14.06.2025, 10:43 ✶
O jeden suchar za daleko? Być może, bo chwilę trwało nim zdołał się uspokoić po kaszlu, pierdolonej pamiątki z wyprawy do podziemnych jaskini będących kryjówką demona podszywającego się pod brata Geraldine. No ale to nie pierwsza i nie ostatni "pamiątka" jaką udało mu się zebrać. Odetchnął głęboko i z wdzięcznością przyjął szklankę z chyba herbatą, albo jakimś sokiem? Nie był pewien i może by w końcu się dowiedział gdyby nie słowa wypowiedziane przez jego zbawczynię.
Prychnął prosto w szklankę, aż mu nosem poszło - ponownie zaczął się krztusić. Zdecydowanie to była herbata - teraz czuł to dogłębnie.
- Kurwa nie jak piję - mruknął, kiedy przestał się dławić. - Poza tym wujek by mnie nie podrywał - dodał jeszcze, może i faktycznie nie łączyły ich więzy krwi, ale bycie podrywanym przez Morpheusa? Zdecydowanie nie było to coś co mieściło się w Thomasowej głowie.
- Nie, jest okej, spokojnie - jeszcze nie jestem obłożnie chory - odpowiedział Millie i trochę po omacku pod stołek poszukał jej dłoni, aby móc się na niej zacisnąć w upewniającym geście, ze faktycznie jest w porządku. Musiał im przekazać zanim zapomni, albo zanim wszyscy zaczną spierdalać, żeby nieść pomoc innym.
- Dobra, słuchajcie. Bo w Wiwernie... - tym razem odezwał się już głośniej co by go mogli usłyszeć wszyscy. - Nie wiem, to było popierdolone, ale z Dorą widzieliśmy jakąś związaną kobietę leżącą na podłodze jak barman szedł na zaplecze, ale jak wracał to już jej się dostrzec nie dało. Mówił coś o tym, że niedługo ucieka z tego kraju. Brzmi to podejrzanie, ale... Nie wiem, potrzeba kogoś ze sprawnymi oczami, żeby to zbadać, wtedy nie mogłem, były inne pilne sprawy - dodał nieco kulawo, ale to, ze zabrał tam Dorę było jasnym obrazem jak durny potrafił być. Na szczęście nic się nie stało i zdołał opanować swoje bohaterskie zapędy - bezpieczeństwo młodej czarodziejki jednak było najważniejszym priorytetem.
- Czeka nas jeszcze dużo pracy, ale najpierw porządnie odpocznijmy, wszyscy - nałożył nacisk na ostatnie słowo, dobrze wiedząc, że niektórzy (niewskazujący paluchami kto, bo nie widział gdzie siedzą) mogliby zamiast odpoczynku rzucić się w wir pracy i dalszego pomagania. Sam zaś czuł się wypruty z sił, dlatego przechylił się nieco na krześle w stronę jak miał nadzieję nadal siedziała Millie, aby móc się na niej nieco oprzeć. To był czas, aby też skorzystali z jego rady.
Prychnął prosto w szklankę, aż mu nosem poszło - ponownie zaczął się krztusić. Zdecydowanie to była herbata - teraz czuł to dogłębnie.
- Kurwa nie jak piję - mruknął, kiedy przestał się dławić. - Poza tym wujek by mnie nie podrywał - dodał jeszcze, może i faktycznie nie łączyły ich więzy krwi, ale bycie podrywanym przez Morpheusa? Zdecydowanie nie było to coś co mieściło się w Thomasowej głowie.
- Nie, jest okej, spokojnie - jeszcze nie jestem obłożnie chory - odpowiedział Millie i trochę po omacku pod stołek poszukał jej dłoni, aby móc się na niej zacisnąć w upewniającym geście, ze faktycznie jest w porządku. Musiał im przekazać zanim zapomni, albo zanim wszyscy zaczną spierdalać, żeby nieść pomoc innym.
- Dobra, słuchajcie. Bo w Wiwernie... - tym razem odezwał się już głośniej co by go mogli usłyszeć wszyscy. - Nie wiem, to było popierdolone, ale z Dorą widzieliśmy jakąś związaną kobietę leżącą na podłodze jak barman szedł na zaplecze, ale jak wracał to już jej się dostrzec nie dało. Mówił coś o tym, że niedługo ucieka z tego kraju. Brzmi to podejrzanie, ale... Nie wiem, potrzeba kogoś ze sprawnymi oczami, żeby to zbadać, wtedy nie mogłem, były inne pilne sprawy - dodał nieco kulawo, ale to, ze zabrał tam Dorę było jasnym obrazem jak durny potrafił być. Na szczęście nic się nie stało i zdołał opanować swoje bohaterskie zapędy - bezpieczeństwo młodej czarodziejki jednak było najważniejszym priorytetem.
- Czeka nas jeszcze dużo pracy, ale najpierw porządnie odpocznijmy, wszyscy - nałożył nacisk na ostatnie słowo, dobrze wiedząc, że niektórzy (niewskazujący paluchami kto, bo nie widział gdzie siedzą) mogliby zamiast odpoczynku rzucić się w wir pracy i dalszego pomagania. Sam zaś czuł się wypruty z sił, dlatego przechylił się nieco na krześle w stronę jak miał nadzieję nadal siedziała Millie, aby móc się na niej nieco oprzeć. To był czas, aby też skorzystali z jego rady.