13.06.2025, 18:29 ✶
Tanaquil Shafiq zgodnie z siłą płynącą z własnego imienia, była prawdziwym darem od bogów - ucieleśnieniem spokoju. Elegancja, dobry ton i nienaganne maniery stanowiły naturalne dopełnienie cechy, która była w niej najsilniejsza. Ktoś złośliwy mógłby określić ją mianem flegmatyka, ona jednak sama pielęgnowała opowieść o własnym opanowaniu i chłodnym rozeznaniu w otaczającym ją i jej rodzinę świecie. Tanaquil lubiła te popołudnia i wieczory, kiedy nie musiały pokazywać się w socjecie i mogły wraz z córką w spokoju oddawać się swoim zainteresowaniom, spędzając ze sobą dokładnie tyle i tylko tyle czasu ile trzeba było, dla rozrywki wymiany myśli, krytycznym przyjrzeniu się ideom drugiej i rozejściu się do skutecznego indywidualnego rozwoju i wzrostu lub odpoczynku, bez konieczności prowadzonych w nieskończoność barwnym a jednak wciąż pustosłowiem rozmów.
Dzisiejszy dzień postanowiła poświęcić historii angielskiej badaczki weryfikującej mugolską religię z działalnością hinduskich czarnoksiężników z IV wieku naszej ery, kiedy ktoś, bądź coś zakłóciło jej spokój. Ujęła w swoje długie palce smukłą wiśniową różdżkę i zakołysała sznureczkiem wprawiającym w ruch dzwoneczki informujące mieszkańców domu, że matrona potrzebuje pilnie spotkania z nimi. Przydatne, zwłaszcza podczas wnikliwej działalności naukowej, w której każda sekunda zapisków odmierzana była czystym kruszcem złota.
Z racji tego, że służba miała wychodne, Lanie nie pozostało nic innego, jak zaspokoić gwałtowną potrzebę matki, której to gwałtowność wyrażał monotonny kryształowy dźwięk, uporczywie domagający się uwagi.
W końcu gdy córka pojawiła się w saloniku, odziana w karminową czerwoną szatę kobieta uniosła głowę znad książki, a jej nadgarstek przestał kręcić młynka.
– Och, moja droga nareszcie. Zdawało mi się, że słyszałam niepokojące dźwięki dochodzące z ulicy. Czy mogłabyś sprawdzić proszę co to? Pewnie jakaś drobnostka, ale czytam o niepokojących działaniach czarnomagicznych i irracjonalnie udzielił mi się nastrój tej lektury. – Prośba nie była tak na prawdę prośbą, choć wyrażona w miękkich głoskach otulała duszę słuchacza. Tanaquil jednak przyzwyczajona była do tego, że ludzie robią to co ona im każe, a odmowa ściągnęłaby na głowę surowość spojrzenia, ale też milczenia ciągnącego się tygodniami...
Dzisiejszy dzień postanowiła poświęcić historii angielskiej badaczki weryfikującej mugolską religię z działalnością hinduskich czarnoksiężników z IV wieku naszej ery, kiedy ktoś, bądź coś zakłóciło jej spokój. Ujęła w swoje długie palce smukłą wiśniową różdżkę i zakołysała sznureczkiem wprawiającym w ruch dzwoneczki informujące mieszkańców domu, że matrona potrzebuje pilnie spotkania z nimi. Przydatne, zwłaszcza podczas wnikliwej działalności naukowej, w której każda sekunda zapisków odmierzana była czystym kruszcem złota.
Z racji tego, że służba miała wychodne, Lanie nie pozostało nic innego, jak zaspokoić gwałtowną potrzebę matki, której to gwałtowność wyrażał monotonny kryształowy dźwięk, uporczywie domagający się uwagi.
W końcu gdy córka pojawiła się w saloniku, odziana w karminową czerwoną szatę kobieta uniosła głowę znad książki, a jej nadgarstek przestał kręcić młynka.
– Och, moja droga nareszcie. Zdawało mi się, że słyszałam niepokojące dźwięki dochodzące z ulicy. Czy mogłabyś sprawdzić proszę co to? Pewnie jakaś drobnostka, ale czytam o niepokojących działaniach czarnomagicznych i irracjonalnie udzielił mi się nastrój tej lektury. – Prośba nie była tak na prawdę prośbą, choć wyrażona w miękkich głoskach otulała duszę słuchacza. Tanaquil jednak przyzwyczajona była do tego, że ludzie robią to co ona im każe, a odmowa ściągnęłaby na głowę surowość spojrzenia, ale też milczenia ciągnącego się tygodniami...