewrócił oczami i rozbawiony, spróbował wyszarpnąć ramię z jej uścisku.
– Wyobraź sobie, że to nie była jedyna rzecz, którą jadłem dzisiaj. Możesz powiedzieć to samo? – Różnica była taka, że on jadł i dalej był kościsty. Ona z pewnością przestałaby wyglądać jak ładnie ubrana śmierć, gdyby jadła więcej pożywnych rzeczy.
A potem spoważniał. Bardzo, ale to bardzo spoważniał, a przez całe jego ciało przebiegł mroźny prąd.
Jej matka zmarła, gdy musiała być mała. Jej matka była chora. To było… Jego ojciec nie żył. Jego matka sama chorowała, a on pracował w miejscu, gdzie śmierć się jednak zdarzała, a mimo tego… Mimo tego nie potrafił sobie wyobrazić przez co musiała przejść.
Gdy tylko zaczęła płakać, nie wahał się, ani chwili i po prostu ją przytulił. Może nie powinien być pytać. Może powinien się był domyślić.
– Przykro mi – wyszeptał, kładąc dłoń na jej kościste plecy. – To musiało być okropne.
Moja mama czasem też tak krwawiła.
Przez chwilę, zanim padło to wyznanie, rozważał, aby powiedzieć jej czemu krwawił z nosa, ale teraz… Teraz chyba nie powinien. Tylko, że hm… Chyba i tak lepiej będzie zaznaczyć od razu, że jeśli znowu zobaczy na jego twarzy krew, to on naprawdę nie umierał, niż kazać jej ponownie się martwić. Niepewnie odsunął się nieco od niej, wciąż trzymając przyjaciółkę delikatnie za ramiona.
– Millie, popatrz na mnie – poprosił spokojnym głosem. – Ja… Czasami tak mam. Może mi znowu zacząć lecieć krew, mogę się słabiej poczuć. Zwłaszcza po ciężkim dniu, ale to nie znaczy, że jest ze mną źle i musisz się jakkolwiek martwić, dobrze? Mi nic nie będzie.
Podałby jej chusteczkę, ale… Ale jedyna, która miał zużył.
– Wyobraź sobie, że to nie była jedyna rzecz, którą jadłem dzisiaj. Możesz powiedzieć to samo? – Różnica była taka, że on jadł i dalej był kościsty. Ona z pewnością przestałaby wyglądać jak ładnie ubrana śmierć, gdyby jadła więcej pożywnych rzeczy.
A potem spoważniał. Bardzo, ale to bardzo spoważniał, a przez całe jego ciało przebiegł mroźny prąd.
Jej matka zmarła, gdy musiała być mała. Jej matka była chora. To było… Jego ojciec nie żył. Jego matka sama chorowała, a on pracował w miejscu, gdzie śmierć się jednak zdarzała, a mimo tego… Mimo tego nie potrafił sobie wyobrazić przez co musiała przejść.
Gdy tylko zaczęła płakać, nie wahał się, ani chwili i po prostu ją przytulił. Może nie powinien być pytać. Może powinien się był domyślić.
– Przykro mi – wyszeptał, kładąc dłoń na jej kościste plecy. – To musiało być okropne.
Moja mama czasem też tak krwawiła.
Przez chwilę, zanim padło to wyznanie, rozważał, aby powiedzieć jej czemu krwawił z nosa, ale teraz… Teraz chyba nie powinien. Tylko, że hm… Chyba i tak lepiej będzie zaznaczyć od razu, że jeśli znowu zobaczy na jego twarzy krew, to on naprawdę nie umierał, niż kazać jej ponownie się martwić. Niepewnie odsunął się nieco od niej, wciąż trzymając przyjaciółkę delikatnie za ramiona.
– Millie, popatrz na mnie – poprosił spokojnym głosem. – Ja… Czasami tak mam. Może mi znowu zacząć lecieć krew, mogę się słabiej poczuć. Zwłaszcza po ciężkim dniu, ale to nie znaczy, że jest ze mną źle i musisz się jakkolwiek martwić, dobrze? Mi nic nie będzie.
Podałby jej chusteczkę, ale… Ale jedyna, która miał zużył.